ludzie 2

Poznałam kiedyś człowieka…

Poznałam kiedyś człowieka, dobrego o pięknym sercu…

Ilu cudownych ludzi postawił nam na swojej drodze los, przeznaczenie, przypadek? Nasze życie kształtują wspaniałe spotkania z ludźmi , ze światem, z samym sobą. Ludzie odchodzą, to naturalne, niekiedy bolesne, ale tak jest i nic i nikt tego nie zmieni. Ludzie odchodzą, by być szczęśliwym w innym miejscu, z kimś innym…

Niektórych spotykamy za wcześniej, innych za późno, a jeszcze innych w samą porę.

Są takie osoby, o których nigdy nie zapomnimy. Są ludzie anioły, i tacy, którzy mają diabła za skórą. Ludzie otwarci na świat i Ci, którym ze światem nie po drodze. Wieczni optymiści i Ci , którzy stąpają twardo po ziemi.

Ostatnio bardzo przeżyłam pewne rozstanie. Znam cudowną kobietę, dziewczynę, która się śmieje głośniej ode mnie, ma podobne podejście do życia, dla której liczy się drugi człowiek. Jest w niej tyle empatii, zrozumienia, dystansu do siebie i świata. Przeprowadziła się…. i teraz dzielą nas tysiące kilometrów. Życzę jej szczęścia, uśmiechu losu i by dalej kroczyła swoją ścieżką. I … smutno tu bez niej… Tęsknię do niej… Ale wiem, że gdzieś tam rozbrzmiewa jej śmiech, a ona jest szczęśliwa. Bo czasem trzeba odejść i zacząć wszystko od nowa.

Poznałam kiedyś kobietę o oczach w kształcie migdałów. I…  Kiedy patrzę w jej oczy, to sobie myślę,  że gdybym była facetem, to zakochałabym się w tych jej oczach. Są bystre, mądre i mają w sobie tyle psotnych chochlików i najpiękniejszy zielony kolor.  Chodzimy razem na spacery, pijemy kawę, wino. Rozmawiamy o rzeczach, które nas cieszą, o dzieciach, rodzinie, o tym, że z facetami fajnie się współpracuje, bo są konkretni i nie mają PMS.;-)

Trzydzieści lat temu poznałam moją przyjaciółkę.  Byłyśmy małymi dziewczynkami, które bawiły się razem bobasowymi lalkami,  udając mamy. Pamiętam, że pod bluzkę wkładałyśmy sobie jabłka, które  miały być naszymi dorodnymi piersiami. 😉 I z płatków kwiatów przyklejałyśmy sobie paznokcie. Ale miałyśmy szpony. Grałyśmy w zbijaka i skakałyśmy w gumę, z chłopakami budowałyśmy szałasy. Zakochiwałyśmy się ( na szczęście mamy inny gust i każda w innym chłopaku) , miałyśmy złamane serca i jedna drugą pocieszała. Czasami nie wierzyłyśmy, że będzie lepiej, ale to lepiej przychodziło nie wiadomo skąd.;-)  Czasami mnie opieprza, kiedy coś schrzanię i ja ją, kiedy się nie umaluje do pracy.  Ona mówi, że znamy się jak łyse konie, i wie, że mnie wkurzy tym powiedzonkiem, ale i tak podkreśla  końską łysinę. I przesyła mi  ikonkę żółwia z sercem, którego tak bardzo nie znoszę, ale zawsze parskam śmiechem, bo wiem, że ona wie, że ja tego żółwia to bym…

Poznałam kiedyś mężczyznę ( I uwaga teraz: wszyscy moi ex, będą myśleli, że to o nich;-),  którego lubię słuchać, mądrze gada. I jak coś opowiada, to tak, że chłonie się każde jego słowo.  Odbieramy na tych samych falach. A to ważne podczas przypływów i odpływów.  Lubię jego dystans do siebie i  to, że ma poczucie humoru ( bo ja kocham facetów z poczuciem humoru, za sztywniaków, to ja podziękuję ) i to jego : „Gabrysiu…” – kiedy strzelam focha, a „Gabryśka” tak na co dzień.

Spotkałam kiedyś zapłakaną kobietę, która siedziała na ławce i łkała. Podeszłam do niej, podałam jej chusteczkę. Zawsze serce mi się kraje, kiedy ktoś płacze.  Opowiedziała mi swoją historię.  Ludzie chętnie się przede mną otwierają. Wysłuchałam jej, przytuliłam, może trochę pocieszyłam.  Kiedy odchodziła, uśmiechnęła się do mnie, a ja zdałam sobie sprawę, że na swój sposób jej chociaż trochę pomogłam, a ona mi. Siedziałam jeszcze przez chwilę na ławce i dziękowałam Bogu za to spotkanie. To było kilka chwil, a tyle zrozumiałam, tyle się nauczyłam. Bo przecież mam tak wiele, mam to, o czym inni mogą marzyć. Rodzinę, zdrowie, dach nad głową. Dlaczego tak rzadko, za to dziękuję?

Od kilkunastu lat jestem ze znanym mi mężem, który wytrzymuje moje huśtawki nastrojów, wszystkie: „ tylko ja w tym domu sprzątam”,  „pomóżcie mi, bo oszaleję”, „daj mi spokój”, „przytul mnie”. Moje fochy, rozterki, wahania.  Mój chaos… Który potrzyma za rękę, podpowie, zamilknie, kiedy ja potrzebuję się wygadać. Zrobi zakupy ( jak ja nie znoszę robić zakupów) Da motywacyjnego kopa, kiedy nie chce mi się pisać. Uwielbiam jego spokój naprzeciw mojemu rozwrzeszczeniu. Dziękuję mu za jego miłość. I bywało różnie, ale zawsze do przodu,bo razem.

