ile waży matka

Najlepiej zacząć od poniedziałku …

Od poniedziałku dieta. Nie od tego, to od następnego. Za miesiąc Święta, to się nie opłaca brać za odchudzanie.

Z nowym rokiem, nowym krokiem. Tak, wtedy. Od nowego roku wezmę się za siebie. Do lata zrzucę zbędny balast. Będę wyglądała jak modelka. No może nie jak modelka, a szczupło… Pięknie. Włożę tę zwiewną sukienkę i będę w niej pląsała na łące. Motylem byłam, ale utyłam… Nie, wróć. Motylem to ja dopiero będę.  Wiotka niczym źdźbło trawy.

Tak to moje postanowienie noworoczne.

I zaczynasz z wybiciem północy. Może nie tak drastycznie, po pierwszym stycznia.  Tydzień wcześniej najadasz się, bo potem tylko dwa liście sałaty i szklanka wody, bo trzeba wyczyścić szafki ze zbędnych słodyczy, co by potem nie kusiło. Idzie Ci dobrze, ale już w sobotę  Twoja silna wola bierze w łeb, bo upiekłaś ciasto. Jak tu nie skubnąć odrobinki? I zaczynasz jeść. Bo to, bo tamto.

No dobra, od poniedziałku, to już na bank. Nie od tego, od następnego…

A może wcale nie jest tak źle.  Może Twoja waga kłamie, a może jesteś mamą i Twoje złote serce waży naprawdę dużo ? 😉

 

„Od poniedziałku dieta – postanowiła pewnego dnia Mariona.

Tęsknym wzrokiem spoglądała na spodnie numer trzydzieści sześć. No dobra, na to nie ma szans, ale roz­miar czterdzieści ją zadowoli. Czterdzieści dwa to już przesada. Rozebrała się do naga i stanęła przed lustrem. Uda. No, miała te udka, żeby nie rzec udziska. I dupsko też konkret. Usiąść było na czym. Wałeczki na brzuchu sztuk dwie, kiedy stała, kiedy usiadła, ilość wałeczków wzrosła do sześciu.

– Cholera! – zaklęła. Nie ma co lamentować, musi się wziąć w garść. Ścisła dieta i treningi przyniosą zapewne efekty. Nie ma nic lepszego od ruchu.

Ubrała się i wyszła z łazienki. Włączyła komputer i obejrzała strony sławnych trenerek. Zdjęcia dziewczyn

przed serią treningów i po niej – jak już widać było pierwsze efekty.

– One mogą, to ja też – powiedziała. – Do lata schud­nę. Latem trzeba włożyć kieckę albo spodenki, a co naj­gorsze, jeśli Witkowi wpadnie do głowy wyjazd nad mo­rze, to i strój kąpielowy.

Postanowiła zacząć dietę i ćwiczenia od poniedziałku. Przed nią weekend, a więc może sobie pofolgować. Na­jadła się na zapas. Wypiła pół butelki wina.

W poniedziałek zaprowadziła chłopców do szkoły i przedszkola, wciągnęła na dupsko dres, odpaliła YouTube’a i wpisała: „Ćwiczenia na spalanie tłuszczu”. W okienku po­jawiła się długa lista. Kliknęła na pierwszy film z Mel B. Od razu przypomniały jej się „Spicetki”. Zaczęła podskakiwać razem z Mel i pięknymi dziewczynami, które z nią ćwiczyły. Wymach jedną nogą, potem drugą. Kopnęła suszarkę z pra­niem, która wywróciła się na podłogę.

– Wszystko sprzysięga się przeciwko mnie – burknęła.

Zatrzymała filmik. Podniosła suszarkę, po czym prze­sunęła ją na prawo, aby mieć więcej miejsca i ponownie w nią nie kopnąć. Włączyła filmik. Pajacyki. Sekundy mijały, a ona czuła się, jakby zaraz miała wypluć płuca. Dzwonek do drzwi.

– O, dzięki ci, Boże!

Na chwilę mogła przestać ćwiczyć. Odebrała pacz­kę od listonosza i przystąpiła do kolejnych ćwiczeń. Pot spływał jej po plecach, a ona miała ochotę jęczeć. Potem było jeszcze gorzej. Mel B się położyła, ona wraz z nią. Brzuszki. O, rany, ledwo mogła się podnieść z podło­gi i wykonać skłon. Po chwili było ciut lepiej, ale nie

wykonywała tych ćwiczeń z uśmiechem na twarzy i w ta­kim tempie, jak trenerka i inne dziewczyny z filmu.

– Ile jeszcze, ile jeszcze? – jęczała pod nosem.

