gabi 18 lat

O tym, jak chciano podreperować mój wizerunek!

Nie wiem od czego zacząć. Nawet początek nie jest taki oczywisty, jak mi się na początku zdawało. A w życiu to mi się już wiele zdawało, wydawało i przejechałam się nie raz, ani nawet nie dwa razy😉

Jakiś czas temu jedna Pani napisała do mnie, że mam potencjał. Cudnie słyszeć, że człowiek ma światu coś do zaoferowania . Podziękowałam pięknie , a Pani, że mnie wykreuje. Bo ja to “marka” sama w sobie, ale…. I tutaj zaczęło się: bo posty powinny być inne i zdjęcia inne i to i tamto. Podziękowałam pięknie po raz drugi, ale nie skorzystałam z usług, bo nie czuję się marką, po prostu kobietą, która dla Was pisze, a pisząc daję Wam trochę mojego serca. Pani odezwała się do mnie jeszcze dwa razy, a dzisiaj trzeci, że ona to ze mnie stworzy „ikonę”. I że trzeba popracować nad moim wizerunkiem, bo kuleje.

Podziękowałam kolejny raz.

Jestem jaka jestem.  Nigdy nie miałam parcia na szkło, chyba, że na kieliszek dobrego wina. Nie wiem czasami co mam wkleić w poście, bo to moje życie takie normalne, jakem ja. Serio wolę promować swoje książki niż własną osobę. Bo ani mi to nie potrzebne do szczęścia, ani do niczego…Czasami miewam odpały. Czasami stoję sobie nad skrajem przepaści i fuck it! Ryczę bo mi tak cholernie źle. Czasami zaśmiewam się do łez.

Tyle razy w życiu słyszałam: a Ty to nic nie osiągniesz, bo: żyjesz w swoim świecie, bo parzysz marną kawę, bo za wolno telefony odbierasz, bo za głośno się śmiejesz, bo za dużo w tobie emocji, bo to i tamto też.

Gdybym miała wtedy tę dojrzałość, jaką mam w sobie teraz, to powiedziałabym : wal się. Serio, tak bym powiedziała. Ale wtedy byłam młodą dziewczyną, potem młodą kobietą, która bała się na głos wypowiedzieć tych słów.

I wiem, że nie słuchałabym głosów, które mówiły: „ nie rób tego, bo na starość będziesz żałowała” albo „ Zrób, to , bo będziesz żałowała”. I stałam taka w rozkroku, bo sobie myślałam, no nie wypada. A teraz bym to zrobiła. Bo to moje życie. I co zrobiłam, a czego nie, też jest moje 😉

A teraz słyszę, że mój wizerunek kuleje 😉

Lubię swój wizerunek, serio 😊   Jaram się jak pochodnia – lubię to sformułowanie, bo coś tam osiągnęłam. Według moich kryteriów jakiś tam mój sukces 😉 Wiadomo na moją miarę ten mój sukces szyty. Ale jest!

Gonię jak wariatka za marzeniami. Angażuję się w różne fajne projekty. Żałuję , że kilku rzeczy nie zrobiłam. Bo sądzę, że w życiu czasami człowiek czegoś tam jednak żałuje. A mogłam takiemu jednemu to tak skopać tyłek, żeby nie mógł usiąść przez kilka dni, bo zranił mnie dotkliwie, a takiej jednej mogłam powiedzieć, że jak mnie nie lubi, to niech nie zaprasza na kawkę, żeby wyciągnąć ode mnie to i tamto, a potem zad mi obsmarowuje.  Żałuję, że nie raz nie tupnęłam nogą, jak mnie tak bardzo wkurzał świat…

Ale ilu rzeczy nie żałuję. Ani jednej zwariowanej rzeczy, którą zrobiłam. Ani decyzji, które podjęłam. A niektóre z nich były tak odważne, że musiałam potem nieźle za nie płacić. Ale, warto było.

73524565_1739895582807641_4611759977764225024_n

O tym, żeby nie jeść śledzia po serniku i o kilku innych sprawach :-)

Dokładnie miesiąc temu rozpoczęliśmy z Marcelem trasę promującą Tysiąc Obsesji. Miesiąc temu odbyły się w Krakowie Targi Książki. Nie zdążyłam nic wkleić na bloga, bo po powrocie człowiek jakiś zalatany i  pisanie książki musiałam nadrobić i sprawy zawodowe i rodzinne i choróbsko mnie dopadło, ale wróciłam do świata żywych.