Poznałam  pewną brunetkę, na lotnisku. Pamiętam jak dziś, lot miał kilkugodzinne opóźnienie, a ja klęłam na czym świat stoi,  ona zachowywała spokój… Dzięki temu opóźnionemu lotowi zaczęła się piękna znajomość. To już dziewięć lat. 😉

I  Ty też stanąłeś na mojej drodze, Nieznajomy. ( to było zanim zostałam mężatką, żeby nie było;-)  Przegadaliśmy razem pół nocy, a ja czułam się, jakbym odgrywała główną rolę w :”Przed wschodem słońca”. A Ty miałeś coś z Ethana Hawka.  Pól przegadanej nocy i koniec historii. Ale ile szczęścia w tej krótkiej znajomości. Bo ja miałam przez chwilę z Tobą swoje niebo.

Jak to powiedział sam Fiodor Dostojewski: “Niekiedy spotykamy ludzi zupełnie nam obcych,którymi zaczynamy się interesować od pierwszego wejrzenia,jakoś raptownie,znienacka,zanim choć słowem się do nich odezwiemy”.

 

Poznałam też Ciebie piękna Kobieto, która czytasz teraz te słowa. Moja Czytelniczko.  Poznałyśmy się na spotkaniu autorskim, albo na Targach Książki, na przystanku tramwajowym, jesteś moją sąsiadką, albo tą nieznajomą, która tak ładnie się uśmiecha.  A może napisałaś do mnie wiadomość?   Dziękuję Ci, za każde ciepłe słowo, o moich książkach, czasami o mnie. Dziękuję, że pofatygowałaś się, by przyjść i się ze mną spotkać, czy też, by napisać do mnie kilka słów. Ile jest w Tobie radości, ale też zadrapań, zranień, rozmyślań. I dziękuję Ci, że niekiedy dzielisz się ze mną tym, co Cię boli i tym, co cieszy…

Spotkałam tylu cudnych ludzi, dzięki którym czegoś się nauczyłam, czegoś doświadczyłam, coś przeżyłam. I tak sobie myślę: ile mam pięknych wspomnień, ile chwil, dzięki którym stałam się lepszym człowiekiem… Żałuję, że niektóre z tych chwil nie trwały dłużej. Zawsze się czegoś żałuje, ale cieszę się, że mogłam je przeżyć. I cieszę się, że Ty pojawiłaś/pojawiłeś się na mojej drodze! Dałaś/dałeś mi trochę swojego słońca. Nauczyłeś coś o gwiazdach, powiedziałaś tyle o Osieckiej. To Ty pokazałaś mi listy Osieckiej do Przybory, bo wiedziałaś, że się wzruszę. Ty się do mnie uśmiechnęłaś, a Ty mnie przytuliłeś i powiedziałeś: “nie becz, maleńka”, a że ze mnie wysoka baba, to to:”maleńka”, tak mnie wzruszyło.  A z kolei Ty powiedziałeś:”fajnie było Cię poznać” i ja wiem, że w tym “fajnie było Cię poznać” zawarte było wszystko. 🙂

Mam nadzieję, że kiedyś spotkamy się znów. Na innej płaszczyźnie rozważań, w innym miejscu, w innym czasie, ale będzie tak samo pięknie!

Ktoś niewątpliwie mądry, powiedział kiedyś, że należy starać się być taką osobą, jaką chciałbyś w swoim życiu spotkać.

Jeśli znajdziesz chwilę, podziel się Twoimi pięknymi spotkaniami z ludźmi…  Będzie mi miło jeśli zostawisz komentarz 😉

 

Zwyczajnosc 6

Do bólu zwyczajna, żeby nie powiedzieć nudna :-)

W związku z tym, że piszę książki  wypadałoby się trochę popromować, i pokazać swoją codzienność.

Piszecie do mnie: “pokaż trochę swojej codzienności”, ” za mało ciebie”. A ja myślę, że w sam raz. Książka przede mną, ja skromniutko truchtam sobie za książką.  Każdy ma inne spojrzenie świata. Są gwiazdy, celebrytki, które świetnie wykreowały siebie w sieci, i chwała im za to. Ja jakoś nie potrafię i też trochę nie chcę, bo też żadna ze mnie celebrytka ani gwiazda, ot zwykła babeczka, która pisze książki.  I tak już trochę przebiłam się przez ten mój mur niechcenia i pstrykam sobie od czasu do czasu selfie. I to nie jest tak, że wrzucam do sieci to pierwsze lepsze. Bo tu mi coś wisi, tam opada, tu drugi podbrócek, a tam dziwaczna mina.  Wybieram to idealne.;-) Ja z książką na kamyku, a w oddali morze, ja “poranna”, ale ta z lepszej strony, bo na drugim profilu odciśnięta poduszka.

Za każdym razem kiedy mam wstawić post, aby trochę się “pokazać” mam ból.

Jestem tak zwyczajna, że nie wiem co, ja mam w tym poście zamieścić. Czy to, że nie jadam jarmużu,ani chia, lunchów, ani branchów.

A zamiast tego drugie śniadanie i bułę żytnią  popijam kefirem. Nie piekę codziennie ciasta, a nawet jeśli upiekę, to krzywo ukroję i na zdjęciu nie wyjdzie takie piękne jak u innych instagramerek. Rozkruszy się, a połowę wchłonę.

                                                 Pierogasy. Wyrób własny. Uwielbiam. Jeśli ktoś chciałby mnie kiedyś gdzieś zaprosić to tylko na pierogi ewentualnie     placki ziemniaczane. Do tego swoiski kubas kompotu 🙂

 

Czy też to, jak stoję w sklepie między półkami i zastanawiam się czy na obiad to makrela czy może halibut?  Głupio tak wyjmować telefon z kieszeni i trzaskać zdjęcia rybom.

Strzeliłam sobie kilka fotek: typu ja pisząca nad brzegiem morza, przy laptopie w piżamie. Co jeszcze?

