zakupy_749

Czy też tak czasem macie?

Znacie to? Popylacie do sklepu po jedną rzecz, bo wyszliście sobie na spacer i myślicie: a wstąpię tylko do sklepu po masło. I z jednej rzeczy robią się 3 siaty i wracacie potem objuczone siatami jak te wielbłądzice i klniecie na czym świat stoi?


Albo to, kiedy idziecie po sól piąty raz w tygodniu i kupujecie wszystko oprócz soli?



Albo, kiedy wasz wózek, akurat wasz się zepsuje na środku alejki. Coś z kółkiem jest nie tak. I zacina się albo obraca dookoła własnej osi.I wy z tym całym majdanem, napieracie na wózek, który skręca nie tam gdzie chcecie i ruszacie w kierunku kasy okrężną drogą… Bo to tyrkająco, obracające się kółko, przecież…

A może to, kiedy pani przy kasie pyta was czy macie 50 groszy, i grzebiecie w portfelu, ktoś za wami chrząka zniecierpliwiony, a wy chcecie podratować panią drobniakami i wiecie, że gdzieś te 50 groszy jest ale za cholerę nie możecie znaleźć?

Albo to, kiedy wyładowujecie na taśmę produkty pani już skanuje wasz towar, wy w pocie czoła włączacie opcje przyspieszenia, upocicie się przy tym, ale i tak nie jesteście tak szybkie jak kasjerka? I z jednej strony produkty w koszyku, z drugiej już zeskanowane rzeczy, które powinniście pakować.

Albo to, zapominacie pinu do karty… i stoicie z rozdziawioną buzią, bo przecież ten pin już milion razy wstukiwaliście…

A taki przypadek też miałam, kupowałam butelkę wina i pan zapytał mnie o dowód, ja taka uhahahana, pytam, czy tak młodo wyglądam, na co on z kamienną twarzą odpowiada: “nie , jestem nowy i każdemu,kto kupuje alkohol sprawdzam wiek, tak mi kazali”



To wszystko znam doskonale😅🤣😅. Dlatego tak bardzo nie lubię robić zakupów.

  A poza tematem zakupowym : Czy zdarzyło Wam się kiedyś iść na mecz własnego dziecka bez okularów i kibicować innemu dziecku, myśląc, ze to twoje własne, rodzone😁 Gabrieli się zdarzyło…

20200910_112317

OTO JA

Nie jestem święta, ale świetna to już tak 😊 Ze swoją normalnością, zwyczajnością, wadami.

Ze swoim donośnym śmiechem.

Wiem czego na pewno w życiu nie chcę. A czego chcę? Niekiedy wiem, innym razem,  nie wiem. Tak po prostu nie wiem.

Mam dobre serce, ale to nie znaczy, że nie dopada mnie złość. O tak… Jak ja potrafię pięknie stracić kontrolę nad emocjami.

Ale… Potrafię przeprosić, jeśli nawarzyłam piwa.  Nie znoszę  jeśli, ktoś coś spieprzy i nie potrafi się do tego przyznać.  Niektórym ludziom słowo „przepraszam” jakoś nie potrafi przejść przez gardło. Ale to oni mają jakiś problem.

Boksuję się z życiem, ale też biorę je na klatę. Czasami sobie odpuszczam różne rzeczy.

 Zapominam albo przypominam sobie o niewczasie.

Nie jestem poprawna, raczej niepoprawna.

Nauczyłam się, że jeśli chcę coś zrobić, na czym mi naprawdę zależy, to to robię. Serio. Życie jest moje, życie jest jedno.  I mam rodzinę, jestem fajną mamą ( która czasami wydrze się, zezłości) i kocham szalenie, ale też jakaś cześć siebie jest tylko moja.  I  mam swoją przestrzeń życiową…

Jestem lojalną przyjaciółką.  Wierzę w długoletnie przyjaźnie, miłości… Nie zmieniam wokół siebie ludzi jak rękawiczki.  Bo jak kogoś lubię, uwielbiam, kocham, to chcę, by przy mnie był i ja chcę mu towarzyszyć w jego wędrówce przez życie.

Nie pasuję do niektórych miejsc, niektórych ludzi, ale to nie oznacza że ich nie szanuję. Niech oni swoje, a ja swoje.  Bez żadnych animozji.

Nie znoszę pozerstwa, udawania, ściemniania, że jest się kimś kim się nie jest.

Często  „bywam” na proszonych kolacjach ( pracowałam w korporacji i  różne biznesy były/są w moim życiu więc i kolacje na szczycie się odbywały/odbywają)  Niektóre są naprawdę odlotowe, wyluzowane, ale część jest taka, że muszę spinać pośladki. I  tak jak nie cierpię ludzi z kołkami w tyłku, to czasami i ja z tym kołkiem w tyłku siedzę.  I przepiórcze jaja wjeżdżają i jakieś różowe kulki w sosie truflowym, i to i tamto, a ja marzę o placku ziemniaczanym po węgiersku , którego przepiłabym kielichem czegoś mocniejszego, a tu jakieś takie nie wiadomo co do picia.  I zaczynają się rozmowy o ambitnych dziełach, a ja kilka przeczytałam, ale nie wszystkie mi się podobały. O kilku nie mam zielonego pojęcia. Więc milczę, a że głupio tak tylko siedzieć więc  siup kieliszek nie wiadomo czegoś, co smakuje jak kamfora między przepiórczym jajem a różową kulką. Potem temat o malarstwie wchodzi, o którym nie mam zielonego pojęcia. Oooo, „Pocałunek” Klimta mi się podoba,  i „Krzyk” Muncha, taki trochę psychodeliczny jest, ale ma coś w sobie. I mówię jedno zdanie o tym „Krzyku” psychodelicznym. I….. I tyle w temacie, więc potem znowu sobie milczę i siedzę z kołkiem w tyłku i przyklejonym uśmiechem. Taka jak odmieniec doczepiony i myślę sobie, byle dotrwać do końca. Gabrysiu, dasz radę. 😊

I ludzie wspaniali, a jacyś tacy nie moi. I jedzenie okej, ale też nie moje. .. 😊

I chciałam Wam  napisać, że praca pracą, bywanie bywaniem, a życie życiem.  A ze mnie to taki „swojak”, który coś tam w głowie ma i tego sobie nie ujmuję, ale nie spinam się jak czegoś nie wiem, czegoś nie przeczytałam, o czymś nie słyszałam.  I  nie wszystko co robię w życiu mi się podoba. Większość już tak, ale czasami przyjdzie i kolacja z jajem przepiórczym i kulką w truflach, co nie koniecznie lubię.

Mam cudną robotę pisarską, garstkę oddanych ludzi wokół. Ktoś tam mnie kocha. I czego więcej chcieć. 😉

Oto ja, która pisze dla Was prosto z serca.

Ma już trochę zmarszczek, ale to od śmiania się 😉 i życzę ludziom naprawdę dobrze. Kto mnie zna, ten wie.

I notorycznie gubię klucze i nie wiem gdzie położyłam bałagan.

