O tym jak i dlaczego tracę głowę…

Czasami zdarza mi się stracić głowę i zdrowy rozsądek. A komu się nie zdarza? Oby tylko tracić ją ( głowę) dla takich przeżyć, westchnień i wzruszeń , byłoby cudownie. 😉 Są takie miejsca, takie widoki, takie przeżycia, przez które nie myślę racjonalnie. Ale… Zacznijmy od początku. Zacznę od tego, że urlopu  nie lubię spędzać w kurortach, nie bookuję wakacji all inclusive ( nigdy na takowych nawet nie byłam)  Nie lubię leżeć na leżaku nad basenem, ani jeździć na zorganizowane wycieczki. Każdy ma inaczej, a ja mam tak.  Uwielbiam wycieczki, które organizuję sobie na własną rękę. Godzinami szperam w necie gdzie mogę pojechać, najlepiej poza sezonem i gdzie nie będzie dużo turystów. Kocham miasta tętniące życiem, gdzie chciał nie chciał turyści są, ale jeszcze bardziej uwielbiam małe miasteczka, gdzie poza sezonem większość sklepików jest pozamykana, a ja przechadzam się brukowanymi uliczkami. I tutaj wariuję. Kiedy wchodzę do takiego miasteczka, zachwycam się  niemal każdym skwerkiem, kamieniem, kwiatkiem. Dosłownie wszystkim. Uśmiecham się do siebie całą gębą i jestem wtedy zapewne jedną z najszczęśliwszych osób na świecie ;-).


Podziwiam stare kamienice, kościoły, zamki, maleńkie sklepiki z pamiątkami, poza sezonem większości zamknięte. Czuję ducha historii, który wyłania się z niemal każdego rogu.  I ten romantyzm… W takich miejscach jest bardzo romantycznie. Pełno tutaj zaułków, w których jakiś młodzieniec na pewno kiedyś całował  się ze swoją lubą. 😉 ( trochę już chyba odleciałam. Ale odloty jak najbardziej są wskazane).

Odnajduję niekiedy jakąś kawiarenkę, gdzie czas się zatrzymał, kawa smakuje jakoś lepiej. Stary kelner, z długimi siwymi włosami idzie w moim kierunku, uśmiecha się do mnie i stawia przede mną miseczkę z oliwkami i filiżankę aromatycznej kawy. Kot, o błękitnych oczach przemyka pod stołem.  Piję kawę jedną, potem drugą. Chodzę po kawiarni robię setki zdjęć, tak bardzo nie chcę stąd wychodzić. Jest magicznie, bajecznie i uroczo. Słowo :”uroczo” też mnie jakoś kręci. Kiedy byłam młodą dziewczyną, pewien dystyngowany dżentelmen powiedział mi, że jestem “urocza”, a, że przypominał Józefa Toliboskiego, straciłam wtedy głowę. Czyli tej straty rozsądku jak widać u mnie nie brakuje ;-).

Po dwóch, może trzech godzinach opuszczam kawiareknę. I znów idę brukowaną uliczką i wiem, że jeszcze tutaj wrócę. Powroty mają w sobie tyle z nostalgii… A te wyczekiwane mają smak najlepszej kawy na świecie. 🙂

Następny Post
Poprzedni Post

Komentarze



Marta

5 dni temu

Niezwykle urokliwe miejsce, cudowne tło na ksiazke:) gdzie tak pięknie?

Gabriela Gargas

5 dni temu

Hiszpania i Francja 🙂

Beata

5 dni temu

Urokliwe są małe kawiarenki i stare uliczki. Piękne zdjęcia idealny kontrast na pochmurną pogodę w Polsce. Pozdrawiam serdecznie 😍 Gabrysiu zachowaj piękne wspomnienia.

Gabriela Gargas

5 dni temu

Beatko, zachowam. Dziękuję 😉

Grazyna st.

5 dni temu

Przepiękne zdjęcia. Chociaż sobie popatrzę z przyjemnością.

Gabriela Gargas

5 dni temu

I piękne miejsce. Uwielbiam takie zakątki!

Monika Ruzik

5 dni temu

Cudowne miejsca,przepieknie ,tez pospacerowałabym tymi zaułkami i napiła się kawy w tak pięknym miejscu 🙂

Gabriela Gargas

5 dni temu

Było naprawdę przepięknie 🙂 Dziękuję ślicznie za pozostawiony komentarz

Copyright 2017 - 2018 Gabriela Gargaś © All Rights Reserved