202MagicMorning

Wszystko czego potrzebujesz to siła, aby przetrwać do tej chwili…

Ja. Jedna z tych kobiet, o których mówi się silna. Radosna, pomocna i ta, która tak świetnie radzi sobie z życiem. Ta, która uśmiecha się do ludzi i ta, co to zawsze wysłucha… Ta, która Cię rozśmieszy…

Świat nie lubi pesymistów, maruderów, a takich co to prą do przodu, z uśmiechem na ustach.

Świat lubi wesołych ludzi. Tych bezproblemowych, bo przecież problemów i tak mamy za dużo.

Jestem kobietą taką jak Ty. Jak setki kobiet mijanych na ulicy. Tych silnych, które dźwigają ciężar dnia codziennego.  I nikomu o tym nie mówią, że czasami jakoś im za ciężko. I przyklejają na twarz perfekcyjny uśmiech i mówią to, co inni chcą usłyszeć. I udają… Szczęśliwe…

I odpisują na wiadomości okraszone emotikonkami uśmieszków.

 Ktoś: Czy wszystko u Ciebie w porządku?

Ja: Tak 😊  – Tylko ja wiem, że w porządku nie jest, ale niech inni myślą co innego.

Inny Ktoś : Co Ci się stało?

Ja: Nic… No co Ty, nic się nie stało. 😊  – W domyśle, stało się wszystko…

Najprościej. Najszybciej. I do przodu.

I nie słyszeć , że wszystko się ułoży, że to przejściowe, że będzie dobrze…

Uśmiechać się, mówić do ludzi, pracować, gotować.

A potem spać…   I marzyć o tym, by noc się nie kończyła i dzień nie zaczynał.

To wcale nie ja… Już nie.

Pamiętam ten moment rozsypki, kiedy moja koleżanka napisała mi : „Wiesz, naprawdę myślałam, że wszyscy, ale nie Ty. Ty, która góry przenosiłaś.

Tylko ja wtedy pod ciężarem tych gór poległam.

Prawdziwa ja siedzi na podłodze w kuchni i płacze.

Twardzielki też płaczą i to może więcej niż te, które za twardzielki się nie uważają.  Chlipią, gryzą poduszkę, ryczą do utraty tchu, by następnego dnia udawać, że wszystko już dobrze.

Jak to przyszło. Zwyczajnie. Wraz z nowym dniem. Nie mogłam wstać z łóżka, odsłonić rolet. Nie mogłam nawet przełknąć śliny, bo życie mnie bolało.

Ty też wiesz jak czasami boli życie.  Problemy niczym domino zaczęły się na mnie zwalać jedno za drugim… I w końcu nie potrafiłam wstać z łóżka.

Czy były jakieś wcześniejsze oznaki?

Pewnie… To tak jak z grypą.  Tylko, że ignorujemy symptomy.  Pojawiła się taka dusząca gula w gardle, którą przepijałam herbatą, kawą, w sobotę kieliszkiem wina. Tylko ta gula nie chciała spłynąć gdzieś głębiej, ona tkwiła w przełyku.

Ja... Bezgłośnie wołam o pomoc. Pomóż mi, tej , która skrywa ból pod warstwą ciepłych słów, uśmiechów, codzienności...

Wyjdź ze mną na spacer, potrzymaj za rękę.  I powiedz, że nic nie jest w porządku teraz… Ale za jakiś czas to się zmieni. I powiedz, że to przetrwamy, razem… I że czasem najlepszym wyjściem jest położyć się do łózka i to przeczekać… Po prostu wziąć na przeczekanie… – fragment nowej książki…

10885402_910888718929839_8209434565475157055_n

Gdyby nie Ty, synku…- Wyznania Czytelniczek cz.4

Dla Mateusza Gdyby nie Ty Synku to nie wiem jakby dziś wyglądało moje życie. Czy byłabym tą samą osobą? Pamiętam dzień gdy dowiedziałam się że pojawisz się na świecie. Oprócz stachu przed tym co powiedzą moi rodzice byłam szczęśliwa bo przecież zawsze wiedziałam że chcę mieć dzieci. Na Twojego tatę też mogłam liczyć. Chociaż w tamtym momencie był daleko od nas to wiem że sercem był blisko. Nie, nie było łatwo. Dziadkowie nie stanęli na wysokości zadania. Codziennie musiałam wysłuchać co za wstyd przyniosłam. Ciąża bez ślubu, nie tak to oni widzieli. Zaciskałam zęby i czekałam aż ten koszmar się skończy. Niemal na dwa miesiące trafiłam do szpitala by Ciebie nie stracić. Od początku miałeś pod górkę. Moment gdy pojawiłeś się na tym świecie nie był najpiękniejszym przeżyciem, raczej koszmarem dla mnie i dla Ciebie. Ja traciłam przytomność, Ty dopływ telenu bo nie mogłeś się wydostać. Po trudach tych chwil tylko kilka tygodni było dobrze. Miałeś dwa miesiące jak zadławiłeś się mlekiem i umierałeś na moich rękach. Jak przez mgłę pamiętam karetkę, reanimaję i Ciebie na oiomie podłączonego do miliona kabli. Słów lekarza nie słyszałam albo słyszeć nie chciałam… niedoltlnienie, zagrożenie życia… Miałam 21 lat i świat się mi zawalił. Wypłakałam chyba wszystkie łzy. Tak zaczęła się nasza walka, życie w szpitalnych salach, na oiomach, rehabilitacji, pod salami operacyjnymi. Pamiętam dzień gdy doszło do mnie że zdrowy nigdy nie będziesz i zawsze będziesz mnie potrzebował. Nie chodzisz, nie mówisz, nie widzisz ale masz najpiękniejszy uśmiech na świecie. Nawet gdy ból nie dawał Ci spokoju Ty potrafiłeś się uśmiechać. Jestem twoimi oczami, rękami, nogami… od 21 lat dzień po dniu trwamy. Gdyby nie Ty Synku nie wiem jakby wyglądało moje życie, Wiem jednak że dzięki Tobie poznałam sens życia, nauczyłam się dawać, nie oczekując nic w zamian. Poznałam łzy radości i bezradności… tylko ja wiem że smakują zupełnie inaczej. Nie ma dnia bym nie powiedziała Ci kocham… kiedyś zaklinałam tymi słowami rzeczywistość gdy lekarze rozkładali ręce. Dziś wiem że Ty pomimo wszystko kochasz życie i chcesz tu być. Pamiętaj dopóki Ty chcesz ja chcę dwa razy mocniej i zawsze będę obok. Dla Ciebie Synku i w podziękowaniu dla Taty, Siostry i Brata. Bo nasza rodzina jest silniejsza niż innym się wydaje.