I mam takie dni, że nic w chacie nie ogarniam, a potem znowu mam zrywy, że chata na błysk posprzątane i obiad z dwóch dań i dwa ciasta i pulpeciki w lodówce zamrożone.

I kwiaty polne kocham i wschody słońca, bo jestem wariatką.  Kiedyś Wam już o tym pisałam, że wariaci kochają wschody słońca, a romantycy zachody. Ja zdecydowanie wschody…

Jeden kolega kiedyś mi powiedział , że obłąkana jestem. Miał rację. 😊  Obłąkana w stosunku do życia, bo je lubię, nawet jak czasami daje mi kopa w zad.

Uwielbiam  piękne widoki, brukowane uliczki, kawiarenki, ciekawych ludzi, miejsca, gdzie wchodzisz i sobie myślisz, chciałabym tu zostać. Nie wiesz w sumie dlaczego, bo na stoliku wyszczerbiony kubek, bo starszy kelner z brodą do pasa puszcza do ciebie oko, bo z głośników bałkańska muzyka płynie. Bo magia… Bo powietrze gęste od emocji. Bo wzruszenie.

Wiesz, jak kocham się wzruszać, przeżywać…

71523220_387475315497902_7848620286067867648_o

Nie warto było tak szaleńczo kochać – Wyznania Czytelniczek cz.2

Gdyby nie Ty, nie poznałabym przesytu miłości, smaku goryczy, rozczarowania, upadku… Nie dowiedziałabym się, że można sięgnąć dna, a potem odbić się od niego, że można żyć, bez Ciebie.

Zrozumiałam, wtedy … Po latach, że Ty nie jesteś całym światem dla którego ja chciałam być wszystkim.

Po latach, kiedy moje serce już się posklejało, kiedy ułożyłam swoje życie na nowo, zrozumiałam, widząc Cię wtedy w przychodni, że nie warto było Cię tak szaleńczo kochać.

Dwoje ludzi, siedziało obok siebie obojętnie, bez słowa… Ludzi, których kiedyś łączyła namiętność i wielka miłość. Tak, bo to była wielka miłość, ale raczej jednostronna…

Bolało serce, rozdzierało od środka. Oto ja, obok Ciebie po kilkunastu latach po zakończeniu naszego małżeństwa, siedzimy razem…w przychodni…To niemożliwe, a jednak, bo przecież czas nie stanął w miejscu, życie płynie, żyjemy….Nikt zapewne z siedzących ludzi nawet nie pomyślał, że się znamy, że byliśmy małżeństwem, że oddałam Ci całą siebie, że wypłakałam morze łez, bo kochałam… Co wtedy czułam siedząc tuż obok? Szok, żal, nienawiść, rozczarowanie. Mnóstwo myśli kłębiło się w głowie: kochałaś tego człowieka. Był Twoim mężem. Szalałaś za nim. A on teraz nie potrafi spojrzeć Ci w oczy i powiedzieć “cześć”. Jedno małe, zwykłe słowo…. Obojętność…Straszne…Niemożliwe…Dołujące. Ten dzień zmienił mój pogląd na miłość. Nawet nie sam rozwód, tylko to co z nas po nim zostało, albo inaczej, kim się staliśmy.

Różne są powody rozstań, ale dziś wiem jedno, jeśli nie było miłości i tak wszystko rozpadnie się na kawałeczki – i życie i serce i nawet dusza, która po latach zrozumiała, że obojętność i brak szacunku do osoby, którą niby się kochało są tego początkiem.

Miłość nie jest po sam grób. Miłość może się odwidzieć. Nie wierzę, ze można kogoś kochać a potem traktować go jak powietrze. Albo się kocha, albo nie, bez względu na to czy się jest razem czy się komuś odwidziało… Może faceci są inaczej skonstruowani? Pewnie tak, tylko czy potrafią kochać naprawdę?

Tekst nadesłała : M.R

SPOTKAŁAM CIEBIE w wieku 42 lat… późno… Ale taki nasz los…

Myślałam że już nie przydarzy mi się nic pięknego. Znałam to tylko z książek, poniekąd z książek mojej ulubionej pisarki GG 🙂
Przydarzyło mi się coś, co uskrzydla, daje wiarę w siebie, dodaje energii w życiu, uszczęśliwia.
Bliska osoba może w życiu odmienić wszystko. Nawet nie byłam tego świadoma. Było mi to bardzo potrzebne.
Życie przelatywało przez palce, dzień za dniem mijał, praca, dom, poświęcenie w pracy, ucieczka w pracę, projekty, wyzwania …naprzemiennie. A wraz z tym w pakiecie niewiele wzruszeń, uniesień.

Monotonia.


Żal, że los nie zesłał mi Ciebie w wieku 20 lat.
Życie wyglądałoby inaczej.
Druga osoba wniosła tak wiele, w tak niedługim czasie…

Osoba, która nauczyła prawdziwej miłości, przyjaźni, delikatności, dobrego seksu, poczucia spełnienia, potrzeby ciągłego kontaktu.

Osoba, z którą uwielbia się rozmawiać. Tak wiele wspaniałych rozmów.
Dwa różne światy.
Dwie tak różne profesje.
Różne doświadczenia życiowe.
Kobieta informatyk.
Mężczyzna prawnik.
Ona w związku na kocią łapę, wypalonym maksymalnie, lokatorski układ warczących na siebie obcych już ludzi.
On w perfekcyjnej rodzinie z pozoru szczęśliwy (piękny dom, piękna, inteligentna i mądra żona, cudowne dzieciaki).
Totalnie inne bajki.
Niemoralne. Aspołeczne.
A jednak poznali się.
Prowadzili internetowe rozmowy.
Początkowo, przez 3 miesiące byli tylko awatarem na komunikatorze. Tęsknota za rozmową wzrastała z dnia na dzień i przybierała coraz większy rozmiar.
Po pozyskaniu większego zaufania, padły imiona, miejsce zamieszkania, numery telefonów.
Krótka rozmowa telefoniczna ale jakże podniecająca. Serce biło 2 razy szybciej. Okazało się że są z tego samego miasta. Przypadek???
Nie. Nie przypadek. To taki nazwijmy psikus komunikatora… jak się później okazało.
Rozmów telefonicznych było coraz więcej i coraz częściej.
W tym samym czasie, podczas jednej z rozmów, padła propozycja spotkania, poznania się w realu.
Cudowne pierwsze wrażenie. W drodze do pracy urwane 10 minut …odmieniło 4 lata temu wszystko… choć nie jest to opowieść z happy endem.
Tysiące rozmów.
Setki spotkań.
Multum cudownych chwil.
On wspierał we wszystkim, co najważniejsze wspierał w trudnej chorobie, wspiera do dziś.
Ona (chyba) wciąż czeka aż On dojrzeje do zmian.
Kradniemy do dzisiaj z życia czas dla siebie. Kradniemy by mieć poczucie wsparcia, spełnienia, radość tzw szczęście.
W sytuacjach trudnych, pojawiały się nieporozumienia. Zazdrość, złość, inne osoby pojawiające się w naszej relacji.
Największy chyba był żal że kocha się z oddali.
Padały deklaracje, były zakończenia i powroty też były.
Ból, złość, niemoc. Dni bez kontaktu. Koszmarne dni. Powroty.
Jesteś jak tlen… Bez ciebie nie mogę już oddychać.