Spojrzała na monitor. Do końca treningu pozostało dwadzieścia minut.

– O, ja pierdolę! – zaklęła. – Nie dam rady.

Dasz, dasz – jakiś cichutki głosik szeptał jej do ucha.

I skakała, wymachiwała nogami, rękami, skłaniała się do przodu, biegała w miejscu, dyszała, pot już pojawił się na czole i nosie, a włosy miała mokre. Oponka podczas podskoku falowała.

– Zniszczę cię! – powiedziała, oczywiście do wałecz­ków na brzuchu, nie do Mel B.

Padła pięć minut przed końcem treningu. Leżała na zim­nej podłodze jak rozpłaszczona żaba. Dała radę, no, prawie…

Kiedy ochłonęła, weszła do kuchni i zrobiła sobie lek­ką sałatkę. Zjadła z apetytem.

– Nowa ja – powiedziała z zadowoleniem do siebie. I jakby lepiej się poczuła, od razu lżej i smuklej.

Wieczorem jednak zapomniała się i zjadła kilka ka­wałków pizzy, którą zamówił Witek.

– Cholera i po co te podskoki?

Ale skoro już była pizza, to może jeden wafelek na deser nie zaszkodzi… i lampka wina. A jutro, jutro zacznę wszystko od nowa…” – fragment książki „Taka jak Ty” – Gabriela Gargaś

 

chandra

Wszystko i nic. Nic i wszystko

 

– Co jest?

– Nic.

-Przecież widzę, że coś.

– Wszystko.

– To nic, czy wszystko?

– Wszystko i nic.

– Ciężki dzień?

Wzruszyła ramionami.

– Ciężki…  Świat jest zły, mężczyźni mnie nie rozumieją. Szef na odcisk nadepnął. Zjadłam trzy eklerki  i teraz mnie mdli. Czuję jak centymetrów w biodrach przybyło.

– Będzie dobrze.

Spiorunowała go wzrokiem.

– Dlaczego mówisz: „będzie dobrze”, kiedy ja wiem, że nie będzie. Jak ja nie lubię, kiedy jestem w rozsypce, kiedy mój świat się rozpier… na drobne kawałeczki, a ktoś wyskakuje, że będzie dobrze. Fakt, kiedyś na pewno będzie, ale nie teraz. Teraz to ja mam ochotę poużalać się nad sobą, poprzeklinać, ponarzekać. Mam ochotę rzucić talerzem o ścianę. I krzyczeć, że mi źle. I pozwól mi na to, nie wyskakuj z farmazonami, że za chwilę mi ulży. Bo nie ulży. Bo potrzebuję czasu, bo muszę się wybeczeć, wyżalić. Muszę to przerobić.  A potem się podniosę. A teraz, teraz mi źle. Kocham moją przyjaciółkę, za to, że pozwala mi na te moje beczące dni, że kiedy wyję do słuchawki nie pociesza mnie na siłę, a próbuje zrozumieć. Wie, że to minie. Za dzień, dwa, tydzień. A jak nie, to przyjedzie i utuli.

Bo jak to mówią, są takie dni, że „kurwa mać”,  to za mało.

– Chcesz czekolady?

– Chcę.

Zjadła pół.

– To wszystko czy nic? – zapytał on.

– Nic i wszystko – uśmiechnęła się do niego.

 

___7

Hej, Kobieto! Uśmiechnij się dzisiaj

Hej Kobieto! Do Ciebie mówię. Nie odwracaj głowy, o Ciebie chodzi.

Kobieto zwyczajna niezwyczajnie. Kobieto matko, kochanko, żono, partnerko, singielko. Kobieto, której się czasami nie chce.

Wiesz, jesteśmy do siebie trochę podobne.

Jestem taka jak TY
Niekiedy nie radzę sobie w życiu, innym razem wszystko idzie jak z płatka.
Łatwo sie wzruszam.
Niekiedy stąpam twardo po ziemi.
Uwielbiam kawę i wino. Czerwone. I pierogi też i jeszcze szarlotkę.
Kocham maj.
Dużo czytam.


Piorę, zmywam, zmywam, piorę. Gotuję, prasuję.
W biegu, zwalniam.
Wkurzam się. Śmieję się.
Czasami mam wszystkiego dość, ot tak po prostu.  Krzyczę, ryczę i się złoszczę. Gdzieś czytałam, że nie zdrowo jest kumulować w sobie złości i tłamsić emocji. Potrafię być zołzą. Za dużo piję kawy, czasem sobie przeklnę.

Łatwo mnie zranić.

Czasem mi nie wyjdzie, a chciałabym żeby wychodziło, bo przecież tak się starałam.