Doszłam do wniosku, że jestem bardzo zwyczajna i nie ma co publikować ;-). Piszę, czytam, piorę , gotuję czasami gdzieś pojadę, pójdę. Coś mi się głupiego przydarzy. Coś zepsuję, nic nie naprawię. Palnę jakąś głupotę.

I tak jakoś czasu nie mam, żeby to wszystko ogarniać. Posty na fejsie, instagramie… Zastanawia mnie, dlaczego wszyscy inni mają czas, tylko ja w wiecznym niedoczasie. Z doskoku, przyskoku, w biegu. 😉 Chylę czoła przed moimi Administratorkami. Dziękuję Wam Dziewczyny 🙂

Nie pomstuję tutaj na media społecznościowe. To oczywiście złodzieje czasu, a ja wolę ten czas inaczej spożytkować.  Internet coby nie było łączy ludzi. I gdyby nie “internety”, to może nikt, by nie słyszał o moich książkach i nie spotkałabym w realu tylu cudownych ludzi. Nie spotkałabym Was.  Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

Co do transmisji online. Nie lubię.  Wolę gadać na żywo, albo w radio,bez wizji. Czemu? Po prostu jakoś mi z kamerą nie po drodze.;-) I bym się zacinała, dukała. I  mogłoby być” ” yyyyy…”. Ale nie mówię :”nie”. Może kiedyś. Ponoć praktyka czyni mistrza 😉

Podsumowując moje wywody, kilka moich  zdjęć codzieności, żeby nie było 😉

                                                                   Zwyczajny obiad w zwyczajny dzień : czyli mielone z kaszą jaglaną 🙂

 

Tort świąteczny

                Ja

 

Bez filtrów, dodawania kolorów, układania pieroga tak,żeby na zdjęciu wyszedł ładnie. Tak zwyczajnie, jak to u mnie wygląda 😉

Będzie mi miło jeśli zostawisz komentarz .:-*

praca mama

Czasami odlatuję

Lecę.

Czasami odlatuję. Latam od rana między jednym pokojem a drugim.

Między łazienką a kuchnią.

Między  przytulakiem, a krzykiem : „wstawajcie, znów się spóźnimy”

Między przypalonym naleśnikiem, a filiżanką kawy wypitą w pośpiechu.

Od rana wznoszę się na wyżyny mojego zorganizowania.

Lecę do szkoły, pracy,  na dodatkowe zajęcia: piłki, karate. Do pisania książki też skądś przylatuję.

Ląduję i piszę.  Piszę, ale nie zawsze spokojne to moje pisanie jest, bo mnie gdzieś niesie.

Bo przecież pranie trzeba wstawić, potem obiad ugotować, i jeszcze w międzyczasie odkurzyć.

Robię sobie przerwy w pisaniu i latam po domu spoglądając tęskno na uciekające minuty.

Bo wyznaczyłam sobie plan – piętnaście tysięcy znaków, a jest osiem.

I latam i z tego mojego latania większy zamęt niż bym tak nie latała.

Bo domestos wylałam i śmierdzi w całym domu.  Odkręcałam nakrętkę  w innym pokoju, w którym  okno otwierałam, żeby nie śmierdziało i kapnęło na wykładzinę i  teraz mam nakrapianą. I trzeba wymienić.

Bo psioczę pod nosem, a gdybym tak nie latała, to bym nie psioczyła.

I wybiegam do pracy z jednym okiem nieumalowanym, tak, zdarzyło mi się. A miałam dzisiaj, wczoraj, przedwczoraj i tydzień temu zrobić perfekcyjny makijaż. Nie zrobiłam.

* Grafika: znalezione w necie

 

W gruncie rzeczy już taka jestem, zalatana. Jak większość z Was.

Lubię moje zalatane życie.

Wznoszenie ku niebu, kiedy odlatuję.

W weekend zwalniam. Już w piątek wieczorem ląduję.

Pozwalam sobie doładować akumulatory.

Delektuję się kawą. To jakiś serniczek upiekę. To pojedziemy na rowerową przejażdżkę, to pokokosimy się dłużej w łóżku.   To ogródek wypielę.  A wieczorem sobie poczytam.

Lubię zalatane dnie i spokojne soboty, leniwe niedziele. Bo gdybym tego wszystkiego, co dzieje się w moim życiu nie lubiła, to bym przecież to walnęła w kąt. Bo zawsze można coś zmienić. A ja nie chcę zmienić.

 

* Grafika znaleziona w necie

Przypomina mi się moja babcia, która wstawała o czwartej rano, by nalepić ponad dwieście pierogów dla wnuków. W wakacje u babci było zawsze tłoczno. Przyjeżdżaliśmy do niej na lipiec i sierpień gromadnie. Było nas kilkanaścioro. I babcia całą tę gromadę ogarniała. Od czwartej rano w tym swoim zalataniu, lepieniu, uśmiechała się pod nosem, śpiewając piosenki i pieśni maryjne.  Sypiąc mąkę na stolnicę obkręcała się przy tym, w takt swoich piosenek. Koło południa zawsze prała,  w starej poczciwej Frani. A myśmy pomagali jej wywieszać na sznurkach w ogrodzie to pranie. Pieliła ogródek, robiła zakupy i przetwory na zimę. Kilkadziesiąt słoików ogórków, kompotów, marmolad stało w jej spiżarni. A kiedy wnuki odjeżdżały każdy dostawał po kilka słoików babcinych przetworów. Służyła dobrą radą. Robiła dla nas namioty z puchatych pierzyn. Kiedyś ją zapytałam:

– Cały czas w ruchu, w biegu. Nie chciałabyś zwolnić?

– Ale co w tym złego, kiedy ja lubię.

Pa, odlatuję. Dziś spokojnie, bez nerwówki, będę piec .;-)

mlode

Ja, Kobieta!