GDYBY NIE TY… Nie wiedziałabym że można kochać z oddali. Że można kochać tak silnie. Że można to ukryć i tak długo znosić trudy.
GDYBY NIE TY… Nie znałabym bólu i smaku łez które towarzyszyły mi gdy byłeś nieobecny.

Chcę nadal budzić się każdego dnia i uśmiechać na sama myśl że jesteś.

Każdego dnia dziękuję Ci że jesteś.
Każdego dnia staram się dodawać Ci wiarę w siebie.
Każdego dnia kiedy odejdziesz będę tęsknić.

Kobieta bez praw do mężczyzny (jej życia)

Nadesłała B.K

93132836_511744319517585_3572414601217703936_n

Gdyby nie Ty… – Wyznania Czytelniczek

Gdyby nie Ty, nie wylałabym tylu łez… Chciałabym Cię czasami poprosić, żebyś mi zrekompensował ten ból, który czuję… Wiesz, co mi zrobiłeś? Czy Ty w ogóle zdajesz sobie z tego sprawę?

Ktoś powie, że byłam naiwna, że pakowałam się w związek z Tobą. Możliwe, ale ja Ci uwierzyłam, dlaczego miałam Ci nie wierzyć, byłeś najwspanialszym mężczyzną pod słońcem. A najwspanialsi faceci, którzy świecą takim blaskiem, nie krzywdzą. Prawda?

Gdyby nie Ty, nie miałabym tylu wspomnień. Tych dobrych, czułych, naznaczonych morską bryzą. Tylko czy te złe chwile nie przekreśliły tych dobrych?

Gdyby nie Ty, nie byłabym tą osobą , którą jestem. Tylko, że ja nie chcę być tą osobą. Rozumiesz, nie chcę.

Skrzywdzoną.

Odartą ze złudzeń.

Pozbawioną czułości…

Gdyby nie Ty… Nie rozpadłabym się na milion kawałków.

Miej trochę godności, przyjdź i spróbuj mnie poskładać.

Albo wiesz co, już zostaw w spokoju… Zostaw w spokoju…

Tekst nadesłała Milena D.

Gdyby nie Ty, prawdopodobnie nie było by mnie tutaj.

Ukształtowałeś mnie od podstaw. To przy Tobie wchodziłam w kolejne etapy swojego życia. Zawsze byłeś przy mnie, wydawało mi się, że do końca naszych dni będziemy pokonywać wszystkie przeciwności razem. Wydawało….. Życie pisze nieprzewidywalne scenariusze. Teraz już wiem, że coś tak dobrego nie może trwać wiecznie. Kiedyś myślałam, że Twoje słowa są czymś najpewniejszym na świecie. Żadna silnie zbudowana relacja nie rozpada się nagle. Dzieje się to etapami. Zaczyna się od najmniejszych znaków, których nawet nie zauważamy. Nadal śpimy w jednym łóżku, ale na dobranoc nie całujesz mnie już w ucho, tak jak najbardziej lubię, a ja śniadanie robię już tylko dla siebie, ponieważ zacząłeś mieć ważne spotkania w pracy bardzo wcześniej. Żyjemy tak przez jakiś czas. Jeszcze jest normalnie. W końcu nie potrafimy ze sobą normalnie rozmawiać pomimo, że wiemy o sobie wszystko, o wszystkich swoich uczuciach, o lękach, miłościach i emocjach. Ranimy siebie nawzajem.

Najbardziej bolała mnie cisza. Błagałam w duszy, żebyś mówił, krzyczał, ale nie milczał. Gdy ludzie ze sobą rozmawiają jest jeszcze jakaś szansa…

Wyprowadziłeś się. To miało być tylko czasowe rozwiązanie. Mieliśmy dać sobie czas. Czas na zrozumienie jak ważni dla siebie jesteśmy i, że nie potrafimy bez siebie żyć.

Pamiętasz ten dzień gdy była ogromna ulewa, a my wyszliśmy i przez kilka godzin chodziliśmy po mieście? Dzisiaj wiem, że to był najpiękniejszy dzień mojego życia. Miałam przy sobie osobę, która akceptowała mnie w całości, razem z moimi najczarniejszymi stronami. Wiem, że mnie kochałeś, widziałam to w Twoich oczach.

Mieszkanie bez Ciebie było puste, ja bez Ciebie byłam pusta. Moja tęsknota za Tobą była tak wielka, że aż bolała. Podjąłeś decyzję.

Powiedziałeś: – Musimy się rozstać…

Dzisiaj ,siedzę kolejną godzinę wpatrzona w sufit w naszym mieszkaniu. Domu, w którym powinien być płacz małych dzieci, a nasz śmiech. W słuchawkach lecą słowa piosenki „Dobry moment” Korteza. Zastanawiam się, skąd autor wiedziała tak dużo o naszym życiu. Pamiętasz gdy byliśmy w twoim aucie po raz ostatni? W dniu, kiedy się rozstawaliśmy. Pamiętasz te gęste powietrze, tą przerażającą ciszę, która wkradała się w każdą część naszych ciał? Ciebie też to bolało- widziałam. Chciałam zostać w tym samochodzie na zawsze, a jednocześnie wyjść jak najszybciej. Doskonale rozumiesz co czułam. To chyba był nie dobry, a idealny moment na rozstanie. Idealny- najtrudniejszy w życiu.Tak dużo nas łączyło, wiek, znajomi, zainteresowania, tradycje, wiara, a przede wszystkim wyjątkowa nić porozumienia i niezrozumiałe przyciąganie. Przy Tobie czułam się najlepszą kobietą na całym świecie, niczego więcej nie potrzebowałam. Teraz wiem, że to nie było wystarczające. Mam nadzieję, że pokocham kiedyś kogoś całym sercem, a przede wszystkim, że ten ktoś pokocha mnie, bez mojego proszenia, błagania i przekonywania. A może nie można dwa razy czuć tak samo mocno?

To nie szkodzi będę udawała, że mi bardzo zależy mając Ciebie zawsze z tyłu głowy. Boli, nadal boli, Kochanie. I tak jak Kortez śpiewa najprawdopodobniej opowiem Ci kiedyś, kiedy przypadkiem się spotkamy o moich dzieciach i o tym jak jest u mnie dobrze, ale zawsze już tylko Ty będziesz potrafił dostrzec w moich oczach brak błysku, który był zarezerwowany wyłącznie dla Ciebie.

Tekst nadesłała : Ola Sz.

Gdyby nie Ty, może by tak nie bolało

Spotkałam Ciebie za późno… Tak mi się wtedy wydawało. Ja, mężatka z dwójką dzieci, Ty – żona i dziecko.