Czasem dostanę od życia porządnego kopa, coby mi za dobrze nie było.

Nie zawsze zrobię obiad, po prostu mi się nie chce.

Nie lubię nowinek technicznych, choć są pomocne. Telefon jest po to by dzwonić i pisać esemesy, a nie po to, by sciągać aplikacje. Aplikacje?
Upadam, podnoszę się.
I wiem, że jakoś to będzie, bo zawsze “jakoś” jest.
Fajnie, mniej fajnie.
Kocham szalenie.
Są osoby, z którymi mi nie po drodze i im ze mną też nie. Cóż, nic na to nie poradzę.
Mam kilka cudnych miejsc do, których chętnie wracam…
Powroty są takie fajne.

Wiesz, ja czasami tańczę w deszczu.

 

Hej, Kobieto! Uśmiechnij się dzisiaj. Zrób coś szalonego. Sięgnij po to, o czym zawsze marzyłaś.

Hej, Kobieto! Ten dzień należy do Ciebie. 🙂

friendship

Bo są takie dni…

“I będą dni, kiedy będziesz chciała zniknąć, i zjawią się na twojej drodze ludzie, którzy będą chcieli ci dokopać, i będą też dni, kiedy ktoś cię zrani, kiedy obrazisz się na cały świat. Pamiętaj, masz mnie. Słyszysz, co do ciebie mówię? Masz mnie. Przyjedź do mnie, albo zadzwoń. Jestem. Dla ciebie o każdej porze dnia i nocy.” – “Wieczór taki jak ten”

Bo są takie dni, kiedy człowiek ma ochotę zakopać się pod pierzyną i udawać, że go nie ma. Dni, kiedy wszystko zwala się na Ciebie.  Dni, kiedy najchętniej wyłabyś do księżyca z watahą wilków, a i to, by Ci nie pomogło. Dni, kiedy „kurwa mać” to za mało, by nazwać swój stan ducha.

Każdy ma takie dni.  I każdy ma swój sposób, by przetrwać, takie słabsze chwile.  Jedni wolą się do nikogo nie odzywać, inni wybeczą smutki, jeszcze inni wypiją kieliszek wina, albo dwa. A jeszcze inni mają potrzebę wygadania się. I fajnie jest móc wtedy do kogoś zadzwonić. Bo są takie osoby, są tacy przyjaciele, do których można dzwonić o każdej porze dnia i nocy.  Takie przyjaźnie są potrzebne…

I po ty złych chwilach, przyjdzie dzień, kiedy zaświeci dla Ciebie słońce. Zawsze przychodzi taki dzień… Niekiedy słońce wstaje bardzo powoli. Ale dla każdego świeci ono tak samo.  Kiedyś przestanie boleć. Na pewno. Może teraz w to nie wierzysz, ale tak będzie.

Zapytasz, skąd to wiem?

Wiem. Też przeżyłam stratę, rozstanie, miałam złamane serce, ktoś powiedział mi zbyt ostre słowo, sama powiedziałam o jedno słowo za dużo. Ktoś odszedł na zawsze, ktoś zapomniał, ktoś się pojawił po niewczasie, bo sobie o mnie przypomniał.

Ktoś nie zadzwonił, a przecież obiecał.

Z pracy mnie wylali, a dzień przedtem szef mnie wkurwił.

Jakaś nawiedzona mamuśka naskoczyła na mnie pod szkołą, że moja córka zrobiła to i tamto jej córeczce, a jej córeczka taka grzeczna. To nic, że moja miała nabitego guza.

I czasami są dni, że życie potrafi sponiewierać, spuścić manto, wepchnąć w dół, a na dodatek ptak będzie

przelatywał akurat nad tym dołem i na ciebie nasra.

Zawiodłam się na bliskiej mi osobie, ale ja też ją kiedyś zraniłam. Może nieumyślnie, a jednak.

I płakałam, bo bolało. Ale przestanie, uwierz mi, zawsze przestaje…

Życzę ci iskierki nadziei na twoim niebie, promyczka szczęścia, wiary, że wszystko jakoś się ułoży…

Wtedy otrzesz łzy, otrzepiesz kolana i ruszysz do przodu. Z podniesioną głową, z wypiętymi do przodu cyckami.

I spojrzysz na świat inaczej. Przestanie boleć.

Oddychasz, budzisz się, oglądasz świat, smakujesz, wąchasz, delektujesz się.

Jest ktoś, dla kogo jesteś całym światem, i ktoś, do kogo możesz

zadzwonić w środku nocy.

Mało?

 

Copyright 2017 - 2018 Gabriela Gargaś © All Rights Reserved