Dziś Dzień Kobiet. I jedni mówią: “a takie święto, relikt z czasów PRL-u”. Niektórym kojarzy się z goździkami, kawą lub rajstopami wręczanymi Paniom. A ja lubię  8 marca, i dla mnie to nasze Święto, Święto Kobiet.

Chciałabym Ci tyle powiedzieć… Jesteś fajną babką! I nie muszę Ci tego mówić, bo zapewne o tym wiesz. Musisz to wiedzieć. Bo jak nie, jak tak. Spójrzyj w lutro. Wszystko na miejscu. No dobra, tutaj ciut za dużo, a tu za mało. ALe ogólnie jest na plusie i nie mówię o dodatkowych kilogramach. To nasze złote serca tyle ważą. 🙂 Tyle osiągnęłaś. Codziennie zmagasz sie z małymi i dużymi problemami. Jesteś pracownikiem biura, albo pisarką, albo psycholożką, albo panią dyrektor, albo nauczycielką, albo mamą na urlopie macierzyńskim. Gotujesz, pierzesz, sprzątasz. Przytulasz, całujesz, pocieszasz. Niekiedy masz dość, strzelisz focha. Jesteś 100-procentową kobietą!

Pozwolę sobie zacytować fragment mojej książki, to takie życzenia dla Ciebie:

Najważniejsze, o czym musisz pamiętać, to żeby być sobą. Nie daj się innym ludziom, którzy nieraz na pewno powiedzą, że z tobą jest coś nie tak. Bo przecież znajdą się tacy, którym coś w tobie nie będzie pasowało. Przeczytałam kiedyś, że ludziom niekiedy przeszkadza trzepot anielskich skrzydeł. Tak to już jest. Ale ty masz się nie dawać. Masz kroczyć swoją ścieżką i nie słuchać złych doradców. Pamiętaj,że na całym świecie nie ma drugiej takiej jak ty.
– Czyli jestem wyjątkowa?
– Jeszcze w to wątpisz? Twoje marzenia, wyobrażenia, wizja świata, twoje ciało, myśli, spostrzeżenia… to wszystko jest niepowtarzalne,twoje. Zapewne popełnisz w życiu kilku głupstw. Ale kto ich nie popełnił? Zapewne nieraz będziesz się na siebie wkurzać. Nieraz wylejesz morze łez. Ale o wszystko będzie twoje i czegoś cię nauczy. A czasami nie. Niekiedy kilka razy się podtopisz, niekiedy wywalisz na tym samym zakręcie trzeci czy któryś tam raz. Niekiedy zaufasz niewłaściwej osobie. Ale takie właśnie jest życie. Niesprawiedliwe? Sprawiedliwe, pewnie, że tak… Czegoś musimy się od tego życia nauczyć. Czasami nie zgodzimy się z tymi naukami. Pamiętaj, że wiele potrafisz i wiele możesz. Nigdy nie przestawaj słuchać swojego serca.

Gabriela GargaśWieczór taki jak ten

Słuchaj swego serca… Serce,  kobieca intuicja i życzliwi przyjaciele, to najlepsi doradcy.

Mam to szczęście, że poznałam wiele interesujących kobiet, które stanęły na mojej drodze.  Oczywiście były też takie kobiety, z którymi było mi jakoś nie po drodze. Plotkary, malkontentki, i te ze skwaszoną miną. Te, które utopiłyby mnie w łyżce wody. Albo po prostu nie było między nami tego :”czegoś”, ale nie o tym ,tutaj.

Spotkania z niektórymi kobietami, sprawiły, że nie mogłam przestać się uśmiechać, z innymi, że doceniłam to co mam. Niektóre rozmowy mnie zmotywowały do działania, inne  spowodowały, że niekiedy zwolniłam.

Moja mama i babcia to kobiety, które mnie ukształtowały. Kobiety, silne, ale o gołębich sercach. Wrażliwe na sztukę, piekno, przyrodę, otaczający świat. Kobiety, które kocham!

Dzięki spotkaniom autorskim , wyjazdom na Targi Książki również poznałam mnóstwo sympatycznych, empatycznych kobiet. Niektóre z Was opowiedziały mi tyle o sobie… Dziękuję za każde spotkanie, każde ciepłe słowo, każdy uśmiech. Dziękuję za wzruszenia. I jak tu Was nie kochać. Moje Kobiety, Czytelniczki!

Ostatnio prowadzę rozmowy w formie audio ( podcasty) . Te rozmowy są dla Was, ale i po trosze dla mnie. Ile wniosły dobrego do mojego życia!

Klik tutaj, by odsłuchać wywiadów, które sprawią, że inaczej spojrzysz na swoje życie: Taka jak Ty – rozmowy

Sylwetki Kobiet, z którymi rozmawiałam :

Jolanta Radomska znana , jako Pani Niteczka. Na co dzień zmaga się z nieuleczalną chorobą swoją i syna, a mimo tego nie rezygnuje z marzeń. Jola była motorniczą, dopóki nie zdiagnozowano u niej stwardnienia rozsianego. Gdy stwierdzono jej całkowitą niezdolność do wykonywania zawodu i odmówiono przyznania renty, nie poddała się. Mimo swojej choroby i rzadkiej genetycznej choroby dziecka z niezwykłą siłą i godnością walczy z przeciwnościami losu, a jej pasją i formą rehabilitacji stało się tworzenie i projektowanie zabawek.

Monika Piątczak – mama dwóch córek, pielęgniarka w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu. Pracuje na Oddziale Mechanicznego Wspomagania Krążenia i Transplantacji Serc. Wolontariuszka Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej. Uczestniczka misji w Sudanie, Kenii, Nepalu, Gruzji i na Ukrainie. Ryzykuje swoje zdrowie i życie, aby nieść pomoc innym. Monika pomaga ofiarom kataklizmów i wojen. Nie waha się ruszyć na koniec świata, jeśli ktoś potrzebuje pomocy. Monika Piątczak nie kupuje sobie karnetu na basen ani kurs angielskiego, bo nigdy nie wie, gdzie będzie następnego dnia. Liban? Bośnia? Nepal?

