Żaneta Bielecka –Depresja, choroba duszy – TJT 015 podcast

Dzisiejszym gościem Gabrieli Gargaś jest Żaneta Bielecka – nauczycielka, tłumaczka, kobieta chorująca na depresję i zaburzenia bordeline.

Wiesz jak to jest, kiedy człowiek udaje, że jest dobrze? Zwlekasz się do życia ( bo to jest zwlekanie) i starasz się żyć. Jakoś żyć. A w środku wszystko wyje z bólu. A ty starasz się być dobrą mamą, żoną, starasz się wykonywać swoje obowiązki. A potem, kiedy już jesteś sama, wieczorem, kiedy nie musisz udawać, leżysz w łóżku i łzy spływają po policzkach tworząc w zagłębieniach uszu, małe jeziorka.
Leżałaś kiedyś na podłodze i nie miałaś siły się podnieść?
Tak.

zdjęcie: z archiwum Żanety

Rozmawiamy o tym :
– czym jest depresja,
– o tym, że czasami trudno jest wstać z łóżka i chciałoby się, by noc trwała jak najdłużej,
czy psychoterapia czy farmakologia,
– mity na temat depresji,
– o tym, że nie zawsze pacjent dopasuje się z terapeutą,
– czy można wygrać z depresją,
– o spadaniu na dno,
– o wrażliwości i nadwrażliwości,
– o tym jak może wyglądać depresja, bo nie zawsze to, co widoczne na zewnątrz jest tym samym co skrywamy w środkuo myślach samobójczych,
– o wpływie dzieciństwa na nasze dorosłe życie,
– o zaburzeniach bordeline ( rozwiewamy mity i mówimy o tym co czuje taka osoba).

Wysłuchaj rozmowy klikając przycisk Play (►) poniżej:

Zapraszam również do komentowania rozmowy. Do 2 osób, które napiszą najciekawszy komentarz zostanie wysłana książka : „ Szczęście przy kominku”


Linki pomocnicze, oraz gdzie znaleźć Żanetę:
Instagram: https://instagram.com/borderpositive
Facebook: https://m.facebook.com/borderline.osobowosc.z.pogranicza/
Wikipedia – borderline – osobowość chwiejna emocjonalnie
Wikipedia – zaburzenia depresyjne


Zapraszam Was również serdecznie do wysłuchania moich poprzednich rozmów z cyklu “Taka Jak Ty”, oraz do pobrania za darmo mojego najnowszego opowiadania pt “Będę na Ciebie czekać”. Będzie mi bardzo miło jak udostępnisz swoim znajomym moje rozmowy oraz zostawisz komentarz poniżej.

Poprzedni Post

Komentarze



Elżbieta

2 tygodnie temu

Witam , depresja ….hm mam nerwicę lękowo-depresyjną ,przeszłam wiele od kilkunastu lat leczę duszę 😢 bardzo ciężko się żyje z tym ,ale jestem po dwóch terapiach ,ratuje się lekami też ,traumy z dzieciństwa są ze mną na codzien , jestem też DDA, niskie poczucie wartości ,wstyd ,problem z nawiązaniem relacji bliższych ,ukrywanie swojego problemu ,ból ,strach ,cierpienie ,teraz jest już lepiej ale jesienią jest ciężko ,bardzo rozumiem ludzi z takimi problemami i chorobami ,dochodzą choroby somatyczne i już te które trzeba leczyć przewlekle ,np astma u mnie wystąpiła ot tak nikt w rodzinie nie chorował tylko ja w dorosłym już życiu ,kiedy nie mogłam wyjść z domu ze strachu ,ciągle omdlenia itp. to było straszne ,gdy wyniki pokazują że jesteś zdrowa a ty czujesz że masz zawał lub umierasz tracąc oddech 😢 ciągle pracuje nad sobą i wiem że to praca do końca życia ❣️ cudowna rozmowa, piękne dzięki za ten temat p.Gabrysiu .