Tekst nadesłała: Ann Sleczka

“Spotkałam Ciebie, gdy cały świat mi się właśnie zawalił w jednej chwili. Ukochany zmarł na ciężką chorobę, straciłam pracę z powodu redukcji etatów i nie wiedziałam jak spłacę kredyt za dom. Usiadłam na kawę w kawiarnii i zaczęłam płakać. Wtedy podeszła do mnie starsza pani i zapytała mnie czy może mi w czymś pomóc. Początkowo nie chciałam się dzielić swoim bólem, ale tak dobrze jej patrzyło z oczu i biła od niej życzliwość i ciepło. Powiedziała, że ma na imię Róża i jest właścielką tej kawiarnii od 50 lat, zaproponowała pyszną szarlotkę na poprawę nastroju i mnie wysłuchała. Bardzo mi współczuła. Zaproponowała mi, póki nie znajdę czegoś lepszego pracę w swojej kawiarnii i w sprawie domu poradę swojego przyjaciela, prawnika. Dzień za dniem mijał, a ja odzyskiwałam spokój i poczucie bezpieczeństwa, a wszystko dzięki mojej “przyszywanej” babci. To ona podała mi pomocną dłoń kiedy jej najbardziej potrzebowałam i odmieniła moje życie”.

Tekst nadesłała: Justyna Radke

Spotkałam Ciebie przypadkiem w Biedronce,
a wraz z Tobą
“Minione chwile” i “Namaluj mi słońce”.
Tak zaczytałam się w Twych powieściach,
że w bibliotece brakuje mi miejsca.
Rok Tobą jestem już zaczytana,
wszystkie powieści czytam do rana.
Pisz dla nas dużo i jeszcze więcej,
ma biblioteczka jeszcze coś zmieści.

Tekst nadesłała: Katarzyna Kocoł – Frankowska

09897jpg

Musiałam coś zrobić, żeby uratować siebie – Wyznania Czytelniczek cz.3

Spotkałam Cię w trudnym momencie swojego życia. Kiedy myślałam, że wszystko już straciłam i nie ma już dla mnie nadziei. Kiedy myślałam, że już wszystko przegrałam. Musiałam coś zrobić, żeby się uratować i uciekłam – spakowałam torbę i wyjechałam na kilka dni. Nieznane dotąd miasto powitało mnie słońcem i wiosenną temperaturą. Idąc do hotelu gdzie miałam zarezerwowany nocleg przechodziłam przez rynek i wtedy Cię zobaczyłam po raz pierwszy. Postawna sylwetka, kilkudniowy zarost, a dopełnieniem tego był idealnie dobrany garnitur i krawat. Przeszłam tuż obok Ciebie – stałeś wtedy odwrócony tyłem do mnie i gestem pokazywałeś coś swojemu współtowarzyszowi. Poczułam zapach Twoich perfum, usłyszałam Twój głos i już wiedziałam – przepadłam, zakochałam się… Znalazłam hotel, rozpakowałam się i wyruszyłam na zwiedzanie. Gdzieś w mojej podświadomości kryła się nadzieja, że jeszcze kiedyś Cię zobaczę i że to spotkanie coś zmieni w moim życiu. Wieczorem stojąc nad Odrą i patrząc na gmach Uniwersytetu oświetlony blaskiem księżyca i światłem ulicznym usłyszałam nadjeżdżający rower i coś ciężkiego uderzyło w moje nogi. Usłyszałam słowo przepraszam, odwróciłam się i stanęłam twarzą w twarz z Tobą, a tym co uderzyło mnie w nogi była rakieta do tenisa. Nawiązała się między nami rozmowa – o tym co ja robię sama o tej porze w takim miejscu, o tym co tutaj Ty robisz i ani się obejrzeliśmy, a dotarliśmy na Stare Miasto. Stare Miasto – miejsce spotkania zakochanych. I tak – z każdą chwilą byłam coraz bardziej zakochana! Zakochana w mężczyźnie, który szedł obok mnie, którego znałam od kilkunastu minut, a miałam wrażanie jakbym znała od zawsze. Kiedy zegar na wieży wybił 2 w nocy powiedziałeś, że czas wracać bo rano musisz wcześnie wstać, a ja powinnam odpocząć jeśli chcę zobaczyć jak najwięcej atrakcji. Odprowadziłeś mnie pod drzwi do hotelu i pożyczyłeś miłego pobytu w Twoim mieście. Zasypiając tej nocy pod powiekami widziałam Twoją twarz… marzyłam o tym, żeby raz jeszcze Cię spotkać, zobaczyć, porozmawiać… Przez cały kolejny dzień poznawałam uroki nowego miasta, a wieczorem udałam się nad Odrę mając nadzieję, na kolejne spotkanie i … nie pomyliłam się. Tym razem przyszedłeś bez roweru – uśmiechając się podałeś mi rękę i pociągnąłeś w stronę bulwaru nad rzeką. Tam usiedliśmy i ławce i opowiadałeś mi historię miasta, które z każdym dniem uwielbiałam coraz bardziej, które stawało się coraz bliższe memu sercu podobnie jak siedzący obok mnie mężczyzna. Zapytany skąd tak dobrze znasz szczegóły i tajemnicze opowiastki z uśmiechem na twarzy powiedziałeś, że to dlatego, że mieszkasz tutaj od dziecka i dużo czytasz. Nasze spotkanie przeciągnęło się znów do późnych godzin nocnych. Dla Kopciuszka bal kończył się o północy, a dla mnie tą godziną rozstania była 2 w nocy wybijana przez zegar na ratuszu. Powtórzył się scenariusz poprzedniego wieczoru – odprowadziłeś mnie i odszedłeś… Dni spędzone z Tobą, a właściwie wieczory w Twoim towarzystwie pokazały mi, że jeszcze mogę być szczęśliwa. Że to, co było złe, pechowe odeszło już i teraz nastał czas uśmiechu, spełnienia i radości. Każdego dnia spacerowaliśmy po innej części miasta. Trzymając się za ręce pokonaliśmy wspólnie wiele kilometrów. Dzięki Tobie poznałam historię ludzi, miejsc, budynków – nie wiem czy były prawdziwe, czy częściowo zmyślone przez Ciebie. Wiem, że dotyczyły życia – tego co mnie przerosło w ostatnim czasie. Opowiadałeś mi o ludziach, sytuacjach i o nietypowych rozwiązaniach jakie zastosowali, aby rozwiązać swoje problemy. Nie zawsze opowieści te miały dobre zakończenie, ale każda pokazywała, że nie wolno się poddawać, że chociażby nie było szans, choćby płonęła ostatnia zapałka, choćby została ostatnia kartka papieru to nie wolno się poddać. Po każdej burzy wychodzi słońce, każda góra ma gdzieś swój szczyt, a każda noc kiedyś się skończy i nastanie nowy dzień. Słuchając tych słów padających z Twoich ust uwierzyłam w siebie, uwierzyłam, że jeśli chcę mogę wszystko. Ostatniego wieczoru umówiliśmy się na wspólną kolację – zaskoczyło mnie trochę to, że nie poszliśmy do restauracji, tylko spotkaliśmy się tam, gdzie miało miejsce nasze pierwsze spotkanie – nad Odrą. Zjedliśmy przygotowane przez Ciebie kanapki, wypiliśmy herbatę z termosu i rozmawialiśmy. Nieubłagany czas płynął tak szybko i ani się obejrzeliśmy usłyszeliśmy dwa charakterystyczne odgłosy zegara. Z każdą mijającą chwilą coraz bardziej bałam się, że to jest ostatni raz kiedy Cię widzę, ostatni raz kiedy jesteś tak blisko, ostatni raz kiedy ze sobą rozmawiamy… Odprowadziłeś mnie do drzwi hotelu, pochyliłeś się w moją stronę, pocałowałeś w policzek i wyszeptałeś do ucha „Trzymaj się, jeszcze będzie pięknie… Do zobaczenia…” Odszedłeś… Wiedziałam to, że więcej Cię nie zobaczę. Mój urlop dobiegał końca i nadeszła pora na powrót. Nie zadzwoniłeś, nie napisałeś, nie było Cię na dworcu chociaż wiedziałeś o której odjeżdża mój pociąg. Byłam świadoma, że nie mogłeś zadzwonić bo nigdy nie zapytałeś o mój numer, nie napisałeś bo znaliśmy tylko swoje imiona, o ile Twoje było prawdziwe. Niczego mi nie obiecywałeś, nie składałeś obietnic. Dawałeś mi lekcje historii połączone z lekcjami życia. Z tej wyprawy wróciłam zakochana – nieszczęśliwe zakochana, zakochana bez wzajemności… Ale z tej wyprawy wróciłam przede wszystkim silniejsza, pełna nadziei na to, że mogę wszystko i nie musi się to podobać ludziom wokół mnie. To nie oni będą decydować o moim życiu. Tylko ja sama… Rozpoczęłam trudną walkę. Uczyłam się mówić „nie” kiedy inni próbowali dołożyć mi kolejne zadania, starałam się uodpornić na ciągłą krytykę, dogadywanie, oczernianie. Przez całe 12 miesięcy nieraz zaciskając zęby, płacząc nocą do poduszki, spacerując samotnie po lesie wmawiałam sobie, że dam radę, że przetrwam, że dokończę to, co zaczęłam i pokażę innym, że jestem warta więcej niż myślą. Chciałam pokazać im, że sama nie oznacza gorsza, ale bardziej samodzielna. A to wszystko dzięki Tobie drogi Znajomy, a może Nieznajomy…? . P.S. Zaplanowałam tegoroczny urlop… – tak dokładnie – wracam nad Odrę. Może znów Cię spotkam…?

