Musiałam coś zrobić, żeby uratować siebie – Wyznania Czytelniczek cz.3

Spotkałam Cię w trudnym momencie swojego życia. Kiedy myślałam, że wszystko już straciłam i nie ma już dla mnie nadziei. Kiedy myślałam, że już wszystko przegrałam. Musiałam coś zrobić, żeby się uratować i uciekłam – spakowałam torbę i wyjechałam na kilka dni. Nieznane dotąd miasto powitało mnie słońcem i wiosenną temperaturą. Idąc do hotelu gdzie miałam zarezerwowany nocleg przechodziłam przez rynek i wtedy Cię zobaczyłam po raz pierwszy. Postawna sylwetka, kilkudniowy zarost, a dopełnieniem tego był idealnie dobrany garnitur i krawat. Przeszłam tuż obok Ciebie – stałeś wtedy odwrócony tyłem do mnie i gestem pokazywałeś coś swojemu współtowarzyszowi. Poczułam zapach Twoich perfum, usłyszałam Twój głos i już wiedziałam – przepadłam, zakochałam się… Znalazłam hotel, rozpakowałam się i wyruszyłam na zwiedzanie. Gdzieś w mojej podświadomości kryła się nadzieja, że jeszcze kiedyś Cię zobaczę i że to spotkanie coś zmieni w moim życiu. Wieczorem stojąc nad Odrą i patrząc na gmach Uniwersytetu oświetlony blaskiem księżyca i światłem ulicznym usłyszałam nadjeżdżający rower i coś ciężkiego uderzyło w moje nogi. Usłyszałam słowo przepraszam, odwróciłam się i stanęłam twarzą w twarz z Tobą, a tym co uderzyło mnie w nogi była rakieta do tenisa. Nawiązała się między nami rozmowa – o tym co ja robię sama o tej porze w takim miejscu, o tym co tutaj Ty robisz i ani się obejrzeliśmy, a dotarliśmy na Stare Miasto. Stare Miasto – miejsce spotkania zakochanych. I tak – z każdą chwilą byłam coraz bardziej zakochana! Zakochana w mężczyźnie, który szedł obok mnie, którego znałam od kilkunastu minut, a miałam wrażanie jakbym znała od zawsze. Kiedy zegar na wieży wybił 2 w nocy powiedziałeś, że czas wracać bo rano musisz wcześnie wstać, a ja powinnam odpocząć jeśli chcę zobaczyć jak najwięcej atrakcji. Odprowadziłeś mnie pod drzwi do hotelu i pożyczyłeś miłego pobytu w Twoim mieście. Zasypiając tej nocy pod powiekami widziałam Twoją twarz… marzyłam o tym, żeby raz jeszcze Cię spotkać, zobaczyć, porozmawiać… Przez cały kolejny dzień poznawałam uroki nowego miasta, a wieczorem udałam się nad Odrę mając nadzieję, na kolejne spotkanie i … nie pomyliłam się. Tym razem przyszedłeś bez roweru – uśmiechając się podałeś mi rękę i pociągnąłeś w stronę bulwaru nad rzeką. Tam usiedliśmy i ławce i opowiadałeś mi historię miasta, które z każdym dniem uwielbiałam coraz bardziej, które stawało się coraz bliższe memu sercu podobnie jak siedzący obok mnie mężczyzna. Zapytany skąd tak dobrze znasz szczegóły i tajemnicze opowiastki z uśmiechem na twarzy powiedziałeś, że to dlatego, że mieszkasz tutaj od dziecka i dużo czytasz. Nasze spotkanie przeciągnęło się znów do późnych godzin nocnych. Dla Kopciuszka bal kończył się o północy, a dla mnie tą godziną rozstania była 2 w nocy wybijana przez zegar na ratuszu. Powtórzył się scenariusz poprzedniego wieczoru – odprowadziłeś mnie i odszedłeś… Dni spędzone z Tobą, a właściwie wieczory w Twoim towarzystwie pokazały mi, że jeszcze mogę być