Zaczęło się całkiem zwyczajnie, kilka wiadomości, później rozmowy przez telefon, spotkania w tajemnicy przed światem.

Nim się obejrzałam Twoje ” Dzień dobry ” definiowało mój dzień.

Bez “Dobranoc” nie mogłam zasnąć.

TMP – To był nasz własny język, słowa, które tylko my rozumieliśmy, wyryte na pamiątkę na kłódce zawieszonej w Mielnie.

Przez 5 lat żyłam jak w bajce, czułam się jak księżniczka. Często zastanawiałam się co by było gdyby…

Po tym czasie zmieniłeś się. Skończyły się czułe słówka, troska, zainteresowanie. Jakbyś stał się inną osobą. Nie wiem czy stał za tym ktoś inny bo czy z dnia na dzień można się tak zmienić? Próbowałam rozmawiać. Prosiłam, płakałam, bez skutku. Odchodziłam trzy razy… za każdym razem obiecywałeś , że będzie lepiej, że się postarasz. Jakiś czas było dobrze, ale nie tak samo. Nigdy nie wróciliśmy do relacji sprzed Twojej zmiany. Któregoś dnia, ze złości lub z bezsilności, zniszczyłam wszystkie pamiątki, usunęłam wspólne zdjęcia, skrzętnie skrywane przed światem, wyrzuciłam biżuterię, każdy prezent, który od Ciebie dostałam. Nawet pierścionek, który dostałam podczas weekendu w Dusznikach Zdroju.

Teraz odchodzę czwarty raz… mam nadzieję, że ostatni. Zostało mi tylko jedno wspólne zdjęcie, pamiątka szczęśliwych lat. Nie potrafię go usunąć, bo chyba ciągle mam nadzieję…

Tekst nadesłała M.

Gdyby nie Ty, nie wylałabym tylu łez…
20200322_135425

Niedzielne przemyślenia… Takie tam…

Cudnie, że można choć przez chwilę przewietrzyć łepetynę. ( w okolicy ani żywej duszy, więc nikogo nie narażam) Cudne słońce, krokusy, śpiew ptaków, aż ciężko uwierzyć w to, co się dzieje obecnie na świecie…


I nie jest mi tak zawsze fajnie jak na zdjęciach. Nie zacieszam codziennie. Mam też chwile, kiedy sobie pobeczę i kiedy mi cholernie źle. Bo bywa mi tak bardzo źle, że zwijam się w kłębek. Mam mnóstwo przemyśleń ( jak chyba każdy, ostatnio) i zastanawiam się  co dalej z tym światem będzie. Ilu ludzi już straciło  pracę,  ilu martwi się  o swoją przyszłość, swoich rodzin, dzieci. Ja też. I tęsknię za rodziną. I to i tamto. Ale obyśmy w zdrowiu to wszystko przetrwali.

Zmiany, zmiany….   Czy ja się zmienię,  na pewno, ale nie stanę się nagle aniołem,  wyrozumiałym, cudnym, takim co, to wszystko zniesie…  I dzisiaj wydarłam się :
“czemu biegasz po schodach” , ” nie zwisaj na poręczy”, ” z kosza śmierdzi”.  A obiecałam sobie , że będę bardziej cierpliwa, wyrozumiała… Nie jestem.  Ale jakieś starania poczynione zostały, a to już coś… 🙂 Bo przecież co z tego, że dziecko sobie zwisa na poręczy. Ja też kiedyś zwisałam głową w dół na trzepaku. Zapomniał wół jak cielęciem był. A obiecałam sobie :”ja taka jak moi rodzice nie będę”. ( żeby nie było, mam cudownych rodziców, ale miałam być inna 😉
Przed południem otworzyłam szafkę w kuchni i spadło na mnie kilo mąki. Żyję, mam się dobrze, ale przez chwil parę byłam w białym pyle. Zaklęłam siarczyście. Mój kolega ostatnio zwrócił mi uwagę, :” i po co to słowo na k…” No po co?

I niby inaczej, a jednak tak samo. I wydawać,  by się mogło, że wszystko tak samo, a jednak inaczej. No to żem górnolotne przemyślenie napisała . 😉

Może ostatnio więcej we mnie wdzięczności. Jestem wdzięczna tym wszystkim, którzy ciężko w tym czasie pracują : lekarzom, pielęgniarkom, strażakom, policjantom, dostawcom, ekspedientkom i  tym co pieką chleb. I nauczycielom. Teraz człowiek zrozumiał powiedzenie :”obyś cudze dzieci uczył “. A cierpliwość tracimy do swoich.

Dzięki temu, że piszę książki poznaję cudowne osoby,  Jakiś rok temu dane mi było poznać Monikę Piątczak. Pielęgniarkę na Oddziale Mechanicznego Wspomagania Krążenia i Transplantacji Serc w Śląskim Centrum Chorób Serca. Wolontariuszkę Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej. Uczestniczkę misji w Sudanie, Kenii, Nepalu, Gruzji i na Ukrainie. Dwa dni temu napisałam do niej wiadomość  z pytaniem jak sobie radzi, czy wszystko u niej dobrze, czy pracuje.  Sądzę, że teraz wszyscy potrzebujemy takich wiadomości. Monika odpisała mi , tak: (pozwolę sobie zacytować)

„ moje serce  nie pozwala mi zostać w domu. Robię to co przysięgałam” Chylę głowę przed takimi osobami jak Monika. Monika też ma dzieci, rodzinę, pewnie boi się o swoje  zdrowie, a jednak  pracuje w tej chwili na oddziale zakaźnym w szpitalu, by pomagać innym ludziom.  Chylę głowę przed każdym człowiekiem, który potrafi okazać serce drugiemu człowiekowi.   Czasami wystarczy do kogoś napisać, zadzwonić, porozmawiać, pocieszyć.

Jedni robią mniej, inni więcej, ale wszyscy, którzy choć  trochę okażą serca, robią bardzo dużo.

 Też staram się coś tam robić dla drugiego człowieka. Jest we mnie mnóstwo empatii  w stosunku do drugiego człowieka. I jeśli byś do mnie zadzwoniła/zadzwonił, bo Ci źle, albo  całkiem dobrze, to z Tobą porozmawiam.  Staram się być dobrym człowiekiem, ale nie zawsze mi to wychodzi. I strzelę focha i się obrażę i kogoś niekiedy nieumyślnie zranię i zaklnę. Oj, od poniedziałku, już nie będę kląć 😉

Ludzie robią niesamowite rzeczy. I serce wtedy rośnie. To nieprawda, że jest więcej zła niż dobra na tym świecie. Jest mnóstwo dobra. Może dobro, nie jest takie medialne, by o nim ciągle mówić? Ale ważne, że jest, ważne , że jest…

Więcej we mnie przemyśleń typu: co jest dla mnie ważne i kto… Wiele we mnie tęsknoty… Czytam na necie, kto  za czym tęskni. Wiem jedno,  ja nie tęsknię za zakupami tymi ciuchowymi.