Tekst nadesłała: A.K

Spotkałam Ciebie i wszystko w co wierzyłam do tej pory straciło sens…
Pochodzę z rodziny , która ma głęboko zakorzenioną tradycję. Wychowano mnie w przekonaniu: jedna kobieta dla jednego mężczyzny , dzieci po ślubie itd…
Oczywiście jako nastolatka buntowałam się i wyśmiewałam taki styl życia , ale po studiach zrobiłam to czego ode mnie oczekiwano, nie chciałam zostać czarną owcą w rodzinie. Wyszłam za mąż – niekoniecznie z wielkiej miłości
Urodziłam dwójkę wspaniałych dzieci , miałam dobrą pracę, dom z ogródkiem i psa.
Myślałam ,że jestem szczęściarą – aż do pewnego styczniowego popołudnia.
Byłam już spóźniona na spotkanie z klientem , biegłam wąską uliczką i nagle jak spod ziemi na mojej drodze pojawił się mężczyzna , potem niewiele już pamiętam… Potężny ból głowy , wkoło leżały dokumenty a ktoś wykrzykiwał jak mam na imię . Okazało się , że rozbiłam głowę o krawężnik kiedy upadłam. Wyglądało groźnie więc ON wezwał pogotowie.
Następnego dnia dostałam SMS z pytaniem jak się czuję ,czy wszystko ok i że za uratowanie życia chciałby napić się ze mną kawy.
Zgodziłam się , przecież wypadało – pozatym pozbierał moje dokumenty które należało odzyskać.
Spojrzałam mu w oczy i stało się…
Zakochałam się w mężczyźnie którego nawet nie znałam.
Zakochałam się w nim , w małej kawiarni na rogu choć wiedziałam że mi nie wolno.
Broniłam się przed tym uczuciem – nie odpowiadałam na telefony , unikałam go jak tylko umiałam.
Jednak tak nie da się żyć! Możemy oszukać każdego… Męża , rodziców nawet najlepszą przyjaciółkę ale własnego serca nie oszukasz nawet najpiękniejszym kłamstwem.
Żyję życiem które ktoś dla mnie wymyślił dawno temu , a dziś wiem że chciałabym żyć inaczej… W innym miejscu z innym mężczyzną.
On na mnie czeka , chce żebyśmy wyjechali i zaczęli żyć normalnie.
Chce ze mną zamieszkać i budować wspólna przyszłość. Oboje nie chcemy żyć jak do tej pory , w tajemnicy… Ograniczając się do potajemnych spotkań, rozmów.
Ale czy ja mogę to zrobić ? Jak miałabym zbudować swoje szczęście na nieszczęściu innych ( w tym przypadku są to moje dzieci , i mąż ? Mąż chyba też nie byłby szczęśliwy ?) Zawsze dla wszystkich miałam gotowe recepty na problemy , a teraz pierwszy raz w życiu nie wiem co robić , nie wiem co będzie dalej ?
Od pewnego czasu mam wrażenie że moje życie toczy się gdzieś obok a ja jestem tylko obserwatorem… Dlaczego więc los nie może zdecydować za mnie co robić ?
Jedno wiem na pewno – tamtego styczniowego dnia rozbiłam głowę by w zamian poskładać swoje serce. I za to dziś chcę Ci podziękować !
Dziękuję, że pojawiłeś się w moim życiu , pokazałeś co to miłość , że taka prawdziwa jak z filmów istnieje.
Nasza historia wciąż trwa … Mam nadzieję że zakończona będzie happy endem.