Agnieszka Matysek

2 tygodnie temu

Pisałam już nieraz na różnych stronach komentarze o tym co kryje się w mojej głowie.. Mogłabym po prostu użyć funkcji kopiuj wklej bo wszystko jest takie aktualne i czasem mam wrażenie, że moje przeżycia i rozmyślenie działają właśnie jak przy użyciu tej funkcji. Ale nie zrobię tego, bo w jakiś dziwny sposób każdy świeżo napisany komentarz niesie ze sobą nadzieję, że rozwiążę zagadkę mojego życia, że przybliży mnie do rozwiązania moich problemów, że coś zrozumiem, coś naprawię a jeśli nie to chociaż ulżę sobie wyrzucając z siebie swoje myśli. Mogłabym zacząć od początku i opisać wszystko, każdą chwilę, każde uczucie, które doprowadziło mnie do stanu z dnia dzisiejszego, ale czuję, że byłabym wyczerpana już na etapie szkoły podstawowej. Zawsze coś we mnie było inne. Może to otoczenie tak sprawiło, może to wrodzone, może wyuczone, ale zawsze byłam poważniejsza, smutniejsza i mniej energiczna niż inne dzieci. Moim pierwszym wspomnieniem dziwnego postrzegania świata były momenty, kiedy ni z tego ni z owego, w miłym otoczeniu, w bezpiecznym miejscu, normalnym czasie nachodziło mnie chwilowe uczucie, że ci wszyscy ludzie którzy mnie otaczają, rodzice, rodzina, są mi obcy, że coś zostawiłam, o czymś zapomniałam, czułam potworny ucisk w sercu, to było nie do zniesienia, a takie chwile przerywało … przełknięcie śliny… wiem, dziwne… ale tak, więc przełykałam jak najszybciej żeby tego nie czuć. Później… byłam chwalonym grzecznym dzieckiem, z dobrymi ocenami, wzorowym zachowaniem… ale tak sobie myślę, że to dlatego że usilnie chciałam spełniać cudze oczekiwania: nauczycieli, rodziców.. Odsuwałam siebie na dalszy plan. Ma tak do dziś. tak też ułożyłam moje relacje małżeńskie. Mogę zgonić na kłótnie rodziców, które sprawiły że postanowiłam sobie, że ja nigdy nie będę się kłócić, ale czuję, że to nie cała prawda. Dziś nadal odsuwam siebie na dalszy plan… Niech tylko On, Oni będą zadowoleni, wtedy zajmę się sobą… Tak sobie myślę, ale ten czas nigdy nie nastąpił, a gdyby nastąpił, pewnie nie wiedziałabym co ze sobą począć.Milczę, wszystkich rozumiem, tłumaczę, pozostawiam wolny wybór, nie ograniczam ale i zbieram na siebie każdy gniew. I wzbiera we mnie frustracja i opadają mi ręce kiedy po raz kolejny słyszę, że to ja zawalam, że moja wina, że … I idę między ludzi i udaję taką jak oni, a tak na prawdę rozliczam się w myślach z każdego mojego słowa i gestu, czy aby nie zagalopowałam się w udawaniu zabawnej, albo czy zbytnio nie marudziłam, czy wyszłam dobrze. Obserwuję ich i biegnę za nimi, wciąż nie mogę ich dogonić, wciąż improwizuję, gdy już wydaje mi się, że za chwilę dosięgnę czyjś płaszcz… potykam się, upadam i zanim się podniosę dystans staje się nie do nadrobienia. Czasem staram się zachować równowagę i spokój, jak w dzieciństwie chodziło się po piasku na plaży tak by go nie załamać i gdy już udaje mi się zrobić kilka idealnych kroków piasek znów załamuje się pode mną i zasypuje mi stopy i wtedy znów jest ciężko iść. Właśnie..Na żaden inny temat nie mam w głowie tylu porównań jak na temat mojego samopoczucia, mojego porównywania się z innymi. Mam zawroty głowy gdy słyszę czyjeś opowieści o tym jak żyje, bo czuję jak bardzo jestem w tyle, gdy słyszę jak zawalam już nawet nie czuję buntu tylko panikę, że wszystko stracone, nic już nie odzyskam. Mam tyle zaległości, bo wszystkiego się boję, nawet wejść w dyskusję na temat, którego i tak nie uniknę, a czas leci i pili, i wiem, że nie mam wyjścia i wiem, że tego nie zniosę. Ta pandemia… to tak jakby normalni ludzie na chwilę zajrzeli do mojej głowy, przerazili się i zaczęli się buntować. A ja już się nie buntuję. Właściwie byłoby mi wygodnie gdybym nic nie musiała, mogłabym się położyć i spać i nigdzie nie wychodzić i być wzorową obywatelką. Zamknięcie sprawiło, że musiałam zrezygnować z każdej trudnej dla mnie aktywności, która przybliżała mnie do ludzi, z każdego wyjścia, z każdej misji pod hasłem zapewnienie rozrywki dziecku, by nie czuło tego co ja. Te trudne do osiągnięcia cele zostały ze mnie odgórnie zdjęte jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ale co dalej.. Ja bym się położyła… Ale jestem mamą… Bo jako córka, siostra, żona już zawaliłam, już się poddałam… Ale wciąż jestem mamą… Więc muszę trwać… Ale to takie trudne wyrwać się z letargu, wstać, być, uczyć, być wzorem… Kiedy czujesz, że nie masz czego uczyć i żadnym wzorem być nie powinnaś. Mogłabym pisać bez końca. Skojarzenia, porównania, opisy, metafory, analizy, odniesienia do przeszłości, strach i lęk przed przyszłością… ba.. panika, desperacja, szok i szał, letarg na skutek zmęczenia…. Ale starczy, bo choćbym nie wiem ile pisała… nie opiszę dobrze tego co czuję, a większość ludzi dalekich i bliskich i tak powie, że jestem leń, że sobie roję, żebym się wzięła w garść, żebym pomyślała o życiu a nie roiła sobie jakieś niestworzone historie, żebym się nie nakręcała, żebym się zajęła życiem bo my tu gadu gadu a przeze mnie nie mamy tego i brakuje tamtego i to ja nie chcę, bo mi wygodnie… Właśnie! Spokojnie! Mi jest po prostu tak wygodnie! Tylko dlaczego to tak boli, tak dręczy, tak nie daje żyć… Bo ja nie żyję, ja tylko wiążę koniec z końcem, Wielokrotnie te same końce, które są za krótkie by je dobrze związać i wciąż się wysuwają, wciąż rozwiązują a ich ponowne związanie jest takie trudne.. nieosiągalne!