 Ale o wdzięczności miało być. Dziękuję Wam Kochani,  za każde spotkanie, każde ciepłe słowo, przytulasa , rozmowę, upominek.


Dziękuję Kasi, która w Poznaniu zabrała mnie na makijaż i do pracowni fryzur, by zrobić ze mnie boginię.  Justynie i Marcie, które nakarmiły wędrowca. 

Reni, która z Częstochowy jechała do Poznania specjalnie na spotkanie autorskie. Tereni, która pomogła mi w pracy nad książką , Taka jak Ty, i przyszła na spotkanie mimo choroby syna.  I tej ślicznej rudej Pani,  Eli Ch, co też sporo kilometrów przyjechała specjalnie na spotkanie.

Basieńce, która zawsze służy pomocą.  Ewie, której serce skradł tym razem Marcel.;-)

Danusi, która zrezygnowała ze spaceru w Łazienkach, by przyjść i się ze mną zobaczyć.

Reni i Beatce. Agnieszce, Karolinie ( przepraszam, że nie poznałam) Natalii, Adze B…

Mojej przyjaciółce Uli, za to, że uciekła z pracy, by mnie ugościć i sprawiła, że przez chwilę czułam się jak księżniczka. Twoje śniadania do łóżka wymiatają. O przepraszam, łóżko trzeba zasłać, ale w piżamie można posiedzieć.;-) Dzięki że zabrałaś mnie na sernik, który potem przegryzłyśmy śledziem i myślałyśmy, że… Po jakiego grzmota jadłyśmy tego śledzia po serniku? Nie polecam. Może najpierw śledź potem sernik. Chyba w takiej kolejności lepiej 🙂

Panu, który wychodził z toalety w CH Marcelin i był tak miły że zapiął mi sukienkę. Przebierałam się w toalecie, czekałam na jakąś panią, ale w tamtej chwili czas naglił, poprosiłam więc pana, który z uśmiechem na ustach zasunął zamek .;-)

Mojej mamulce kochanej, która rzuciła wszystko i  jako kochana babcia zajęła się wnukami, których rozpieszcza do granic możliwości. Dzięki niej spałam spokojnie.

Obsłudze hotelu Mercure w Krakowie za poczęstunek i piękną kartkę z życzeniami weny, i hotelowi Novotel w Poznaniu. W pokoju na lustrze wymalowane były cudne cytaty ( specjalnie dla mnie). Wow! Mogłabym być tak codziennie witana.


Marcelowi, który mnie woził z miejsca na miejsce, a ja mogłam sobie do woli spać. Mam nadzieję, że za głośno nie chrapałam. 😉 A serio, nie mogłam spokojnie spać, bo on ciągle gadał. Ale mądrze gadał więc mu wybaczam. 😉 Przeżyliśmy też jedną ostrą kłótnię, myślałam, że będzie gorzej, bo przy pisaniu książki było intensywniej… Więc jak na nas całkiem spoko było. 🙂

Dziękuję Kochani za Waszą obecność, herbatki, anioły, świece, śliwki w czekoladzie, ptasie mleczko, wisiorki, kolczyki, zawieszki na choinkę, pierwsze spotkania i kolejne. Za filiżanki, rogala, raffaello. Kto przyniósł raffaello, które zeżarłam całe któregoś wieczoru? Zagryzając rogalem;-)

Pewnie kogoś pominęłam, o czymś zapomniałam. Ale Tobie też dziękuję z całego serducha!

bede

Pani to ma dobrze, proszę pani…

“Pani to ma dobrze, te książki sobie Pani pisze…” – ano piszę. I mam się dobrze, dziękuję, chociaż niekiedy i mi bywa źle. Spełniam się zawodowo, bo nie tylko piszę, ale także pracuję na pół etatu. Nic mi z nieba nie spadło. Poświęcam mnóstwo czasu na to moje pisanie. Przez dobrych kilka lat więcej wkładałam ( czasu, energii, pracy) niż wyjmowałam ( chodzi o sprawy finansowe, bo bądźmy szczerzy, pisarz też chce na swojej książce zarobić). I denerwują mnie takie przytyki, że ktoś coś ma, a ja nie mam. Też wielu rzeczy nie mam, ale nie wytykam komuś, jeśli ten ktoś to ma. Może sobie na coś zapracował, a może dostał w spadku, a może czekał pół życia, na to, by odchować dzieci i wyruszyć w podróż marzeń, a może z tych podróży zrezygnował, by wybudować sobie swój dom.