Tekst nadesłała: D.Sz

“Gdyby nie Ty wciąż miałabym na sercu niewyobrażalny kamień, bo nie umiałam podjąć żadnej decyzji. Wydawało mi się, że gdy powiem nie to Jemu sprawię przykrość, bo nie umiem zaufać do końca. Ale Ty, jak zawsze mnie wysłuchałeś z uwagą i poradziłeś mądrze. Sprawiając znowu, że moje serce było na nowo lekkie, jak piórko. Zawsze umiałeś uszanować moje decyzje i nigdy nie naciskałeś. Przy Tobie odzyskiwałam wolność…”

Tekst nadesłała M.G

Gdyby nie Ty, mój świat wyglądałby zupełnie inaczej.

Pewnie nigdy nie sadziłabym poziomek i truskawek w fizelinie. Nie jadłabym jagód kamczackich prosto z krzaka. Ba, nawet by mi do głowy nie przyszło, żeby taki krzak do mojego ogródka kupić. Nie piekłabym w sezonie ciasta z czarną maliną, która barwi język.
W sklepie raczej takiej nie kupisz. Nie piłabym nalewki z dzikiej róży, tarniny czy głogu i na pewno nie biegałabym po łąkach i polach w poszukiwaniu tychże owoców. Nie chodziłabym na szczudłach i nie wpadła na pomysł, by robić różne cuda z balonów.

Gdy cię poznałam, mój świat nabrał kolorów. Zaczął wręcz mienić się feerią barw, smaków i odczuć, jakich do tej pory nie znałam.

Kto by pomyślał, że zacznie się od zwykłej zaczepki na komunikatorze. Pamiętam, że gdy do mnie napisałeś, dłużą chwilę nie było mnie przy komputerze. Pewnie pomyślałeś, że nie chce z tobą rozmawiać, a ja chciałam. Bardzo chciałam. Do dziś wspominam nasze nocne rozmowy o wszystkim i o niczym. Prosiłeś mnie o spotkanie, a ja bałam się, że wtedy zmienisz zdanie i nie będziesz chciał już ze mną rozmawiać. Lecz ty jesteś inny. Nie z tych, co oceniają po okładce, chociaż jak twierdzisz niczego mi nie brakuje. Owszem wtedy brakowało. Brakowało mi poczucia własnej wartości. Dzięki tobie ją odzyskałam.

Gdyby nie ty, nigdy nie usłyszałabym wzruszających słów z ust naszej córeczki:

– Ten twój tatuś to robi takie cuda.

– Tak, ja jestem :”cudą”

Tekst nadesłała: K.B

71837723_411520436225664_7245384454238109696_n

Bo takie jest życie…

A bo pogoda nie taka… Narzekamy, że latem za ciepło, jesienią za zimno.

Że ptak narobił na szybę, że mogło być lepiej, a przecież, aż tak źle nie ma, że to i tamto też.

Bo takie jest życie…- jak mawia moja znajoma.

I kiedy mieszkasz w domu z chłopakami, to i deska od sedesu będzie czasami podniesiona.

Bo takie jest życie.. że pory roku następują po sobie i raz jest ciepło a raz zimno. I czego tu wymagać od ciebie, październiku, że ogrzejesz jak lipiec czy sierpień? Nie, ty nie z tych grzejących. Taki trochę zimny drań z ciebie. Jak to moja koleżanka mówi : „ pieronie, ty jeden!” I uwielbiam ją za tego „pierona jednego” . Ale wracając do ciebie Hmmm… Kobiety takich ponoć lubią. Ponoć 🙂

Bo takie jest życie… Wyruszyłam na rowerze do sklepu po mleko. Świeciło słońce. W sklepie z mleka zrobiła się mąka i ryba i trochę warzyw i owoce, i ciemna czekolada i jeszcze kilka innych rzeczy. Zawiesiłam trzy torby na kierownicy roweru, plecak wypchany i jadę, gibiąc się na boki. I jak w jednej chwili nie lunie.  Nadeszła chmurka, niepozornie wyglądająca, a z małej chmury, wiadomo duży deszcz.  Przemokłam do majtek, w dosłownym tego słowa znaczeniu, okulary mi zaparowały, po twarzy ścieka woda, ale jadę twardo, niewiele co widząc, po omacku, ale do celu. Rechoczę pod nosem, ale takie życie. No a jak 😉

Bo takie życie, że czasami nie jest tak jak byśmy chcieli.

Oj, ile razy ja bym chciała, by było po mojemu, a nie jest.  Bo miał zadzwonić, a nie zadzwonił. Napisał za to, a ja nie chciałam, by pisał, a dzwonił, bo chciałam mu o czymś powiedzieć, a nie napisać przecież. Te chłopy takie niepojętne czasami. On nie zadzwonił, ja się obraziłam. On nie wiedział, o co chodzi, ja udawałam, że jednak się nie obraziłam, a w duszy złorzeczyłam, jaki to on nie jest. Tak było… ;-))))

I też narzekam, bo jakoś tego nie przeskoczę ( mojego narzekania czasami nie przeskoczę). Ale jestem już inną osobą niż byłam dziesięć lat temu i więcej mnie cieszy. Naprawdę, z ręką na sercu zachwycam się tym, co mam. A nie mam tak kolorowo, jak się niektórym zdaje. Nikt nie ma. A trawa zawsze jest bardziej zielona po drugiej stronie płotu.