Weronika

2 tygodnie temu

Powiem tak: depresja to choroba. Jednak pomimo tego jak wiele się o niej mówi w dzisiejszych czasach, ludzie dalej są nietolerancyjni i nawet nie próbują zrozumieć osób, które zmagają się z tą chorobą. Najwięcej z kolei wzbudza we mnie emocji fakt, gdy ludzie jednodniowy smutek nazywają depresją. Depresja to nie jednodniowa ,,choroba”. To długotrwały stan. Dobrze by było, gdyby ludzie okazywali więcej empatii. Wtedy świat stałby się lepszy.

Basia

2 tygodnie temu

Depresja znam i dwa lata zjadła mi uśmiech nauczyłam się żyć z tym że może ponownie wpaść do mojego życia nie wiem kiedy czasami masz wrażenie że jest ok a ona wkrada się i kradnie tobie zycie

Agnieszka

2 tygodnie temu

Bo to jest tak ze wszyscy widzą cie zawsze usmiechnieta radosna tą która potrafi podnieść na duchu powiedziec że będzie dobrze i nikomu nie przyjdzie do głowy że u ciebie moze tez byc żle ze sobie nie radzisz ze potrzebujesz dobrego slowa przyjaznej duszy.
A ty nie odzywasz sie i chowasz w sobie to co dręczy nie masz odwagi bo czasami myslisz ze twoje problemy to nic wobec tego z czym boryka sie swiat …ale to błąd…….. niestety ten bład popełniasz i to wszystko trwa i trwa i zaczyna juz tobie brakować miejsca…wiec zaczynasz znikać i jakoś nikogo to nie dziwi …jesli dasz radę sie podnieśc sama kolejny raz to ok……ale co jesli nie