Rozmawiamy o trudnych wyborach i o tym, że czasami warto wszystko postawić na jedną kartę.

Monika nie raz słyszała od ludzi : „Po co ci to?”, „To niebezpieczne”, ale mimo to podążała za głosem serca.

“Mam serce w dwóch zakątkach świata” – Monika Piątczak

Basia Stępień żyła w Paryżu, jechała na dachu pociągu przez Ekwador, spała w mongolskiej jurcie… Zobaczyła, że są rzeczy, o których nie miała pojęcia. Potem przeczytała Alchemika. To była jej książka. Wtedy spotkała Paula Coelho. Rozmawiali przez dwanaście godzin. “Powiedziałam mu, że nie mam ani wydawnictwa, ani pieniędzy, ani pojęcia o handlu. Usłyszałam: “Dobrze, wobec tego weź te prawa. Możesz wydać “Alchemika” pod jednym warunkiem: że sama go przetłumaczysz”. Przetłumaczyła. Wróciła do Warszawy i założyła wydawnictwo “Wierzy, że w życiu nie ma przypadków.

Agata Komorowska – mama, pisarka, wykładowca.

Kiedyś właścicielka dużej agencji reklamowej, walcząc z depresją przeszła rewolucję: rozwiodła się z mężem, oddała firmę, zmieniła zawód i kolor włosów.

Obecnie samotnie wychowuje nastoletniego Aleksa, Krystiana z zespołem Downa, adoptowaną Adę i Michała, dla którego jest mamą zastępczą.

W jednym z wywiadów powiedziała: „Na świecie żyje wielu martwych ludzi. Myślę, że największą grupę wśród nich stanowią kobiety. Ponieważ mamy naturalną skłonność do poświęcania się. Często spychamy swoje potrzeby tak głęboko, że już nie wiemy, kim naprawdę jesteśmy – a bez tego życie staje się po prostu ciągiem powtarzających się czynności. Codziennie to samo. Codziennie na drugim, trzecim i piątym miejscu. W końcu pękamy. Niektóre na tysiąc kawałków”. I u niej w życiu pojawił się taki moment, że rozsypała się na drobne kawałki. Pozbierała się, pokonała depresję,  bierze życie za rogi, cieszy się z każdego dnia, chociaż jak sama mówi: „cierpi na niedoczas”.

Magdalena Makarowska – dietetyk, biotechnolog. –Właścicielka gabinetu dietetycznego Centrum Natura w Łodzi. Autorka serii poradników o zdrowym odżywianiu: “Jedz pysznie, chudnij cudnie”, a także projektu edukacyjnego: “Rosnę zdrowo, bo wiem co jem”.  Gość programów DDTVN i Pytanie na śniadanie, oraz wielu audycji radiowych na temat zdrowego odżywiania. Certyfikowany Członek Zwyczajny Polskiego Stowarzyszenia Dietetyków ze statusem Dordca Żywieniowy oraz Polskiego Towarzystwa Dietetycznego.

Na co dzień zajmuje się układaniem indywidualnych planów dietetycznych zarówno dla dzieci jak i dorosłych, dla osób z problemami z nadwagą oraz przy problemach zdrowotnych.
Pasjonatka diet roślinnych.

Nie ma ludzi, którzy mają TYLKO nadwagę. Nadmiernej tuszy zawsze towarzyszą schorzenia, które dodatkowo wyniszczają organizm” – mówi Magdalena Makarowska.

Nie sztuką jest schudnąć, sztuką jest nie przytyć” – Magdalena Makarowska z książki: “Dieta bikini”.

Agnieszka Stankiewicz – Kierus – Dyrektor Wydawnicza z Wydawnictwa Kobiecego. Ogarnia cały babiniec w wydawnictwie, tworzy wizję Wydawnictwa, wydającego książki, które chce się czytać. Wyszukuje gorące tytuły do wydania.

Wydawnictwo Kobiece, które jest jej “dzieckiem” to zespół zaangażowanych osób, którzy kochają czytać i znają potrzeby współczesnego Czytelnika. Hasłem przewodnim Wydawnictwa Kobiecego jest : “bo z książką kobiecie do twarzy!”

Wydawnictwo Kobiece zostało założone przez kobiety, a jego misją jest dostarczenie unikalnych,  niebanalnych i intrygujących książek tworzonych przez kobiety i dedykowanych dla kobiet.

 

A wiesz… No pewnie, Ty dużo wiesz… 🙂 Że miłośc też jest kobietą 🙂

“Miłość jest kobietą.
Tylko kobieta może być dość silna, by pokonywać przeciwności losu.
Miłość to ona, ta, tej, owej.
Miłość czasem płacze od nadmiaru wzruszeń, z wypiekami na twarzy.
Jej wszystko wolno, nie pyta o wiek, o stan cywilny.
Gruba, chuda, ładna, brzydka, wysoka, niska – tylko nie byle jaka.
Miłość nie znosi bylejakości. Szkoda jej czasu na coś, co nie jest pierwszego gatunku

Miłość, ty 100- procentowa Babo! 🙂 “.

                                                          Grafika: ONA CZYTA
 – Jak to jest być kobietą i nie zwariować? – zapytał mnie jeden pan podczas wywiadu.
– A dlaczego mam nie wariować? Wariuję każdego dnia 🙂
Taka Jak Ty - baba grafika

Najlepiej się nie przejmować

„Prawda jest taka, że ludzie mogą Cię za wszystko nie lubić

Za Twoje szczęście lub jego brak

Za pieniądze, wieloletni związek lub łóżkową przygodę

Za wakacje za granicą lub kilka dni za miastem

Mają zdanie o wszystkim na Twój temat, że za dobrze zarabiasz lub za mało

Mogą nie lubić Cię za wszystko, tylko dlatego, że sami siebie nie lubią”

Oceniają Ciebie znając tylko koniec historii, nie wiedzieli jak było na początku i co w środku.