Bo takie jest życie, że mi siwe włosy wyłażą, że lot odwołali, że kupiłam kieckę, w której wyglądam jak obwiązany sznurkiem salceson, a nie jak top modelka.

Bo takie jest życie, że raz na wozie i raz pod wozem.

Bo takie jest życie, kiedy ciotka klotka wyskakuje ze swoimi mądrościami, typu : „ ja w twoim wieku” to robiłam to czy tamto. I dużo takich klotek, nobliwych dam ze swoimi cudownymi radami na życie jest. I westchnieniami : „ za moich czasów tak nie było”, ale za moich jest i już. Bo tak chcę, by było.  Na moje szczęście znam też takie wspaniałe kobiety, co nie bułkę przez bibułkę i „ą”, „ę” , ale mimo : „wieku” szaleją na parkietach, wyrywają facetów, z butów i nie tylko, cieszą się życiem.

Bo takie jest życie, kolorowe, zabawne, cenne.

I ostatnio mam dni wzruszeń, bo Renata dodała komentarz, że moje książki to takie, że “ach” i “ech”  i aż majtki z wrażenia spadają. Polecam : „Tysiąc obsesji” to naprawdę spadną. 😉 Bo Pati napisała, że ją zmotywowałam do działania, bo bratowa skrobnęła wiadomość,  i przyjaciółka mi humor z rańca poprawiła. Bo zjadłam babeczkę, której nie powinnam jeść, bo wypiłam trzy kawy. Bo takie jest życie!

Bo takie jest życie i zacieszam, kiedy ktoś inny też jest szczęśliwy ( a niech go szczęście wznosi do nieba i niech mu dobrze będzie) i podaję rękę, kiedy ktoś się wywali. Szkoda mi czasu na zazdrość i złorzeczenie na ślepy los.  A i mi życie niekiedy da kopniaka, innym razem postawi do pionu.

Ech… Bo takie jest życie 😉 Siedzę sobie pod kocem, z kubkiem ciepłej herbaty i naprawdę fajnie jest. Byle tylko zdrowie było i miłość, to będzie dobrze.  I bez narzekania się obędzie!

A tutaj kilka grafik niemotywujących z mojego “Planera utkanego z marzeń”. Takie lokowanie produktu, ale kocham mój Planer 😉 z marzeń utkany…

miast 03

O tym jak i dlaczego tracę głowę…

Czasami zdarza mi się stracić głowę i zdrowy rozsądek. A komu się nie zdarza? Oby tylko tracić ją ( głowę) dla takich przeżyć, westchnień i wzruszeń , byłoby cudownie. 😉 Są takie miejsca, takie widoki, takie przeżycia, przez które nie myślę racjonalnie. Ale… Zacznijmy od początku. Zacznę od tego, że urlopu  nie lubię spędzać w kurortach, nie bookuję wakacji all inclusive ( nigdy na takowych nawet nie byłam)  Nie lubię leżeć na leżaku nad basenem, ani jeździć na zorganizowane wycieczki. Każdy ma inaczej, a ja mam tak.  Uwielbiam wycieczki, które organizuję sobie na własną rękę. Godzinami szperam w necie gdzie mogę pojechać, najlepiej poza sezonem i gdzie nie będzie dużo turystów. Kocham miasta tętniące życiem, gdzie chciał nie chciał turyści są, ale jeszcze bardziej uwielbiam małe miasteczka, gdzie poza sezonem większość sklepików jest pozamykana, a ja przechadzam się brukowanymi uliczkami. I tutaj wariuję. Kiedy wchodzę do takiego miasteczka, zachwycam się  niemal każdym skwerkiem, kamieniem, kwiatkiem. Dosłownie wszystkim. Uśmiecham się do siebie całą gębą i jestem wtedy zapewne jedną z najszczęśliwszych osób na świecie ;-).


Podziwiam stare kamienice, kościoły, zamki, maleńkie sklepiki z pamiątkami, poza sezonem większości zamknięte. Czuję ducha historii, który wyłania się z niemal każdego rogu.  I ten romantyzm… W takich miejscach jest bardzo romantycznie. Pełno tutaj zaułków, w których jakiś młodzieniec na pewno kiedyś całował  się ze swoją lubą. 😉 ( trochę już chyba odleciałam. Ale odloty jak najbardziej są wskazane).

Odnajduję niekiedy jakąś kawiarenkę, gdzie czas się zatrzymał, kawa smakuje jakoś lepiej. Stary kelner, z długimi siwymi włosami idzie w moim kierunku, uśmiecha się do mnie i stawia przede mną miseczkę z oliwkami i filiżankę aromatycznej kawy. Kot, o błękitnych oczach przemyka pod stołem.  Piję kawę jedną, potem drugą. Chodzę po kawiarni robię setki zdjęć, tak bardzo nie chcę stąd wychodzić. Jest magicznie, bajecznie i uroczo. Słowo :”uroczo” też mnie jakoś kręci. Kiedy byłam młodą dziewczyną, pewien dystyngowany dżentelmen powiedział mi, że jestem “urocza”, a, że przypominał Józefa Toliboskiego, straciłam wtedy głowę. Czyli tej straty rozsądku jak widać u mnie nie brakuje ;-).

Po dwóch, może trzech godzinach opuszczam kawiareknę. I znów idę brukowaną uliczką i wiem, że jeszcze tutaj wrócę. Powroty mają w sobie tyle z nostalgii… A te wyczekiwane mają smak najlepszej kawy na świecie. 🙂

IMG_5630

W życiu jest czas na wszystko

W życiu jest czas na wszystko:

Na piękną przygodę i szarą rzeczywistość

Z mojego archiwum

Na śmiech i łzy

Związki i rozwiązki

Na sianie i zbieranie plonów

Na modlitwę, rozmyślania i na taniec, choćby na moście Świętokrzyskim.

Pieczenie ciasta

Słodkie lenistwo

Wspinaczkę pod górę

Zjazd w dół

Na listonosza, który zadzwoni nie w porę i obudzi Ci dzieci.

Na telefon, na który od dawna czekałaś.

Na jazdę bez trzymanki

I na taką, kiedy kurczowo  trzymasz kierownicę, żeby nie upaść.