Eugenia

2 tygodnie temu

Bardzo trudno było mi słuchać tej rozmowy. Czuję się bardzo rozbita…
Od dzieciństwa choruję, przeszłam dwie operacje kręgosłupa. Mimo to wyszłam za mąż, mam dwoje, dorosłych już dzieci. Mąż pracował jako policjant, ja “siedziałam” w domu. Przez lata przybyło mi chorób, przeszłam jeszcze 8 operacji, utyłam, czułam się coraz gorsza. Osiem lat temu zmarł mój Tato, który był dla mnie bardzo ważny. Powoli, nie zauważając, coraz bardziej wycofywałam się z życia, słyszałam, że jestem nic nie warta, nie zarabiam pieniędzy, nie miałam już marzeń. Później zaczęły się bóle głowy, nie spałam, nawarstwiały się problemy, płakałam nocami. Jednocześnie byłam postrzegana jako optymistyczna osoba, zawsze skora do pomocy i wysłuchania innych. I ciągle się bałam; o siebie, o meza, o dzieci, jeśli coś mnie bolało to wymyślałam najczarniejsze scenariusze…W tamtym roku w lipcu doszłam do ściany. Poszłam do psychiatry licząc, że mnie wyslucha. Przeliczyłam się. Skierował mnie do psychologa. Wyprosiłam jeszcze tabletki, żeby spać. Po wyjściu usiadłam przed przychodnią i zaczęłam płakać, chciałam popełnić samobójstwo. Podeszła do mnie kobieta, usiadła i zaczęłyśmy rozmawiać. Dzięki tej rozmowie żyję. Zaczęłam się leczyć, mam depresję i nerwicę lękową. W lutym zaczęłam terapię, która jest przerywana z powodu pandemii. Ale i tak zmieniłam się. Nie pozwalam poniżać się mężowi, zaczęłam wychodzić do ludzi, po 15-stu latach lęku zaczęłam prowadzić samochód. Wiem, że jeszcze długa droga przede mną, ale zaczęłam w końcu żyć, mam marzenia i wiem lub prawie wiem ile jestem warta

Monika

2 tygodnie temu

“Ból duszy” to tylko łagodne określenie. Tego nie da się opisać słowami. To ból towarzyszący każdej minucie życia. Nawet tej radosnej, czy szczęśliwej. Cały czas gdzieś w podświadomości masz ten ból, tą pustkę. To bezsilność, żal i samotność. Nikt nie rozumie Cię i choć mówisz wprost, że potrzebujesz zrozumienia, czy pomocy to jest to wykożystywane przeciw Tobie. Wyjesz po nocach, albo pod prysznicem tak aby nikt nie widział twojej słabości, by potem nie uderzyć w najczulszy punkt. Budzisz się i zasypiasz każdego dnia ze łzami w oczach i poczuciem pustki. Nocą o ile uda Ci się zasnąć, trawi Cię niepokój. Kiedy jeszcze masz siłę i łzy żeby zapłakać dajesz jakiś upust. Najgorzej kiedy przychodzi obojętność i nie masz już siły na nic. Wstajesz każdego dnia, jakoś funkcjonujesz, ale nie widzisz żadnego sensu . Czekasz tylko na noc, ta cisze i spokój, który będzie trawił Cię od środka. Potem przychodzi gniew i agresją, atakujesz tych , którzy nie chcą lub nie potrafią Cię zrozumieć, choć to właśnie oni wpędzili Cię w taki stan. Masz żal do nich i samej siebie, że przecież nie tak miało wyglądać twoje życie. Najgorszym bólem jest to ze zawiedli Cię ci, w których pokładałasz największe nadzieję.
Mam 32 lata i od dziecka mam ten stan. Nie wiem dlaczego. Tak bardzo pragnęłam miłości i zainteresowania, że utknęłam w toksycznym związku. Tylko dla moich dzieci żyję i funkcjonuję, z dnia na dzień. Nie potrafię odejść i nic zmienić w swoim życiu, mimo że ta relacja wykończyła mnie już do cna i odebrała mi wszystko. Przeraża mnie tylko fakt ze przeciez dzieci widza to, czuja i nie ma to dobrego wpływuna ich dorosłe życie. Podziwiam tych którzy potrafią znaleźć pomoc i próbują zmienić swoje życie, walczą z tą straszną chorobą. Życzę im radości, ze swojego życia i żeby kochali siebie samych całym sercem.