Nigdy nie lubiłam galerii handlowych, ani zakupów. ( tych ciuchowych to w ogóle nie znoszę. Chyba nie jestem stu procentową kobietą 😂) jedyne  zakupy, które kocham, to te książkowe.

A tak serio…. Tęsknie za niektórymi ludźmi. Bardzo tęsknię….
Ale nie tylko ja tęsknię. Wy pewnie też… I mam nadzieję, że za mną też ktoś mocno tęskni.

Co jeszcze? A o przepychankach w internecie miałam napisać.

Wkurzają mnie przepychanki w necie typu: “bo w tych trudnych czasach ja mam gorzej od Ciebie”. Serio? A skąd wiesz? Skąd  wiesz jak ma drugi człowiek. Dlaczego  bagatelizujesz jego problem?  Włóż jego buty i się w nich przejdź. Oj czasami zedrą ci skórę.

Kochani, bądźmy dla siebie mili, serdeczni. Wiem, nie zawsze nam to wychodzi. Ale postarajmy się zrozumieć drugiego człowieka. Jak się człowiek stara, to to już coś. Ja Ci obiecuję, że też się postaram.

list

Do Ciebie…

Kochana moja…

W końcu odpisuję.

Przepraszam, że nie zawsze mam czas, że czasami musisz czekać…

Ostatnio pisałam książkę. Cały czas coś piszę, ale ta moja najnowsza powieść, to będzie coś. Tyle pracy i serca w nią włożyłam.  Zobaczysz, nie zawiodę Cię.

„Kiedyś się odnajdziemy” to taka powieść od której ściska serce.

Wybacz milczenie… Wiem, że jesteś wyrozumiała i cierpliwa.

Poznałyśmy się przypadkiem. Chociaż ja nie wierzę w przypadki, a w cudowne zrządzenia losu.

Ktoś polecił Ci moją książkę i po nią sięgnęłaś, a może zobaczyłaś ją na półce w księgarni. Twój wzrok przyciągnęła okładka, albo opis na niej. I tak się zaczęła Twoja przygoda z moimi książkami. A może się mylę? To jak było?

Widziałam Cię kiedyś jak czytałaś w autobusie. Uśmiechnęłam się pod nosem. Nie miałam śmiałości podejść, byłaś taka zaczytana. To dobrze. Nawet nie wiesz, że wtedy moje serce wywijało koziołki. To takie uczucie, jak przy pierwszej miłości. Zwariowane, nieśmiałe, które idzie na żywioł. 🙂

Widziałam Cię na spotkaniu autorskim, na Targach Książki. Dziękuję, że chciało Ci się stać w kolejce, by chwilę ze mną porozmawiać.

Dziękuję Ci za wszystkie upominki. Nie trzeba było, najważniejsza jest Twoja obecność. Ale dziękuję. Z tego czerwonego notesu wciąż korzystam, z tej filiżanki chętnie piję poranną kawę, ten kwiat piwonii cudnie zdobił mój pokój. Ten naszyjnik i kolczyki chętnie noszę. Zakładka do książki, pierniczki, ciasteczka. Wszystko takie cudne. I od Ciebie!

Tyle radości od Ciebie otrzymuję, kiedy do mnie piszesz, kiedy wstawiasz komentarz, kiedy potrzymasz za rękę, na spotkaniu, albo, kiedy się tak do mnie uśmiechniesz.

Chciałabym Ci napisać, że dobrze, że jesteś. Bo to, że jesteś, motywuje mnie do działania.

Niekiedy mam kiepski dzień, a kto go nie ma? Beczeć mi się chce i wszystko mnie wkurza. I wtedy pojawiasz się Ty: „ Z Twoimi książkami, tak się cudnie zapomina”. I świat w jednej chwili staje się piękniejszy.

Nie zmieniaj się.  Bądź taka, jaka jesteś. A opinie innych miej gdzieś.  Ludzie zawsze będą gadać.

Rób swoje. Spełniaj marzenia. Tupnij nogą, a co? Nie zgadzaj się, na to, na co zgodzić się nie chcesz.

Becz, jeśli chcesz.

Jedz lody karmelowe ( wpisz swój ulubiony smak) , pójdzie w cycki. 🙂

Uśmiechaj się do życia.

Spójrz na to, co masz. Widzisz ile tego? Wypadałoby nie narzekać, z czystej przyzwoitości. Ale czasami trzeba, bo człowieka nosi. Też mi się zdarza. Rzadko, ale są takie dni, że ponarzekam, że deszcz, a miało świecić słońce.

Napij się kawy, odpocznij, wyluzuj. Wiesz, ze czasami trzeba wrzucić na luz.  Nawet pod górkę można i na luzie. 🙂

To, do następnego razu… Odpiszę szybciej. Obiecuję!

Twoja Gabi

christmas-day

Świąteczne życzenia

Starałam się, chciałam, a wyszło jak zawsze. 🙂 Wolę pisać niż występować przed kamerą. Po dwudziestej próbie skapitulowałam. Zobaczcie 🙂


W tych pięknych okolicznościach przyrody 😉

A teraz to, co lubię najbardziej, czyli pisanie. Kilka słów ode mnie dla Was:

Życzę Ci wszystkiego co dobre, piękne, co daje radość.

Dobrych ludzi, których spotkasz na swojej drodze.

Kilku szczytów, które zdobędziesz. I nieważne, czy to będzie mała góreczka, czy Mount Everest. Mierz siły na zamiary albo zamiary na siły.

Nie musisz znajdować czterolistnej koniczyny, by być szczęśliwą.

Nie musisz się nad wszystkim zastanawiać, wszystkiego analizować. Zbyt często się rozdrabniamy, wahamy, mimo iż czegoś bardzo pragniemy.

Żyj tak, jak sobie wymarzysz.

I czasami trzeba przejść przez złe dni, aby dojść do tych dobrych.

Kochaj, walcz, ryzykuj dla przygody zwanej życiem.

ze słońcem złotym w oczach,
patrz na świat,
niekoniecznie przez różowe okulary.

I pamiętaj, że nie zawsze jest tak, jak chcemy, by było. Zbliża się koniec roku, to taki czas skłaniający do refleksji. Odebrałam kilka lekcji w tym roku. Nie wszystkie mi się one podobały, bo nie jestem masochistką, by lubieć cierpieć. I nie zawsze wyciągnęłam wnioski ze swoich porażek. Niektóre błędy popełniłam kilkakrotnie. I co, z tego? Przeżyłam, wciąż się uśmiecham, mimo, że przecież w 2018 roku też płakałam. Otarłam się o stratę, ktoś mnie zranił. Ale, to był dobry rok. Dużo marzeń się spełniło, dużo planów zrealizowałam. Poznałam wielu cudownych ludzi, którzy odcisnęli ślad w moim życiu. Krętaczy, wyzyskiwaczy i cwaniaków też spotkałam, ale ich omijam wielkim łukiem.Przegadałam kilka nocy, wypiłam trochę wina, zjadałam kilka pysznych rzeczy. Mnóstwo razy się wzruszyłam, kilka razy zapomniałam. Tańczyłam w deszczu. Przegrałam. Wygrałam. Doceniłam.