Na upadki, odrapane kolana

I na szybowanie wśród chmur.

Na rozstania i powroty.

Na niewyrzucone śmieci i pytania :” Co z torbami na zakupy?” . Nie wiem, co on ma z tymi torbami?

Na rocznice ślubów, urodziny, imieniny.

Rozsypane zabawki. Pierwszy krok, Słowa : „mamusiu, kocham cię”.

Egzaminy

Oblane testy

Ból, od którego aż ściska w dołku

Radość do łez

Na chwile, z których nie będzie powtórki

Na powtarzanie tych samych błędów.

Na stołowanie się w jakże zacnej restauracji McDonald’s

I na dietę jakże wszystkim dobrze znaną :”od jutra”

Na zapominanie i przypominanie sobie

Na gorszy dzień, słabszą kawę.

Jedzenie bez glutenu i z glutenem

Na pytania bez odpowiedzi i wyjaśnienia

Na radość, złość, gniew.

Na przyrzekanie, wyrzekanie się

Zauroczenia, które przychodzą nie w porę.

Na zakończenie jakiegoś etapu i rozpoczęcie wszystkiego od nowa.

Na rozmyślanie, roztrzepanie, zwariowanie i na kaca też. 🙂

Na czas, kiedy po kilku kieliszkach wina, wydaje Ci się, że bardzo wszystkich kochasz i koniecznie chcesz wysłać Mu tyciąc wiadomości.

Na żałowanie, że się czegoś nie zrobiło.

Na wypowiedzeniu zbyt wielu słów

Na fochy, dąsy, śmiech, na igranie z ogniem, skok na główkę, brodzenie w mule.

Zakręty losu, wyprostowane ścieżki.

Na miłość!

Z mojego Archiwum.


A Ty co byś napisała /napisał? W życiu jest czas?

foch

Fochu przybywaj/nie przybywaj

I pojawia się znikąd. Raz przychodzi z podskokiem, innym razem z wyskokiem, a  kiedy indziej zakrada się cichutko.

Kroczy z dumnie wyprężona piersią, by zaatakować  w najmniej oczekiwanym momencie.

Raz jest malutki tyci, tyci, innym razem rozwala cię od środka, ba, foch to nawet system potrafi rozwalić 😉 Któż go nie zna? To ten znajomy, którego nie chcemy częstować kawą, zapraszać na pogawędki, ani odkrajać dla niego kawałka ciasta. Bo foch nie lubi słodyczy. Panoszy się taki z naburmuszoną miną i wszystkich wkurza, on nawet ciebie wkurza i miałabyś nim ochotę potrząsnąć. A przez te kilka godzin/dni się razem kumplujecie. Nawet chcesz mu się przypodobać. Temu przebrzydłemu fochowi, jednemu.

grafika: Nienaczytana

Klasyfikacja focha:

  • Foch na cały świat
  • Foch bez powodu
  • Foch z powodem ( jakkolwiek to brzmi)
  • Foch na jedną osobę/ na cały męski/kobiecy ród/ na pół świata i też na cały świat.
  • Foch milczący
  • Foch burczący ( nic, nic, nieważne, )
  • Foch unikający ( ludzi, rozmów)

Milkniesz a przecież chciałabyś tyle powiedzieć, ale z fochem to tak jakoś nie wypada się rozgadać. 🙂 A skreca Cię od środka. I wysałałabyś mu tego mema, ale nie…. Milczysz, karzesz go fochem. I opowiedziałabyś mu o tym jak było w pracy i o tym, że skończyłaś książke, no wiesz którą… Ale milczysz, foch trzyma Cię za gardło i nie puszcza. A ty mu na to pozwalasz.

I to normalne, że czasem człowiek się obrazi, że ma wszystkiego dość, ale nie każdy ma się odwagę do tego przyznać. Ostatnio gdzieś wyczytałam, że żyjemy w kulcie pozornej szczęśliwości, a ja uważam, że każdy ma prawo się fochnąć ( na krótką chwilę, na dłuższą nie warto) , tupnąć nogą. I nie zawsze nam do śmiechu.

Bo świat potrafi wkurzyć, a dzieci jakieś nieznośne, a mąż na odcisk nadepnął.

Foch pojawia się, gdy napięcie sięga zenitu, nakazuje Ci, a weź mniej wyrąbane, daj sobie i innym święty spokój. Dzisiaj, jutro, przez kilka dni…

Foch się nie wydziera, on znacząco milczy… Oj, potrafi zamilknąć. A to  znaczące milczenie znaczy więcej niż tysiąc słów.

Niekiedy coś burknie:

Mężczyzna: – Coś się stało?

Kobieta z fochem: – Nic.

M: – To o co chodzi?

KzF: – O nic.

M: –  Ok.

Jak to ok.? On nadal nic nie rozumie. No nie rozumie, boś mu nie powiedziała, bo masz focha, który zabronił ci gadać. O co masz pretensje?

Niekiedy foch trzyma i jakoś nie może puścić, odpuścić i w tyłku mu się przewraca… No, to wtedy już trza z nim powalczyć.  Zawalczyć o lepszy dzień, zapomnieć, przegonić w siną dal, rozprawić się z nim, a będzie nam lepiej. 🙂 Foch na chwilę, ale nie na wieczność. Można pogadać, można się przeprosić, można tyle fajnych rzeczy robić bez focha… Bez focha lepiej żyć. Oj, lepiej…

P.S Tekst z przymrużeniem oka 😉 J

________ra0

Bo ja kocham wschody słońca…

Wczoraj był taki dzień… Mój dzień… Może dlatego był taki mój, bo zaczęłam go wzdychając do  słońca…  Kocham ten moment, kiedy słońce wstaje i rodzi się nowy dzień. I tego dnia wszystko można i wszystko trzeba. 🙂 Mamy tyle decyzji , które trzeba podjąć, przejść lub przebiec po tej lub po tamtej drodze. Skręcić w jakiś ślepy zaułek. Zawrócić. Przemyśleć, działać bez zastanowienia. Zadzwonić. Porozmawiać. Zamilknąć. Uśmiechnąć się do tego mężczyzny, który od dawna czeka na twój uśmiech. Tupnąć nogą, bo ileż można znościć fochy szefowej. Uzbroić się w cierpliwość. Zatańczyć boso na trawie skąpanej w porannej rosie. Wylogować się z fejsa.  Wszystko można tego dnia, bo wszystko przed nami!