Nie czuję się kimś wyjątkowym, ot zwykła kobieta, ze swoimi radościami, problemami, smutkami, która pewnego dnia postanowiła, że napisze książkę. Napisałam jedną, drugą i dziesiątą. Jestem z tego dumna i się tego nie wstydzę.

Kiedy zaczęłam pisać książki, moim marzeniem było wydanie zbioru opowiadań, Każdego dnia. Pamiętam jak się to wszystko zaczęło. Pewnego dnia, kiedy patrzyłam w okno przyszło mi na myśl zdanie, które stało się później początkiem opowiadania: „ Każdego dnia coraz wiecej jest w moim życiu wątpliwości, znaków zapytania”. I właśnie wtedy wpadł mi do głowy pomysł, by zebrać kilku autorów i stworzyć zbiór opowiadań zaczynających się od słów : „Każdego dnia”. Pomyślałam również, że fajnie by było, aby pieniądze z książki przekazać na szczytny cel. Tylu jest wokół nas  ludzi, którzy potrzebują wsparcia a także pomocy finansowej. Nawiązałam kontakt z Markiem Kamińskim, polarnikiem, podróżnikiem, autorem książek a także założycielem Fundacji i tak to się zaczęło… Jednak od pomysłu do wydania antologii minęło dwa lata. A bo Wydawca nie chciał wydać zbioru, a drugi się rozmyślił, a bo jak to tak, bez wynagrodzenia? I trzeba było znaleźć graficzkę, która za darmo zrobi grafiki. Bo to, bo tamto. Dwa lata walczyłam o ten zbiór i w końcu w 2014 roku został wydany.

Za pieniądze z pierwszej książki kupiłam spacerówkę, na tyle mi starczyło. Dziewięć miesięcy mojej pracy i miałam wózek. 😉 Nie narzekałam, nie poddawałam się. Napisałam drugą książkę i kolejną. I czasem jest mi przykro, że ktoś sobie po mnie jedzie, że ktoś inny wysyła anonimowe wiadomości. Wiem, nie tylko ja tak mam, hejt to zjawisko powszechne, którego nie mogę zrozumieć. Rób człowieku swoje, a zapewniam Cię, że i Tobie będzie lepiej. Dlaczego o tym piszę, bo mnie pewne rzeczy wkurzają, pewnych rzeczy wciąż nie mogę pojąć, a inne nieustannie zadziwiają. Ale dość smucenia.

Tak sobie ostatnio pomyślałam, że jestem w fajnym miejscu życia, do którego sobie sama przytruchtałam. Czasami biegłam szalonym pędem, innych razem musiałam przystanąć, by zaczerpnąć tchu. Pisanie, to jest to co kocham i dobrze mi z tym. Ile razy rzucałam je w diabły, by po kilku dniach powrócić do notatek i stworzyć kolejną powieść. Ile razy mówiłam, to moja ostatnia książka, ale potem zrodził się nowy pomysł i kolejny.

Kiedyś pracowałam w dużej korporacji. Nie po drodze mi było z tym, co robiłam, i zrezygnowałam. Rzuciłam tę pracę, bo coś mi w sercu mówiło: „to nie to”. 

Zmiany są w życiu ważne, aby nie skostnieć, nie zmarnieć jak ten kwiat, co to mu susza dokucza. Ale pamiętaj: od nadmiaru wody też zgnije. Na wszystko jest pora i nic nie dzieje się przypadkiem. Czasami trzeba jednak dopomóc losowi. Bardzo dużo zależy od nas samych, od tego, jakie podejmujemy wybory, jakie osoby do siebie przyciągamy, w jaki sposób odbieramy otaczającą nas rzeczywistość. A co, jeśli się nam pomyli? Skręcimy z wyboistą drogą?  Należy dać sobie prawo do pomyłek, a z drogi zawsze można zboczyć. I można sobie popłakać, tupnąć nogą, a nawet wrzasnąć na całe gardło, nie musimy tylko zacieszać, karmić się pozytywną energią . Tak to nie działa, a bynajmniej ja nie wierzę w takie rozpromienione słodko pierdzące wszechobecne szczęście.
Nie ma tak, że jest zawsze dobrze, bo nie jest. Czasami jest tak źle, że mamy ochotę zakopać się pod pierzyną i przeczekać jakąś katastrofę. I nic nam nie pomoże , ani pozytywna energia wysyłana w kosmos, ani sto motywujących słów. Ale tak to już w życiu jest… W życiu musi być zachowana równowaga. 😉