szczęśliwa. Że to, co było złe, pechowe odeszło już i teraz nastał czas uśmiechu, spełnienia i radości. Każdego dnia spacerowaliśmy po innej części miasta. Trzymając się za ręce pokonaliśmy wspólnie wiele kilometrów. Dzięki Tobie poznałam historię ludzi, miejsc, budynków – nie wiem czy były prawdziwe, czy częściowo zmyślone przez Ciebie. Wiem, że dotyczyły życia – tego co mnie przerosło w ostatnim czasie. Opowiadałeś mi o ludziach, sytuacjach i o nietypowych rozwiązaniach jakie zastosowali, aby rozwiązać swoje problemy. Nie zawsze opowieści te miały dobre zakończenie, ale każda pokazywała, że nie wolno się poddawać, że chociażby nie było szans, choćby płonęła ostatnia zapałka, choćby została ostatnia kartka papieru to nie wolno się poddać. Po każdej burzy wychodzi słońce, każda góra ma gdzieś swój szczyt, a każda noc kiedyś się skończy i nastanie nowy dzień. Słuchając tych słów padających z Twoich ust uwierzyłam w siebie, uwierzyłam, że jeśli chcę mogę wszystko. Ostatniego wieczoru umówiliśmy się na wspólną kolację – zaskoczyło mnie trochę to, że nie poszliśmy do restauracji, tylko spotkaliśmy się tam, gdzie miało miejsce nasze pierwsze spotkanie – nad Odrą. Zjedliśmy przygotowane przez Ciebie kanapki, wypiliśmy herbatę z termosu i rozmawialiśmy. Nieubłagany czas płynął tak szybko i ani się obejrzeliśmy usłyszeliśmy dwa charakterystyczne odgłosy zegara. Z każdą mijającą chwilą coraz bardziej bałam się, że to jest ostatni raz kiedy Cię widzę, ostatni raz kiedy jesteś tak blisko, ostatni raz kiedy ze sobą rozmawiamy… Odprowadziłeś mnie do drzwi hotelu, pochyliłeś się w moją stronę, pocałowałeś w policzek i wyszeptałeś do ucha „Trzymaj się, jeszcze będzie pięknie… Do zobaczenia…” Odszedłeś… Wiedziałam to, że więcej Cię nie zobaczę. Mój urlop dobiegał końca i nadeszła pora na powrót. Nie zadzwoniłeś, nie napisałeś, nie było Cię na dworcu chociaż wiedziałeś o której odjeżdża mój pociąg. Byłam świadoma, że nie mogłeś zadzwonić bo nigdy nie zapytałeś o mój numer, nie napisałeś bo znaliśmy tylko swoje imiona, o ile Twoje było prawdziwe. Niczego mi nie obiecywałeś, nie składałeś obietnic. Dawałeś mi lekcje historii połączone z lekcjami życia. Z tej wyprawy wróciłam zakochana – nieszczęśliwe zakochana, zakochana bez wzajemności… Ale z tej wyprawy wróciłam przede wszystkim silniejsza, pełna nadziei na to, że mogę wszystko i nie musi się to podobać ludziom wokół mnie. To nie oni będą decydować o moim życiu. Tylko ja sama… Rozpoczęłam trudną walkę. Uczyłam się mówić „nie” kiedy inni próbowali dołożyć mi kolejne zadania, starałam się uodpornić na ciągłą krytykę, dogadywanie, oczernianie. Przez całe 12 miesięcy nieraz zaciskając zęby, płacząc nocą do poduszki, spacerując samotnie po lesie wmawiałam sobie, że dam radę, że przetrwam, że dokończę to, co zaczęłam i pokażę innym, że jestem warta więcej niż myślą. Chciałam pokazać im, że sama nie oznacza gorsza, ale bardziej samodzielna. A to wszystko dzięki Tobie drogi Znajomy, a może Nieznajomy…? . P.S. Zaplanowałam tegoroczny urlop… – tak dokładnie – wracam nad Odrę. Może znów Cię spotkam…?