Nie widzą swoich słabości, ale widzą zło tego świata.

A wystarczy spojrzeć na siebie i zobaczyć co jest prawdą , a co fałszem.

Nie przejmuj się, kiedy usłyszysz o sobie nieprawdziwe plotki, bo plotki wymyślają ludzie, których zżera zazdrość.

Słyszałaś, o tym, że ludzie i pięknego pogrzebu mogą zazdrościć?

Czasem zapewne brakuje Ci tchu, by wziąć te wszystkie plotki, zranienia i rozczarowania na jeden wdech, ale czasami lepiej jest , kiedy sobie porządnie westchniesz.

Na szczęście są też tacy ludzie, przy których czujemy się dobrze, którzy rozjaśniają nasz świat swoim uśmiechem.

Taka Jak Ty - baba grafika

Przedstawiam Ci Kobietę Taką jak Ty

Przedstawiam Ci kobietę Taką jak Ty.

Nazwij ją imieniem jakim chcesz.  Może być mamą dwójki dzieci, albo singielką, kochanką, żoną, rozwódką.

Kobieta Taka jak Ty, czasami wszystkiego nie ogarnia. ( Choć przeważnie ogarnia: zakupy, dom, dzieci, rachunki, pracę). Czasami strzeli focha.

Zakocha się na amen.

Upadnie. Jest niekiedy słaba, z pociągającym nosem i zaczerwienionymi od płaczu oczami. Poleży sobie  w łóżku, popłacze w poduszkę, a kiedy się podniesie  będzie góry przenosić. Każdy upadek sprawia, że rodzi się w niej siła. Powstaje, niezniszczalana.

Niekiedy ma ochotę uciec. Czasami  strzeli drzwiami i gdzieś sobie pójdzie, by za chwilę powrócić.

Od czasu do czasu pije wino, aby mogła zaakceptować rzeczy, których nie jest w stanie zmienić.

Myśli jedno, robi drugie, przeczuwa trzecie a o czwartym mówi.

Zna wszystkie daty urodzin, rocznic, imienin swoich bliskich.

Czasami do znudzenia powtarza : “a nie mówiłam”. Bo przecież mówiła tyle razy.

W szafie ma posortowane ubrania na te:  “w które się zmieści, kiedy schudnie “, “do chodzenia po domu”, ” nie założyłam tego od lat, ale kiedyś będę w tym chodzić” , ” ciuchy do pracy”, ” małe czarne”.

Doskonale wie czego chce, dopóki nie zmieni zdania.

Kocha książki.  Dotykać, wąchać, czytaaaaaaćććć!

Poza domem : szpilki, sukienka, rozpuszczone włosy. W domu: dresy, bambosze, włosy związane w kucyk.

Czasami ma takie dni,  że nic ją tak nie denerwuje, jak wszystko.

Niekiedy ma ochotę krzyknąć:”odczepcie się ode mnie” , ale przemilcza sprawę.

W tym roku zgubiła już trzecią parę rękawiczek. 😉

Dużo chce. Czasem za dużo robi, innym razem za mało.

Nie wyszło jej kilka razy, choć tak bardzo się starała.

Niepotrzebnie się przejmowała.

I ma takie dni, że lepiej do niej nie podchodź.  “Nie mów do mnie, bo jak coś powiesz”…

Kocha. Jak ona potrafi kochać. I serce na dłoni, Ci niesie. Nie zrań tego serca.

Jak nie wie, jak wie. Wie najlepiej. Oj, tam niekiedy się pomyli. Ale pomyłki przecież się zdarzają.

Czasem wygląda. Och, jak ona pięknie wygląda. Innym razem nie wygląda. Bo bez “make -upu”, bo w rozciągniętym dresie, bo jej sie nie chce włosów myć.

I czasem wszystko jest nie tak i z rąk leci. A niekiedy wszystko idzie jak z płatka.

Raz gorzej, raz lepiej jak to w życiu.

Prawo, lewo, lewo , prawo. Północ, południe. Nieważne gdzie, nieważne dokąd, byle przed siebie. Z podniesioną głową, z wypiętymi do przodu cyckami. W szpilkach, trampkach, niekiedy boso. Cudnie jest tańczyć boso na łące. Kiedy trawa mokra jest od porannej rosy.

Kobieta taka jak Ja czy Ty nie pozwoli, by ktoś gasił jej blask, tylko dlatego, że razi go w oczy!

 

P.S  Kto jeszcze nie czytał zapraszam do lektury książki :”Taka jak Ty”

*Grafika : Piotr Kowalczyk

podcast-artwork-2-800px

Niespodzianka została odkryta

Moi Drodzy,

nadszedł czas, by odkyć moją niespodziankę.

Projekt nad którym obecnie pracuję, to rozmowy w formie audio (tzw. podcast), które będę przeprowadzała z różnymi gośćmi. Spotykam na swojej drodze  wiele ciekawych, fantastycznych osób, żałuję niekiedy, że tylko ja słyszę ich historie. Ludzie Ci mają często wiele ciekawych i mądrych rzeczy do powiedzenia. To dlatego zdecydowałam się dla Was prowadzić  podcast, abyście i Wy mogli posłuchać ich opowieści.
 Cykl rozmów będzie nosił tytuł : “Taka jak Ty”.  Jedną z książek mojego autorstwa, którą bardzo lubicie jest książka : „Taka jak Ty”, właśnie o codziennym życiu każdej z nas. O kobietach, które mają czasami wszystkiego dość, które tupną nogą, które ciężko pracują, które wspinają się po szczeblach kariery, a w domu są mamami i żonami. O kobietach stojących przed trudnymi wyborami, tymi ze złamanym sercem i tymi szczęśliwie zakochanymi.