Roberta

2 tygodnie temu

Trwam. W tym jednym słowie zawiera się moje życie. Już nie oczekuję zrozumienia u innych skoro bywają dni, że sama siebie nie rozumiem. Walczę. Bez psychologa, tabletek szczęścia. Po jednej terapii u specjalisty, po psychoterapii, którą zrobiłam sobie sama. Początki to było tylko macanie ścian ze szkla. Potem ruszyła lawina. Dziś jest lepiej, jutro gorzej. Pojutrze podniosę gardę. Piszę. Zło przelewam na wiersze. Tam jestem JA.Ta steskniona, w kawałkach, z prochu. Czasami się śmieję, czasami płaczę. Ale żyję.

Ania

2 tygodnie temu

Ten temat… okej czytają fragment popłakałam się. Ja wiem, płaczę często. Staram się omijać strony gdzie pisze się o chorobach, maltretowanych zwierzętach, bo po takim artykule czuję się gorzej To ta jakby te ,,kilka” słów ciągnęło mnie na dno. Naprawdę. Wiele nie trzeba, ale to co tutaj przeczytałam . O tej chorobie przeczytałam już kilka poradników, ale pomiędzy teorią a praktyka jest duża przepaść. To nie tak, że zrobisz co pisze w książce i przejdzie. Nie ! Nie pomogą też wyświechtane teksty ani złośliwe komentarze. Od tego gorsza jest jeszcze jedna rzecz- to co o sobie myślimy. To poczucie, że jesteśmy do niczego czasami doprowadza do szału. Dobrze jest mieć kogoś kto potrafi zrozumieć. Ja mam mamę. Ona ten temat ma przerobiony. I potrafi ustawić do pionu, ale jak wiele jest osób, które są same. Tego nie zliczy się. W sumie nie dziwię się. Nie ufam ludziom, nie lubię spędzać z nimi czasu, bo zazwyczaj mam poczucie, że jestem piątym kołem u wozu, jestem nie potrzebna. Boję się też zwierzać innym, to akurat pokłosie wyboru nieodpowiednich osób, które potrafiły wykorzystać to co powiedziałam w sekrecie…. Depresja. Spotyka naprawdę wiele osób. Młode, stare, singlów i tych w związkach. To nie teoria, a praktyka. Mieszkam na wsi i znam kilka osób ode mnie ze wsi, które zmagają się z tą przypadłością. O sobie nie mówię, bo wiem, że to nie wstyd, ale…. przez to czuje się mało wartościowa. Jest jeszcze mama. I sąsiadka. naprawdę. O tym, że ona się na to leczy sama mówiła. Najgorsze w tym wszystkim, że widzi się wszystko przez krzywe zwierciadło, przez szybę, która nie przepuszcza światła, nic nie cieszy, człowiek zaczyna obojętnieć a nawet jak walczy o siebie to idzie to opornie. Pomaga trochę rozmowa, ale nawet j trochę się człowiek ,,ogarnie” to wystarczy nieodpowiednie słowo, gest, spojrzenie i wszystko wraca. To jest naprawdę ciężki wróg. Tylko czy da się go wyleczyć? Czy tylko zaleczyć?

Ewa

2 tygodnie temu

Kto nigdy nie zaznał tego, ten nigdy nie zrozumie, że ktoś otwierając rano oczy myśli tylko o tym, aby je ponownie zamknąć i uciec. Patrząc na bawiącego się małego kociaka, słysząc radosny świergot ptaków, widząc śmiejących się ludzi… nie potrafi zapanować nad łzami, które same cisną się do oczu z żalu, bezsilności i niewiadomego smutku. Słyszysz piosenkę, która powinna Ci się kojarzyć z radością, młodością, szczęściem i płaczesz nie rozumiejąc dlaczego ta piosenka wywołuje smutek i łzy. Widzisz śmiejące się dziecko i nie potrafisz cieszyć się razem z nim, bo w gardle rośnie Ci wielka gula a po policzkach spływają łzy, których już nie chcesz, ale one same, bezdyskusyjnie cisną się do oczu udowadniając Ci swoją przewagę nad Tobą. Niby wiesz, ale tak naprawdę nie wiesz co się z Tobą dzieje. Chcesz to zatrzymać, ale to nie takie proste. Myślisz: przecież jestem silna, dam radę, nie mogę się poddać i… poddajesz się temu patrząc bezmyślnie w nieokreślony punkt.

