Przetrwałam…

Minął rok… Rok, który udało mi się przeżyć.

Nie wiem jak. Naprawdę nie wiem.

Powstań tyle razy ile upadasz – powiedziała do mnie, moja przyjaciółka.

I ja jakoś trzymałam się tych jej słów.  

Gdyby nie Ona, gdyby nie te słowa, to wylądowałabym w wariatkowie.

Dookoła słyszałam też inne słowa, które wtedy nie miały dla mnie żadnego znaczenia:

Z czasem będzie lepiej.

Nieprawda.

Dasz sobie radę.

Nie dawałam.

Czas leczy rany.

Większej bzdury nie słyszałam. Czas, w chwili bólu, wlecze się bardzo powoli, rozciągając smutek niczym naprężoną gumę w jakiejś chorej czasoprzestrzeni.

Starałam się jakoś żyć.  We mnie siedziały wtedy dwie kobiety. Ta jedna, która po ciężkim poranku, brała prysznic, malowała się, ubierała i wychodziła do ludzi.  I ta druga, która powracała do domu i była jak jedna wielka pulsująca rana, która przestawała na chwilę boleć, kiedy dostawała znieczulenie.

Ból oplatał mnie swoimi mackami, zasłaniając usta i nos. I nie mogłam złapać oddechu.

A  Ty wtedy, powiedziałeś mi, żebym Ci pomogła.

Pomagałam na wszystkie możliwe sposoby. Miałam taki burdel w sercu, w myślach.

Byłam na dnie.

I ja z tego swojego dna do Ciebie rękę wyciągałam.

A Ty, sobie po prostu ze mnie zakpiłeś.

Wspomnienia, tykająca bomba, która potrafiła wybuchnąć w każdej chwili.

Wróćmy do początku:

Wielkie zauroczenie.

Upojne chwile.

Test.

Kłamstwa.

Poronienie.

Zatajenie.

Walka, o każdy dzień, każdy oddech. O przetrwanie.

Moje wspomnienia są jak tykająca bomba. Chowam na dno szkatułki wisiorek, który brałeś w usta, kiedy się kochaliśmy, albo łańcuszek, który zapinałeś mi tamtego ranka, po upojnej nocy.  Wrzucam na dno szuflady malutkie buciki, które kupiłam dla swojego dziecka. Bo to było moje dziecko. Nie chciałam nigdy myśleć, że nasze. Po tym co mi zrobiłeś, nie.

Żyłam w jakimś dziwnym zawieszeniu między tym co było, a tym co jest.  Nie miałam siły myśleć, co będzie później. Chciałam żyć w teraz. Tylko tamto „teraz” miało ostre krawędzie.

Spoglądałam na zegar, jeszcze nie ma południa, myślałam.

Jak dam radę  pociągnąć do osiemnastej?

Potem to już mogę się rozlecieć, ale teraz… Teraz muszę się trzymać.

 Osiem godzin męczarni. Udawania.

Brałam leki… Całą garść. Na wyciszenie, otępienie, na przetrwanie.

Na dzień i na noc.

By żyć, by spać.

Tylko pewnego dnia, mój terapeuta delikatnie zasugerował mi, że trzeba by trochę zejść z tak dużej dawki. Ogarnia mnie panika, czy dam radę.  Próbuję.

I… Świat jest pełny ostrych krawędzi, światło poranka zbyt jasne. Odbicie w lustrze zbyt szare. Ciało zbyt boli, ale to ból duszy jest najbardziej nieznośny.

Miałam dni, których nie pamiętam.

Ten dzień kiedy siedziałam kilka godzin w deszczu i płakałam razem z szaro- burym niebem.

Godziny łez…

Dzisiaj wychodzę na spacer i dostrzegam małe promyki nadziei.

Są  takie poranki, kiedy widzę światło.

Uśmiech coraz częściej pojawia się na mojej twarzy.

I staram się żyć. Tak bardzo staram się żyć. – fragment pochodzi z książki Fish Factory, którą dla Was piszę…

To jest książka oparta na prawdziwych wydarzeniach. To jest książka o wielkiej stracie, cierpieniu, zdradzie. O mobbingu i przekrętach w dużej korporacji. O tym, że zawsze jest jakaś nadzieja… Nawet jeśli za długo stałaś na deszczu.

Następny Post
Poprzedni Post

Komentarze



Beata

3 miesiące temu

Gabi, jak zawsze rozwalisz system. Czasami trzeba dotknąć dna, żeby się od niego odbić. Trudno posklejać swoje życie, bo coś się wali. Kogoś tracimy. Często upadamy. Nawet nie mamy ochoty wstać, ale za jakiś czas wstajemy lub upadamy. Życie to wzloty i upadki. Raz jest dobrze, a innym nie.

Gdzie można mnie znaleźć

NOWOŚĆ! Wkrótce do kupienia!

Już do kupienia

Luna” – Gabriela Gargaś

Premiera: 24.02.21

 

Zapisz się do listy i pobierz za darmo opowiadnie Gabrieli Gargaś pt “Będę na Ciebie czekać”

Copyright 2017 - 2021 Gabriela Gargaś © All Rights Reserved