To nic, że zanurzyłam się po kolana w błoto, wzdychając do tego mojego słońca. Ale tak to już jest w miłości, że wpadamy w nią jak przysłowiowa śliwka w kompot.

                                              Na zdjęciu : JA 🙂

 

Jeden z moich ulubionych filmów, to  : „Przed wschodem słońca”, może dlatego ulubiony bo ten wschód słońca w tytule, a może też, bo Ethan Hawke ma taki piękny uśmiech?

Dwoje ludzi spotyka się przypadkiem i zaczyna ze sobą rozmawiać. Rankiem mają sie rozstać – tytułowy wschód słońca wyznacza czas, który mają do dyspozycji.  I od tej rozmowy zaczyna się wszystko… Niby nic, a wszystko.  Uwielbiam ten film, za jego subtelność i za rozmowy bohaterów…

A wracając do cudnego dnia. To… Kawa mi się skończyła, a mi bez kawy ciężko żyć. Ile razy ją rzucałam. Obiecywałam sobie, że to już ostatnia kawa w moim życiu, ale to były chwilowe zerwania.  Miłość do kawy zwyciężyła. Poszłam  do Costy ( nie to, że lubię costę, bo nie lubię sieciówek.  Lubię pić kawę w małych, przytulnych kawiarenkach, ale czas naglił, a do costy mam najbliżej) , by zakupić sobie kawę na wynos. Zamówiłam i okazało się, że zapomniałam portfela.  Mówi się trudno,  podziękowałam ładnie, jeszcze ładniej się wytłumaczyłam. Za mną w kolejce stał pan, który powiedział, że on za moją kawę zapłaci.  O, jak mi się ciepło zrobiło na sercu.  I jak tu nie wierzyć w ludzką życzliwość?  Miałam ochotę go  wyściskać, ale uznałam, że nie będę taka nachalna, zamiast tego posłałam mu jeden z moich najsłodszych uśmiechów. Czyli on też otrzymał coś ode mnie. Uśmiech;-)

Już sam Viktor Hugo napisał o uśmiechu:” Uśmiech to słońce, spędza zimę z twarzy”.

Szłam z tą kawą taka uradowana i słońce tak cudnie świeciło i usta  miałam pięknie pomalowane. I uśmiechałam się do życia. Do wszystkich i wszystkiego się uśmiechałam.

Potem koleżanka przysłała mi numer do pana, który może ocieplić mój dom. I przyjaciółka zadzwoniła i prześmiałyśmy się pół godziny. Więcej się śmiałyśmy niż gadałyśmy.

I mąż kupił czekoladki, bez okazji i potem połowę pożarł mi tych czekoladek, ale liczy się gest.;-)

Upiekliśmy ciasteczka, przeczytaliśmy książeczkę, utuliłam , wycałowałam…

Czyż to nie piękny dzień?  Wiedziałam, że wszystko zaczyna się ze wschodem słońca!

I chciałoby się rzec: Chwilo trwaj,  jesteś piękna!

Just married couple and senior couple on the beach

Miłość jest wtedy…

Miłość jest wtedy…

Nie tylko na dobre, ale też na złe.

I przyjdą takie dni, kiedy będziecie mieli siebie dość. Przyjdą kryzysy. Mniejsze i większe kłótnie. Mijanie się na przedpokoju.

Upadki i wzloty…

I kiedy będziesz miała wszystkiego dość przypomnij sobie, wszystkie te dobre chwile, bo mieliście ich niezliczoną ilość.

Miłość jest wtedy…

Kiedy na porodówce darłam się na Ciebie, żebyś skołował morfinę, bo w przeciwnym razie wszystkich pozabijam. A Ty leciałeś po położną przez cały oddział, żeby mi pomogła/ulżyła w cierpieniach. Kiedy przyszła, ją też miałam ochotę zabić 😉

Wtedy, kiedy zasypiam na kanapie, a Ty okrywasz mnie kocem.

I też wtedy, kiedy planujemy wspólną przyszłość, choć niekiedy mamy odmienną wizję. Choćby o tym, jak będzie wyglądała nasza kuchnia. Ja chciałabym stary kredens i piec, Ty „zwyczajne” szafki.

I wtedy, kiedy zjadasz moje pierogi, uśmiechasz się i mówisz, że dobre, chociaż ja wiem, że mi nie wyszły.

I kiedy wstajesz w sobotę i mówisz : pośpij, ja zrobię śniadanie. Bo dzień wcześniej krzyczałam, że nie mam chwili dla siebie,  bo ciągle słyszę: „mamo, gdzie moje skarpetki, majtki,  spodnie, albo: „ Gabi, prałaś moją koszulkę, bo się skurczyła”. Ale ja kocham szukać tych skarpetek, majtek, spodni, i wiem, że prosiłeś mnie, bym nastawiła program na 30 stopni, a wyprałam w 40 i się skurczyła. Takie życie .;-)

Miłość jest wtedy, kiedy sobie myślisz: nie zamieniłabym tego życia na żadne inne, na żadne jachty, wille. No może raz, to bym się jachtem przepłynęła…, Ale tak na zawsze? Never!  Wolę posiedzieć sobie w swojej wannie otulona pianką i słyszeć za drzwiami, dziecięce krzyki, piski, i Twoją muzykę…

Miłość jest wtedy, kiedy leżymy na jednym łóżku i czytamy książki i nie musimy nic mówić, jest dobrze, miło… Czujemy swoją bliskość.

Miłość jest  wtedy, kiedy bez skrępowania mogę rozebrać się przy Tobie i wiem, że będziesz patrzył na moje ciało z miłością.  I piersi już nie te, po tylu karmieniach i skóra na brzuchu wiotka. A Ty, przytulisz i przyciągniesz mnie do siebie i powiesz, że mnie kochasz. I czuję, że jestem dla Ciebie najpiękniejsza, mimo, że lata świetności, mam już za sobą.  :-)))) I może łypniesz okiem na jakąś piękną kobietę i ja zahaczę wzrok na przystojnym facecie, ale i tak wiem to, że jestem dla Ciebie tą, która mimo że się starzeje, to w Twoich oczach wciąż jest taka jak dawniej i Ty jesteś dla mnie tym rycerzem, który kiedyś  zdobył me serce. 😉

Miłość ma też dąsy, fochy, gorsze dni. Biegnie po wyboistych drogach, zakręca, zwalnia.