Kilka razy przegapiłam swój pociąg, wsiadłam do innego, który wtwiózł mnie nie tam gdzie trzeba, a może właśnie tam, bym mogła zobaczyć inne miejsca. Spóźniłam się też na swój pociąg, ale po namyśle na dobre mi to wyszło. 🙂 Raz nie chciałam wyjechać, bo wiedziałam, że jak już wyjadę to kogoś przez jakiś czas nie spotkam i będę tęskniła. Tęskniłam, ale ponowne spotkanie było takie cudne.

Niektóre rzeczy zrozumiałam, innych wciąż nie mogę pojąć!

I wiesz czego się nauczyłam? że jeśli chcę do kogoś napisać to piszę, jeśli chcę z kimś porozmawiać to z nim rozmawiam, jeśli chcę zjeść bułę, to jem bułę, a jeśli chcę napić się kawy to piję kawę. Za bardzo sobie kiedyś komplikowałam życie, teraz wolę bez komplikacji. Czego i Tobie życzę, mniej komplikacji, stresu a życie jest jakieś przyjemniejsze, łagodniejsze. Już się z nim tak nie trzeba szarpać. 🙂

Życzę Ci Kochana/Kochany ( A co, nadchodzą Święta, kochajmy się ) , byś kroczyła/kroczył śmiało do przodu, pod wiatr, z wiatrem, krętą drogą. W podskoku, z doskoku, ale wciąż do przodu!

Zdrowych, pogodnych Świąt, Bóg się rodzi!

Gabrysia 🙂

P.S Sprawisz mi największy prezent, jeśli zechcesz się podzielić swoimi życzeniami/przemyśleniami. 🙂


mikolaj

List do Mikołaja

Drogi Święty Mikołaju, nie daj Bóg, Śnięty 🙂

Piszę do Ciebie, chociaż nie zawsze byłam grzeczna. Ale sądzę, że z Ciebie równy gość i zrozumiesz, że niekiedy nie opłaca się być zbyt grzeczną, bo i po co? Jak to mówią, życie zbyt krótkie, a ja musiałam czasem tupnąć nogą.  I wydrzeć się, też musiałam, kiedy tak mnie wkurzali.

Podjadałam ciastka na diecie. Przedkładałam niekiedy swoje racje nad racjami innych.  Bo jak to, żeby moje nie było na wierzchu? Zgłupieć też mi się zdarzyło i fruwałam nad ziemią zamiast stąpać twardo po tym padole.

Już od listopada czekam na Ciebie, widziałam już kilku Mikołajów, ale nie byli Tobą. Ciebie to ja od razu bym poznała. Mam tak, że jak poznaję fajnych facetów, to ja ich tak łatwo nie zapominam.

W sumie nie proszę Cię o wiele, bo ja mam wszystko, co mi potrzeba do szczęścia. No, prawie wszystko.

Może coś na zmarszczki, bo coraz głębsze?  Ale, jak to moja koleżanka powiada, a ona mądrze gada, zmarszczki to mi się od nadmiaru wrażeń wyprasują, a takowych w ostatnim czasie nie brakuje. Więc nie, nie chcę nic na zmarszczki.  Za wszelkie garnki też podziękuję. Nie wiem, dlaczego, ale ostatnimi czasy podarowujesz mi sprzęt kuchenny.  Książką nie pogardzę, ani dobrymi pierniczkami, cudnymi bibelotami też nie, byle nie sitko czy noże. 😉

I może zrobisz tak ( wiem, że masz moc) żeby wszystkie skarpetki się znajdowały, bo nie wiem jak to jest, że one gdzieś przepadają, po każdym praniu.  I żeby moi mężczyźni potrafili znaleźć masło w lodówce, które stoi na środkowej półce i czapkę, która leży zawsze w przedpokoju…  I aby mama, czytaj Ja , Autorka, mogła czasami poleżeć w wannie, bez tego pukania i pytania : „mama , co tam robisz, bo sikać mi się chce” . Zaznaczam, że wcześniej, ta mama pytała, czy komuś się nie chce sikać, bo mama zajmuje łazienkę.

I jak byś mógł usunąć z mojej drogi wszystkie klocki lego. Bo kiedy stąpam nocą do kuchni, by się napić wody, to gołą stopą, muszę wstąpić też w jeden czy dwa klocki.  A każda mama wie, jakie to uczucie w ten klocek bosą nogą…

Albo wiesz, co? Nie zmieniaj tego, bo ja wiem, że żyję, wiem, że bez tego “mama”, “Gabrysiu”, “żono moja”, jakoś by mi smutno było. A tak, ja wiem, że jestem potrzebna, choćby po to, by zwolnić łazienkę.

Czytasz i się zastanawiasz, o co tej babie chodzi? A wiesz, że ta baba czasami też nie wie, o co jej chodzi? To może powinnam więcej chodzić?  Muszę się pochwalić, że ostatnio robię więcej niż dziesięć tysięcy kroków.

Dwa lata temu otrzymałam od Ciebie odpowiedź, że nie da się, po prostu nie da się, zrozumieć kobiet. Ja Cię nie proszę o to, byś zrozumiał wszystkie kobiety, bo to wręcz niemożliwe, ale jakbyś się postarał  i trochę mnie zrozumiał, byłoby mi jakoś fajnie i lżej na duszy!

Mikołaju, ja Cię nie chcę stawiać w kłopotliwej sytuacji, ale chciałabym byś przybył do mnie i w te Święta, wlazł kominem, zjadł ciastko, które dla Ciebie zostawię i rozsiał jakiś magiczny pył, który sprawi, że  przyszły rok będzie tak samo fajny jak ten. Trochę zwariowany, ale równie fajny. Mam tyle planów do zrealizowania i wierzę mocno, że z Twoją pomocą to wszystko mi się uda!

Mikołaju i tą radością też sypnij, żebym umiała docenić to szczęście, co mam, bo czasem zapominam, a nie chcę zapominać, chcę nieustannie o tym pamiętać.

Za rozsądek podziękuję, bo ja lubię być czasami nierozsądna. Powagi nie potrzebuję, za dużo mamy ludzi, nazbyt poważnych. Daj tej radości też innym ludziom, i zdrowia i szczęścia, dla każdego uszytego na miarę.

I żebyś mi tak szepnął na uszko dokąd iść trzeba, bo dokąd nie trzeba, to ja sama polezę. Tak już mam. Ale wiesz, że czasem fajnie zboczyć z drogi? 😉  Ty to musisz wiedzieć,  tyle już latasz po tym świecie i założę się o wszystko, że raz, czy dwa zboczyłeś z obranego kursu.

Czekam na Ciebie!