Wpisujcie w komentarzach swoje pytania , sugestie a chętnie na nie odpowiem lub na ich podstawie zrealizujemy dla Was jeden z odcinków. 🙂

Do swoich audycji będę zapraszała ludzi znanych i tych mniej znanych. Będziemy rozmawiali na przeróżne tematy:
  •  o pisaniu i wydawaniu książek
  •  o życiu
  • o spełnianiu marzeń
  • o inspiracjach
  • o sprawach typowo “babskich”
  • o tym co cieszy, a co smuci

Chciałabym Ci serdecznie podziękować za wsparcie, które od Ciebie otrzymuję na każdym kroku. Bez niego byłoby mi dużo trudniej pisać dla Ciebie książki i tworzyć nowe projekty. Chciałabym również wspomnieć, że nagrywanie rozmów do podcastu nie oznacza końca pisania książek. Już wkrótce ukaże się nowa książka :”Minione chwile” ( 04.04.2018). Zapraszam do czytania 🙂

Rozmowy z moimi gośćmi będą już wrótce dostępne, kompletnie za darmo, specjalnie dla Ciebie, zarówno na moim blogu, jak i na platformach podcastowych, takich jak:

  • iTunes
  • Sticher
  • etc

Rozmów można słuchać bezpośrednio z Internetu, albo ściągnąć sobie na komputer / telefon i słuchać w wolnym czasie, w samochodzie, podczas spaceru, biegania, sprzątania, gotowania obiadu lub kiedykolwiek się chce.

Jeśli chcesz dowiedzieć się kiedy odbędzie się emisja pierwszego odcinka i jeszcze tego nie zrobiłaś, zapisz się do newslettera, zostaw swój adres mailowy i imię w formularzu (dostępne na stronie bloga i w każdym poście), a dostaniesz email z powiadomieniem kiedy pierwszy odcinek będzie dostępny.

 

Kolejne odcinki podcastu będą dostępne na blogu oraz pod tym adresem: https://gabrielagargas.pl/taka-jak-ty-podcast

 

Artwork podcastu:

 
zima_czas_odwiecznego_2013-11-23_13-13-46

Zimą mi się nie chce… Wyglądać pięknie.

Ponoć istnieją dwa rodzaje kobiet, te które zimą, mimo mrozu, doskwierającego zimna wyglądają pięknie. W krótkich futerkach, odpiętych kurteczkach, spódniczakch, drepczą niczym nimfy przeskakując oblodzenia. W długich kozaczkach na szpilce, kroczą dumnie. Nie straszny im śnieg, lód, ani mróz. I te, które wkładają puchowe kurtki i włochate czapy.

Ja zaliczam się do tych drugich.
Szczególnie zimą nie chce mi się być piękną.(Kiedyś mi sie chciało). Dziś stawiam na wygodę i żeby mi było ciepło: w uszy, ręce, dupsko.
Kozaki, na grubej podeszwie z futerkiem, kurtka sięgająca kolan, puchowa, cieplutka. Czapkę wkładam już jesienią i noszę do wczesnej wiosny. Szalik obkręcam dookoła szyji coby mnie nie owiało.
Idę sobie dumnie i jest mi ciepło i wygodnie. 🙂 Czasy kusych kurteczek odsłaniających nerki i zdejmowania czapki, gdy tylko mama nie widzi, bezpowrotnie minęły.

A kiedyś… Kiedyś może mi się jeszcze zachce.

odpuścić 2

Czasami po prostu odpuść

I po, co się wkurzasz?
Że nie odpisał, a powinien odpisać.
Że ktoś nadepnął ci na odcisk.
Że kawa lura, a powinna być mocniejsza.
Że w domu bałagan.
Że pada, a mogło przecież świecić słońce.
Że to, że tamto.
Że mogłoby być lepiej.
Że Kryśka leży do góry brzuchem, a Ty zasuwasz jak dziki osioł.
Że kolejna zmarszczka i siwy włos.
Że wciąż nie dopinasz się w sukienkę, w którą miałaś się dopiąć latem. Zima za pasem, a Ty wciąż na wdechu, zamiast na wydechu.
Setki „dram” bez potrzeby, a weź kobieto, wrzuć na luz. Odpuść sobie, innym, światu.
To co, że nie odpisał, widocznie nie jest taki fajny jak myślałaś. Jak to mówią :”tego kwiatu to pół światu” . I znajdzie się jeszcze taki, który będzie do Ciebie pisał i kwiaty słał i na rękach nosił. Choćby w Twoich snach, ale będzie.


Ktoś Ci na odcisk nadepnął? Przyklej plaster i zasuwaj do przodu.
Kawa lura, nie musisz dopijać, zamów nową.
W domu bałagan? Może ktoś wreszcie posprząta i tym „ktosiem” nie będziesz ty. A jeśli nikt nie posprząta? Świat się nie zawali.
Że to i tamto też. I dobrze, że tyle jest. Bo wiesz, że żyjesz.
Mogło być lepiej, a mogło też gorzej.
A Kryśka leży i leży i tyłek jej rośnie, a ty latasz to tu i tam i przynajmniej Ci się wydaje, że chudniesz w oczach. 😉
I co tam zmarszczki i siwy włos, jesteś piękna, bo wyjątkowa, jedyna w swoim rodzaju. Fajna babka z Ciebie jest.
Mówią, że kochanego ciała nigdy nie za dużo, a zresztą kolejne lato przed Tobą.
Szkoda Twoich nerwów na ludzi, których i tak nie zmienisz, na sytuacje, na które nie masz wpływu. Na przejmowanie się głupotami.
Ale powiem Ci, tak między nami, że też czasami mam ochotę zawinąć się w koc i udawać, że mnie nie ma. 🙂

ile waży matka

Najlepiej zacząć od poniedziałku …

Od poniedziałku dieta. Nie od tego, to od następnego. Za miesiąc Święta, to się nie opłaca brać za odchudzanie.