Tekst nadesłała: A.K

Spotkałam Ciebie i wszystko w co wierzyłam do tej pory straciło sens…
Pochodzę z rodziny , która ma głęboko zakorzenioną tradycję. Wychowano mnie w przekonaniu: jedna kobieta dla jednego mężczyzny , dzieci po ślubie itd…
Oczywiście jako nastolatka buntowałam się i wyśmiewałam taki styl życia , ale po studiach zrobiłam to czego ode mnie oczekiwano, nie chciałam zostać czarną owcą w rodzinie. Wyszłam za mąż – niekoniecznie z wielkiej miłości
Urodziłam dwójkę wspaniałych dzieci , miałam dobrą pracę, dom z ogródkiem i psa.
Myślałam ,że jestem szczęściarą – aż do pewnego styczniowego popołudnia.
Byłam już spóźniona na spotkanie z klientem , biegłam wąską uliczką i nagle jak spod ziemi na mojej drodze pojawił się mężczyzna , potem niewiele już pamiętam… Potężny ból głowy , wkoło leżały dokumenty a ktoś wykrzykiwał jak mam na imię . Okazało się , że rozbiłam głowę o krawężnik kiedy upadłam. Wyglądało groźnie więc ON wezwał pogotowie.
Następnego dnia dostałam SMS z pytaniem jak się czuję ,czy wszystko ok i że za uratowanie życia chciałby napić się ze mną kawy.
Zgodziłam się , przecież wypadało – pozatym pozbierał moje dokumenty które należało odzyskać.
Spojrzałam mu w oczy i stało się…
Zakochałam się w mężczyźnie którego nawet nie znałam.
Zakochałam się w nim , w małej kawiarni na rogu choć wiedziałam że mi nie wolno.
Broniłam się przed tym uczuciem – nie odpowiadałam na telefony , unikałam go jak tylko umiałam.
Jednak tak nie da się żyć! Możemy oszukać każdego… Męża , rodziców nawet najlepszą przyjaciółkę ale własnego serca nie oszukasz nawet najpiękniejszym kłamstwem.
Żyję życiem które ktoś dla mnie wymyślił dawno temu , a dziś wiem że chciałabym żyć inaczej… W innym miejscu z innym mężczyzną.
On na mnie czeka , chce żebyśmy wyjechali i zaczęli żyć normalnie.
Chce ze mną zamieszkać i budować wspólna przyszłość. Oboje nie chcemy żyć jak do tej pory , w tajemnicy… Ograniczając się do potajemnych spotkań, rozmów.
Ale czy ja mogę to zrobić ? Jak miałabym zbudować swoje szczęście na nieszczęściu innych ( w tym przypadku są to moje dzieci , i mąż ? Mąż chyba też nie byłby szczęśliwy ?) Zawsze dla wszystkich miałam gotowe recepty na problemy , a teraz pierwszy raz w życiu nie wiem co robić , nie wiem co będzie dalej ?
Od pewnego czasu mam wrażenie że moje życie toczy się gdzieś obok a ja jestem tylko obserwatorem… Dlaczego więc los nie może zdecydować za mnie co robić ?
Jedno wiem na pewno – tamtego styczniowego dnia rozbiłam głowę by w zamian poskładać swoje serce. I za to dziś chcę Ci podziękować !
Dziękuję, że pojawiłeś się w moim życiu , pokazałeś co to miłość , że taka prawdziwa jak z filmów istnieje.
Nasza historia wciąż trwa … Mam nadzieję że zakończona będzie happy endem.

Tekst nadesłała: D.Sz

“Gdyby nie Ty wciąż miałabym na sercu niewyobrażalny kamień, bo nie umiałam podjąć żadnej decyzji. Wydawało mi się, że gdy powiem nie to Jemu sprawię przykrość, bo nie umiem zaufać do końca. Ale Ty, jak zawsze mnie wysłuchałeś z uwagą i poradziłeś mądrze. Sprawiając znowu, że moje serce było na nowo lekkie, jak piórko. Zawsze umiałeś uszanować moje decyzje i nigdy nie naciskałeś. Przy Tobie odzyskiwałam wolność…”

Tekst nadesłała M.G

Gdyby nie Ty, mój świat wyglądałby zupełnie inaczej.

Pewnie nigdy nie sadziłabym poziomek i truskawek w fizelinie. Nie jadłabym jagód kamczackich prosto z krzaka. Ba, nawet by mi do głowy nie przyszło, żeby taki krzak do mojego ogródka kupić. Nie piekłabym w sezonie ciasta z czarną maliną, która barwi język.
W sklepie raczej takiej nie kupisz. Nie piłabym nalewki z dzikiej róży, tarniny czy głogu i na pewno nie biegałabym po łąkach i polach w poszukiwaniu tychże owoców. Nie chodziłabym na szczudłach i nie wpadła na pomysł, by robić różne cuda z balonów.

Gdy cię poznałam, mój świat nabrał kolorów. Zaczął wręcz mienić się feerią barw, smaków i odczuć, jakich do tej pory nie znałam.

Kto by pomyślał, że zacznie się od zwykłej zaczepki na komunikatorze. Pamiętam, że gdy do mnie napisałeś, dłużą chwilę nie było mnie przy komputerze. Pewnie pomyślałeś, że nie chce z tobą rozmawiać, a ja chciałam. Bardzo chciałam. Do dziś wspominam nasze nocne rozmowy o wszystkim i o niczym. Prosiłeś mnie o spotkanie, a ja bałam się, że wtedy zmienisz zdanie i nie będziesz chciał już ze mną rozmawiać. Lecz ty jesteś inny. Nie z tych, co oceniają po okładce, chociaż jak twierdzisz niczego mi nie brakuje. Owszem wtedy brakowało. Brakowało mi poczucia własnej wartości. Dzięki tobie ją odzyskałam.

Gdyby nie ty, nigdy nie usłyszałabym wzruszających słów z ust naszej córeczki:

– Ten twój tatuś to robi takie cuda.

– Tak, ja jestem :”cudą”

Tekst nadesłała: K.B

Następny Post
Poprzedni Post

Komentarze



Już do kupienia!

Już do kupienia

Zapisz się do listy i pobierz za darmo najnowsze opowiadnie Gabrieli Gargaś pt “Będę na Ciebie czekać”

Copyright 2017 - 2020 Gabriela Gargaś © All Rights Reserved