Z uściskami

Gabrysia ( Ty wiesz, która)

P.S  I spraw, by czekolada nie była tak kaloryczna 😉

 

Jeśli masz ochotę napisz pod tym postem kilka słów do Mikołaja od siebie, obudź w sobie to dziecko, które jest w Tobe, słowo pisane ma ogromną moc! 🙂

ludzie 2

Poznałam kiedyś człowieka…

Poznałam kiedyś człowieka, dobrego o pięknym sercu…

Ilu cudownych ludzi postawił nam na swojej drodze los, przeznaczenie, przypadek? Nasze życie kształtują wspaniałe spotkania z ludźmi , ze światem, z samym sobą. Ludzie odchodzą, to naturalne, niekiedy bolesne, ale tak jest i nic i nikt tego nie zmieni. Ludzie odchodzą, by być szczęśliwym w innym miejscu, z kimś innym…

Niektórych spotykamy za wcześniej, innych za późno, a jeszcze innych w samą porę.

Są takie osoby, o których nigdy nie zapomnimy. Są ludzie anioły, i tacy, którzy mają diabła za skórą. Ludzie otwarci na świat i Ci, którym ze światem nie po drodze. Wieczni optymiści i Ci , którzy stąpają twardo po ziemi.

Ostatnio bardzo przeżyłam pewne rozstanie. Znam cudowną kobietę, dziewczynę, która się śmieje głośniej ode mnie, ma podobne podejście do życia, dla której liczy się drugi człowiek. Jest w niej tyle empatii, zrozumienia, dystansu do siebie i świata. Przeprowadziła się…. i teraz dzielą nas tysiące kilometrów. Życzę jej szczęścia, uśmiechu losu i by dalej kroczyła swoją ścieżką. I … smutno tu bez niej… Tęsknię do niej… Ale wiem, że gdzieś tam rozbrzmiewa jej śmiech, a ona jest szczęśliwa. Bo czasem trzeba odejść i zacząć wszystko od nowa.

Poznałam kiedyś kobietę o oczach w kształcie migdałów. I…  Kiedy patrzę w jej oczy, to sobie myślę,  że gdybym była facetem, to zakochałabym się w tych jej oczach. Są bystre, mądre i mają w sobie tyle psotnych chochlików i najpiękniejszy zielony kolor.  Chodzimy razem na spacery, pijemy kawę, wino. Rozmawiamy o rzeczach, które nas cieszą, o dzieciach, rodzinie, o tym, że z facetami fajnie się współpracuje, bo są konkretni i nie mają PMS.;-)

Trzydzieści lat temu poznałam moją przyjaciółkę.  Byłyśmy małymi dziewczynkami, które bawiły się razem bobasowymi lalkami,  udając mamy. Pamiętam, że pod bluzkę wkładałyśmy sobie jabłka, które  miały być naszymi dorodnymi piersiami. 😉 I z płatków kwiatów przyklejałyśmy sobie paznokcie. Ale miałyśmy szpony. Grałyśmy w zbijaka i skakałyśmy w gumę, z chłopakami budowałyśmy szałasy. Zakochiwałyśmy się ( na szczęście mamy inny gust i każda w innym chłopaku) , miałyśmy złamane serca i jedna drugą pocieszała. Czasami nie wierzyłyśmy, że będzie lepiej, ale to lepiej przychodziło nie wiadomo skąd.;-)  Czasami mnie opieprza, kiedy coś schrzanię i ja ją, kiedy się nie umaluje do pracy.  Ona mówi, że znamy się jak łyse konie, i wie, że mnie wkurzy tym powiedzonkiem, ale i tak podkreśla  końską łysinę. I przesyła mi  ikonkę żółwia z sercem, którego tak bardzo nie znoszę, ale zawsze parskam śmiechem, bo wiem, że ona wie, że ja tego żółwia to bym…

Poznałam kiedyś mężczyznę ( I uwaga teraz: wszyscy moi ex, będą myśleli, że to o nich;-),  którego lubię słuchać, mądrze gada. I jak coś opowiada, to tak, że chłonie się każde jego słowo.  Odbieramy na tych samych falach. A to ważne podczas przypływów i odpływów.  Lubię jego dystans do siebie i  to, że ma poczucie humoru ( bo ja kocham facetów z poczuciem humoru, za sztywniaków, to ja podziękuję ) i to jego : „Gabrysiu…” – kiedy strzelam focha, a „Gabryśka” tak na co dzień.

Spotkałam kiedyś zapłakaną kobietę, która siedziała na ławce i łkała. Podeszłam do niej, podałam jej chusteczkę. Zawsze serce mi się kraje, kiedy ktoś płacze.  Opowiedziała mi swoją historię.  Ludzie chętnie się przede mną otwierają. Wysłuchałam jej, przytuliłam, może trochę pocieszyłam.  Kiedy odchodziła, uśmiechnęła się do mnie, a ja zdałam sobie sprawę, że na swój sposób jej chociaż trochę pomogłam, a ona mi. Siedziałam jeszcze przez chwilę na ławce i dziękowałam Bogu za to spotkanie. To było kilka chwil, a tyle zrozumiałam, tyle się nauczyłam. Bo przecież mam tak wiele, mam to, o czym inni mogą marzyć. Rodzinę, zdrowie, dach nad głową. Dlaczego tak rzadko, za to dziękuję?

Od kilkunastu lat jestem ze znanym mi mężem, który wytrzymuje moje huśtawki nastrojów, wszystkie: „ tylko ja w tym domu sprzątam”,  „pomóżcie mi, bo oszaleję”, „daj mi spokój”, „przytul mnie”. Moje fochy, rozterki, wahania.  Mój chaos… Który potrzyma za rękę, podpowie, zamilknie, kiedy ja potrzebuję się wygadać. Zrobi zakupy ( jak ja nie znoszę robić zakupów) Da motywacyjnego kopa, kiedy nie chce mi się pisać. Uwielbiam jego spokój naprzeciw mojemu rozwrzeszczeniu. Dziękuję mu za jego miłość. I bywało różnie, ale zawsze do przodu,bo razem.

Poznałam  pewną brunetkę, na lotnisku. Pamiętam jak dziś, lot miał kilkugodzinne opóźnienie, a ja klęłam na czym świat stoi,  ona zachowywała spokój… Dzięki temu opóźnionemu lotowi zaczęła się piękna znajomość. To już dziewięć lat. 😉

I  Ty też stanąłeś na mojej drodze, Nieznajomy. ( to było zanim zostałam mężatką, żeby nie było;-)  Przegadaliśmy razem pół nocy, a ja czułam się, jakbym odgrywała główną rolę w :”Przed wschodem słońca”. A Ty miałeś coś z Ethana Hawka.  Pól przegadanej nocy i koniec historii. Ale ile szczęścia w tej krótkiej znajomości. Bo ja miałam przez chwilę z Tobą swoje niebo.

Jak to powiedział sam Fiodor Dostojewski: “Niekiedy spotykamy ludzi zupełnie nam obcych,którymi zaczynamy się interesować od pierwszego wejrzenia,jakoś raptownie,znienacka,zanim choć słowem się do nich odezwiemy”.