Edyta

2 tygodnie temu

Słowa w pełni oddają to co czuje moja 15 letnia kochana córka którą przytoczyło
życie…nowa szkoła która stała się źródłem bólu bo nagle z ucznia bardzo dobrego stała się uczniem dostatecznym bo ukochana biologia stała się nagle koszmarem a wreszcie bo przyjaciółka od pierwszej klasy liceum która miała być jak Diana z Ani z Zielonego Wzgórza stwierdziła wykrzyczała w twarz że córka jest toksyczna wredna że jest okropnym człowiekiem że jest nic nie wartym gównem bo dawała odpisywać na sprawdzianach bo dawała odpisać zadanie bo odprowadzała do domu bo pocieszała bo była za dobra i jak stała się nie potrzebna to brutalnie z grupy trzech przyjaciółek została wywalona.
Straciła wiarę w siebie w ludzi boi się już kontaktu z innymi …..a łzy leją się jak strumienie każdego dnia od 6 tygodni a ja jestem obok niej pocieszam i płaczę jak tego Ola nie widzi bo muszę być silna dla niej. Depresja to straszna choroba odbiera radość życia bez względu na wiek

Katarzyna

1 tydzień temu

Na samą myśl o depresji na całym ciele mam ciarki. Przeszłam przez ten okrutny stan albo byłam o krok od niego. Czułam jak stoję nad przepaścią i jeden jeszcze malutki kroczek w kierunku tej otchłani sprawi że stoczę się niczym po równi pochyłej prosto na dno. Czułam jak boli dusza i jak le jest mi na tym świecie bez względu na to co się w moim życiu działo. Wszystko zaczęło się wtedy kiedy zmieniłam kraj zamieszkania a zdrowotne problemy sprawiły że nie mogłam pracować. Stałam się zależna od swojego narzeczonego człowieka który choć dobry i pełen ciepłych uczuć to nieświadomy narastającej w mojej duszy ciemności. Godziny spędzone w łożku i myśl o tym że nie mam w życiu jakiegokolwiek celu. Brak sensu sprawiał że ni chciałam wstawać, spotykać się z kimkolwiek. Odcięłam się od świata i z jednej strony chciałam przerwać ten ciąg, uwolnić się od tego a z drugiej strony wolałam umrzeć, nie cierpieć już więcej. W pewnym momencie podjęłam decyzję że albo zacznę o siebie walczyć albo ta czarna dziura pochłonie mnie całkowicie. I jak postanowiłam tak zrobiłam. Krok po kroku raz po raz wracając do depresyjnych stanów zmieniałam swoje podejście do życia. Uczyłam się wdzięczności i pozytywnego podejścia do życia. A przede wszystkim zaczęłam uczyć się brania odpowiedzialności za swoje życie. I za każdym razem gdy czułam że czuję się źle ze wszystkich sił jak koła ratunkowego trzymałam się nowych poglądów. I wcale nie było tak że wszystko zniknęło. To zajęło mi sporo czasu. Do dziś zresztą pojawiają się trudne chwile. Jest ich jednak coraz mniej i są zdecydowanie mniej dotkliwe. Dziś moja siostra ma depresję. Staram się jej pomóc bo rozumiem ogrom i powagę sytuacji i mam wiarę w to że z tego można wyjść. Staram się jak mogę choć nigdy nie przyznałam się przed nikim jakie piekło urządziła mi moja własna dusza i mój umysł….

Gdzie mnie można znaleźć

Już do kupienia!

Zapisz się do listy i pobierz za darmo najnowsze opowiadnie Gabrieli Gargaś pt “Będę na Ciebie czekać”

Copyright 2017 - 2021 Gabriela Gargaś © All Rights Reserved