Z nowym rokiem, nowym krokiem. Tak, wtedy. Od nowego roku wezmę się za siebie. Do lata zrzucę zbędny balast. Będę wyglądała jak modelka. No może nie jak modelka, a szczupło… Pięknie. Włożę tę zwiewną sukienkę i będę w niej pląsała na łące. Motylem byłam, ale utyłam… Nie, wróć. Motylem to ja dopiero będę.  Wiotka niczym źdźbło trawy.

Tak to moje postanowienie noworoczne.

I zaczynasz z wybiciem północy. Może nie tak drastycznie, po pierwszym stycznia.  Tydzień wcześniej najadasz się, bo potem tylko dwa liście sałaty i szklanka wody, bo trzeba wyczyścić szafki ze zbędnych słodyczy, co by potem nie kusiło. Idzie Ci dobrze, ale już w sobotę  Twoja silna wola bierze w łeb, bo upiekłaś ciasto. Jak tu nie skubnąć odrobinki? I zaczynasz jeść. Bo to, bo tamto.

No dobra, od poniedziałku, to już na bank. Nie od tego, od następnego…

A może wcale nie jest tak źle.  Może Twoja waga kłamie, a może jesteś mamą i Twoje złote serce waży naprawdę dużo ? 😉

 

„Od poniedziałku dieta – postanowiła pewnego dnia Mariona.

Tęsknym wzrokiem spoglądała na spodnie numer trzydzieści sześć. No dobra, na to nie ma szans, ale roz­miar czterdzieści ją zadowoli. Czterdzieści dwa to już przesada. Rozebrała się do naga i stanęła przed lustrem. Uda. No, miała te udka, żeby nie rzec udziska. I dupsko też konkret. Usiąść było na czym. Wałeczki na brzuchu sztuk dwie, kiedy stała, kiedy usiadła, ilość wałeczków wzrosła do sześciu.

– Cholera! – zaklęła. Nie ma co lamentować, musi się wziąć w garść. Ścisła dieta i treningi przyniosą zapewne efekty. Nie ma nic lepszego od ruchu.

Ubrała się i wyszła z łazienki. Włączyła komputer i obejrzała strony sławnych trenerek. Zdjęcia dziewczyn

przed serią treningów i po niej – jak już widać było pierwsze efekty.

– One mogą, to ja też – powiedziała. – Do lata schud­nę. Latem trzeba włożyć kieckę albo spodenki, a co naj­gorsze, jeśli Witkowi wpadnie do głowy wyjazd nad mo­rze, to i strój kąpielowy.

Postanowiła zacząć dietę i ćwiczenia od poniedziałku. Przed nią weekend, a więc może sobie pofolgować. Na­jadła się na zapas. Wypiła pół butelki wina.

W poniedziałek zaprowadziła chłopców do szkoły i przedszkola, wciągnęła na dupsko dres, odpaliła YouTube’a i wpisała: „Ćwiczenia na spalanie tłuszczu”. W okienku po­jawiła się długa lista. Kliknęła na pierwszy film z Mel B. Od razu przypomniały jej się „Spicetki”. Zaczęła podskakiwać razem z Mel i pięknymi dziewczynami, które z nią ćwiczyły. Wymach jedną nogą, potem drugą. Kopnęła suszarkę z pra­niem, która wywróciła się na podłogę.

– Wszystko sprzysięga się przeciwko mnie – burknęła.

Zatrzymała filmik. Podniosła suszarkę, po czym prze­sunęła ją na prawo, aby mieć więcej miejsca i ponownie w nią nie kopnąć. Włączyła filmik. Pajacyki. Sekundy mijały, a ona czuła się, jakby zaraz miała wypluć płuca. Dzwonek do drzwi.

– O, dzięki ci, Boże!

Na chwilę mogła przestać ćwiczyć. Odebrała pacz­kę od listonosza i przystąpiła do kolejnych ćwiczeń. Pot spływał jej po plecach, a ona miała ochotę jęczeć. Potem było jeszcze gorzej. Mel B się położyła, ona wraz z nią. Brzuszki. O, rany, ledwo mogła się podnieść z podło­gi i wykonać skłon. Po chwili było ciut lepiej, ale nie

wykonywała tych ćwiczeń z uśmiechem na twarzy i w ta­kim tempie, jak trenerka i inne dziewczyny z filmu.

– Ile jeszcze, ile jeszcze? – jęczała pod nosem.

Spojrzała na monitor. Do końca treningu pozostało dwadzieścia minut.

– O, ja pierdolę! – zaklęła. – Nie dam rady.

Dasz, dasz – jakiś cichutki głosik szeptał jej do ucha.

I skakała, wymachiwała nogami, rękami, skłaniała się do przodu, biegała w miejscu, dyszała, pot już pojawił się na czole i nosie, a włosy miała mokre. Oponka podczas podskoku falowała.

– Zniszczę cię! – powiedziała, oczywiście do wałecz­ków na brzuchu, nie do Mel B.

Padła pięć minut przed końcem treningu. Leżała na zim­nej podłodze jak rozpłaszczona żaba. Dała radę, no, prawie…

Kiedy ochłonęła, weszła do kuchni i zrobiła sobie lek­ką sałatkę. Zjadła z apetytem.

– Nowa ja – powiedziała z zadowoleniem do siebie. I jakby lepiej się poczuła, od razu lżej i smuklej.

Wieczorem jednak zapomniała się i zjadła kilka ka­wałków pizzy, którą zamówił Witek.

– Cholera i po co te podskoki?

Ale skoro już była pizza, to może jeden wafelek na deser nie zaszkodzi… i lampka wina. A jutro, jutro zacznę wszystko od nowa…” – fragment książki „Taka jak Ty” – Gabriela Gargaś

 

Copyright 2017 - 2018 Gabriela Gargaś © All Rights Reserved