 

Poznałam też Ciebie piękna Kobieto, która czytasz teraz te słowa. Moja Czytelniczko.  Poznałyśmy się na spotkaniu autorskim, albo na Targach Książki, na przystanku tramwajowym, jesteś moją sąsiadką, albo tą nieznajomą, która tak ładnie się uśmiecha.  A może napisałaś do mnie wiadomość?   Dziękuję Ci, za każde ciepłe słowo, o moich książkach, czasami o mnie. Dziękuję, że pofatygowałaś się, by przyjść i się ze mną spotkać, czy też, by napisać do mnie kilka słów. Ile jest w Tobie radości, ale też zadrapań, zranień, rozmyślań. I dziękuję Ci, że niekiedy dzielisz się ze mną tym, co Cię boli i tym, co cieszy…

Spotkałam tylu cudnych ludzi, dzięki którym czegoś się nauczyłam, czegoś doświadczyłam, coś przeżyłam. I tak sobie myślę: ile mam pięknych wspomnień, ile chwil, dzięki którym stałam się lepszym człowiekiem… Żałuję, że niektóre z tych chwil nie trwały dłużej. Zawsze się czegoś żałuje, ale cieszę się, że mogłam je przeżyć. I cieszę się, że Ty pojawiłaś/pojawiłeś się na mojej drodze! Dałaś/dałeś mi trochę swojego słońca. Nauczyłeś coś o gwiazdach, powiedziałaś tyle o Osieckiej. To Ty pokazałaś mi listy Osieckiej do Przybory, bo wiedziałaś, że się wzruszę. Ty się do mnie uśmiechnęłaś, a Ty mnie przytuliłeś i powiedziałeś: “nie becz, maleńka”, a że ze mnie wysoka baba, to to:”maleńka”, tak mnie wzruszyło.  A z kolei Ty powiedziałeś:”fajnie było Cię poznać” i ja wiem, że w tym “fajnie było Cię poznać” zawarte było wszystko. 🙂

Mam nadzieję, że kiedyś spotkamy się znów. Na innej płaszczyźnie rozważań, w innym miejscu, w innym czasie, ale będzie tak samo pięknie!

Ktoś niewątpliwie mądry, powiedział kiedyś, że należy starać się być taką osobą, jaką chciałbyś w swoim życiu spotkać.

Jeśli znajdziesz chwilę, podziel się Twoimi pięknymi spotkaniami z ludźmi…  Będzie mi miło jeśli zostawisz komentarz 😉

 

Zwyczajnosc 6

Do bólu zwyczajna, żeby nie powiedzieć nudna :-)

W związku z tym, że piszę książki  wypadałoby się trochę popromować, i pokazać swoją codzienność.

Piszecie do mnie: “pokaż trochę swojej codzienności”, ” za mało ciebie”. A ja myślę, że w sam raz. Książka przede mną, ja skromniutko truchtam sobie za książką.  Każdy ma inne spojrzenie świata. Są gwiazdy, celebrytki, które świetnie wykreowały siebie w sieci, i chwała im za to. Ja jakoś nie potrafię i też trochę nie chcę, bo też żadna ze mnie celebrytka ani gwiazda, ot zwykła babeczka, która pisze książki.  I tak już trochę przebiłam się przez ten mój mur niechcenia i pstrykam sobie od czasu do czasu selfie. I to nie jest tak, że wrzucam do sieci to pierwsze lepsze. Bo tu mi coś wisi, tam opada, tu drugi podbrócek, a tam dziwaczna mina.  Wybieram to idealne.;-) Ja z książką na kamyku, a w oddali morze, ja “poranna”, ale ta z lepszej strony, bo na drugim profilu odciśnięta poduszka.

Za każdym razem kiedy mam wstawić post, aby trochę się “pokazać” mam ból.

Jestem tak zwyczajna, że nie wiem co, ja mam w tym poście zamieścić. Czy to, że nie jadam jarmużu,ani chia, lunchów, ani branchów.

A zamiast tego drugie śniadanie i bułę żytnią  popijam kefirem. Nie piekę codziennie ciasta, a nawet jeśli upiekę, to krzywo ukroję i na zdjęciu nie wyjdzie takie piękne jak u innych instagramerek. Rozkruszy się, a połowę wchłonę.

                                                 Pierogasy. Wyrób własny. Uwielbiam. Jeśli ktoś chciałby mnie kiedyś gdzieś zaprosić to tylko na pierogi ewentualnie     placki ziemniaczane. Do tego swoiski kubas kompotu 🙂

 

Czy też to, jak stoję w sklepie między półkami i zastanawiam się czy na obiad to makrela czy może halibut?  Głupio tak wyjmować telefon z kieszeni i trzaskać zdjęcia rybom.

Strzeliłam sobie kilka fotek: typu ja pisząca nad brzegiem morza, przy laptopie w piżamie. Co jeszcze?

Doszłam do wniosku, że jestem bardzo zwyczajna i nie ma co publikować ;-). Piszę, czytam, piorę , gotuję czasami gdzieś pojadę, pójdę. Coś mi się głupiego przydarzy. Coś zepsuję, nic nie naprawię. Palnę jakąś głupotę.

I tak jakoś czasu nie mam, żeby to wszystko ogarniać. Posty na fejsie, instagramie… Zastanawia mnie, dlaczego wszyscy inni mają czas, tylko ja w wiecznym niedoczasie. Z doskoku, przyskoku, w biegu. 😉 Chylę czoła przed moimi Administratorkami. Dziękuję Wam Dziewczyny 🙂

Nie pomstuję tutaj na media społecznościowe. To oczywiście złodzieje czasu, a ja wolę ten czas inaczej spożytkować.  Internet coby nie było łączy ludzi. I gdyby nie “internety”, to może nikt, by nie słyszał o moich książkach i nie spotkałabym w realu tylu cudownych ludzi. Nie spotkałabym Was.  Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

Co do transmisji online. Nie lubię.  Wolę gadać na żywo, albo w radio,bez wizji. Czemu? Po prostu jakoś mi z kamerą nie po drodze.;-) I bym się zacinała, dukała. I  mogłoby być” ” yyyyy…”. Ale nie mówię :”nie”. Może kiedyś. Ponoć praktyka czyni mistrza 😉

Podsumowując moje wywody, kilka moich  zdjęć codzieności, żeby nie było 😉

                                                                   Zwyczajny obiad w zwyczajny dzień : czyli mielone z kaszą jaglaną 🙂

 

Tort świąteczny

                Ja

 

Bez filtrów, dodawania kolorów, układania pieroga tak,żeby na zdjęciu wyszedł ładnie. Tak zwyczajnie, jak to u mnie wygląda 😉

Będzie mi miło jeśli zostawisz komentarz .:-*

Już do kupienia!

Zapisz się do listy i pobierz za darmo najnowsze opowiadnie Gabrieli Gargaś pt “Będę na Ciebie czekać”

Copyright 2017 - 2020 Gabriela Gargaś © All Rights Reserved