Miłość jest wtedy, kiedy podajesz hot-dogi na obiad i ciastka na kolację, bo taki dzień, bo taką macie ochotę. Kiedy indziej, bulgocząca zupa w garnku, zapach ciasta zrobionego wspólnie z domownikami.

Nasza miłość jest swojska. Kocham to określenie. Taka nasza, zwyczajna, swojska. Bez zbędnych frazesów, płatków róż na łóżku, pozowanych zdjęć, których Ty tak bardzo nie lubisz. Swojska, z pieczonymi  na grillu kiełbaskami , z piwem z sokiem, po którym zawsze nachodzi mnie ochota na taniec i śpiewy, a że słoń na ucho nadepnął… 😉

Może się znudzić?

Nie. Znudzić, nie… Ale może powiać prozą życia. I wtedy… Wtedy trzeba ją podlać, użyźnić ciepłymi uczuciami,  wzbudzić emocje.  Przypomnieć sobie, dlaczego  razem jesteśmy. I po co…

Idziemy przez to życie razem, ciągnąc za sobą wózek, z naszym problemami, troskami, radościami…

Miłość jest wtedy… Ty, jesteś moją miłością.

 

Będzie mi miło jeśli dopiszesz, czym dla Ciebie jest miłość.

Miłość jest wtedy…

klatka

Wyrzut sumienia niczym wrzód

Czasami mam wyrzuty sumienia.

Wyrzut pojawia się z różną częstotliwością, o różnej porze. Czasami w parze z innym wyrzutem.

Gryzą mnie od środka i wołają : “Za mało. za mało, za mało”

A powinnam im odpowiedzieć : “Dzisiaj dałam z siebie tyle, ile mogłam dać. I nic za mało, ani za dużo, a w sam raz”.

Moja przyjaciółka zawsze mi powtarza:”Nasze życie nie zależy od tego co nam się przytrafia, tylko jak na to reagujemy.” I ma rację, A ja czasami źle reaguję , bo wydaje mi się, że nie zrobiłam czegoś tak,  jak powinnam zrobić i na “już”. Fakt, ostatnio i tak siebie przeprogramowałam i nie biegnę do telefonu na każde “piknięcie”. W ogóle udało mi się wyłączyć w aparacie to niebieskie światełko, które nieustannie informowało mnie o nadejściu wiadomości czy maila.

Ale wracając do wyrzutów sumienia , to ciekawe, ale zdałam sobie sprawę, że część tych moich wyrzutów jest bezpodstawna.

Są takie wieczory, kiedy kładę się do łóżka z kłębiocymi się w głowie myślami, bo nie zrobiłam tego czy tametgo, bo za mało napisałam, bo mogłabym więcej poświęcić czasu rodzinie.  To nic, że byliśmy na wycieczce rowerowej, czy oglądaliśmy wspólnie film, rozegraliśmy turniej szachowy, gdzie ja oczywiście przegrałam.  Napisałam dziesięć tysięcy słów, zrobiłam zakupy, wyprałam, wyprasowałam, byłam w pracy, odpisałam na maile, wiadomości. Ale w mojej głowie to wciąż za mało. Bo tyle rzeczy do zrobienia, a ja w proszku. Bo mimo, iż świetnie zorganizowałam sobie czas, to nie wszystko zrobiłam.

A przecież są dni, kiedy mogę dać z siebie sto procent i takie, kiedy może mi się nie chcieć, albo daję z siebie mniej.

Bo nic się przecież nie stanie, kiedy na obiad wjadą hot – dogi i kiedy poleżymy sobie wszyscy na kanapie. Świat się nie zawali.

A nam czasami sie zdaje, że się zawali.

Byłam na urlopie, uzbierało mi się trochę maili na które muszę odpowiedzieć,  jakoś nie mogę zebrać sie do pisania książki, mimo iż terminy gonią. Nie chce mi się chodzić do pracy. I  znów pryszły do mnie wyrzuty, osaczyły mnie i ściskają od środka. Bo ktoś się obrazi, że mu nie odpiszę, bo powinnam na ten służbowy mail odpisać już dwa dni temu, bo po urlopie powinnam tryskać energią, a mi się nie chce.

– Jak to? – pytają wyrzuty.

-A tak to  – powinnam im odpowiedzieć. A zamiast tego, się kajam, biję w pierś. Tłumaczę się.

Od dłuższego czasu słyszę  zewsząd „musisz”. I te wszystkie „muszę” ciążą mi już strasznie. Potrzebuję usłyszeć, że nic nie muszę, nie w tej chwili i nie zawsze.

Powinnam odpuścić. Dać sobie kilka dni. Bo wiem, że potem się zawezmę i nadrobię wszelkie zaległości. Powinnam niekiedy odpuszczać. I nie tylko ja powinnam wrzucić na luz. Ty też. Czasem zrób sobie dobrze i odpuść. Połóż się. Prześpij z nierozwiązanym problemem.

Wybieraj, co jest dla ciebie w danej chwili najważniejsze, i po prostu ciesz się tym! Jeśli chcesz spędzić weekend z dziećmi, daruj sobie gotowanie obiadu i sprzątanie. Jeżeli zależy ci na wieczorze z mężem, zostaw dziecki z babcią i wyjdźcie gdzieś razem. Przekonaj się do koncepcji bycia “wystarczająco dobrą”, a nie zawsze doskonałą.

Przeczytałam, że 80 procent kobiet ma wyrzuty sumienia, których w ogóle nie powinna mieć. Potrafimy obwiniać się za niezliczoną ilość rzeczy – za słowa, za gesty, za czyny, za działanie czy jego brak.

 

Od dzisiaj stosujemy się do złotej reguły : ” CZASAMI POWINNAŚ POWIEDZIEĆ “NIE” , ABY MÓC POWIEDZIEĆ “TAK” SAMEJ SOBIE

Tak niewiele potrzeba, by tak wiele mogło być inaczej!

Już do kupienia!

Już do kupienia

Zapisz się do listy i pobierz za darmo najnowsze opowiadnie Gabrieli Gargaś pt “Będę na Ciebie czekać”

Copyright 2017 - 2020 Gabriela Gargaś © All Rights Reserved