Każdego dnia dziękuję za to co mam! Chociaż są takie dni, że wstaję lewą nogą i jakoś trudno mi czuć wdzięczność. 😉 Wtedy sobie pomarudze, popsiocze pod nosem… Pogadam, jak to mi źle, bo wszystko mi się wali na głowę. A czasami wątpię…

“Każdego dnia, coraz wiecej jest w moim życiu wątpliwości, znaków zapytania. Czy to wszystko ma sens? Czy moje życie jest pełne? A może powinno być pełniejsze? Zabawniejsze? Pozbawione normalności? Bardziej zwariowane? Czy dokonałam dobrych wyborów? Wybrałam właściwą drogę? Czy nie zrobiłam za mało? Bo przecież zawsze można zrobić więcej…

Koniec lata zawsze mnie rozczulał. Słońce już tak nie grzeje, a liście przybierają barwy zardzewiałego złota. Szłam pospiesznie w stronę przytulnej kawiarenki, w której umówiłam się z Karolem. Karol jest moim znajomym. W przyszłym roku kończy osiemdziesiąt lat. Jego żona umarła kilka lat temu. Nie znałam jej, jednak słyszałam o niej tyle opowieści, że czuję się jakbym ją kiedyś poznała.

Ulica wiła się wśród starych kamienic. Dookoła panowała cisza mimo iż było samo południe. Wydawać by się mogło, że świat na chwilę zmrużył oko. Doszłam do stolików i zobaczyłam Karola. Żółte promienie słońca świeciły mu prosto w twarz. Zmrużył oczy, po czym lekko odchylił się na krześle. Ściągnął okulary, wyjął z kieszeni chusteczkę i zaczął przecierać szkiełka. Podeszłam do niego i go uściskałam.

– Dziadku.

– Tylko nie dziadku. – lubił jak zwracałam się do niego po imieniu.

– Przepraszam – poprawiłam się natychmiast.- Witaj Karolu.

-Masz  jakiś problem? – zapytał, a ja się zaczerwienilam. Ostanio spotykaliśmy się tylko wtedy kiedy ja miałam na to ochotę, albo wpdałam w kolejny dół, albo kiedy miałam kiepski nastrój.

-Tak jakby.

– Przejdźmy się. – zproponował. Niezdarnie odsunął krzesło.

– Nie zamówimy kawy?

-Ja już swoją wypiłem. – łobuzersko się uśmiechnął.

-Będziemy chodzić po cmentarzu? – zapytałam zdziwiona, kiedy przeprowadził mnie przez cmentarną bramę.

– Cmentarz to dobre miejsce na spacery – stwierdził.- Otwarta przestrzeń gdzie panuje niezmącona cisza.

Po ciele przeszły mnie dreszcze.  Zimne posągi, zamiast żywych ludzi i ta cisza lekko mnie przerażały.

– Spójrz na ten grób – Karol wskazał na porośnięty mchem, zaniedbany nagrobek. Płyta była popękana. Widać, że grobu nikt już dawno nie odwiedzał.

– Zapomniane czyjeś istnienie. Jakaś historia, która kiedyś się wydarzyła.  Pozostała tylko wyryta data. Początku i końca.

Szliśmy chwile w milczeniu.

– O co chodzi? – zapytał.

– Sama nie wiem, co mi jest. Chyba  ostatnio wszystko w moim życiu jest takie przewidywalne, normalne.

– A co jest złego w normalności? – zmrużył oczy.

– Tak jakby czegoś mi brakowało, jakiś zawirowań, może więcej ekscytacji.

Zaśmiał się.

– Z czego się śmiejesz?

– Z ciebie.

-Czy twoje życie zawsze było takie jak chciałeś by było?

– Nie. – odparł z rozbrajająca szczerością. – Podobnie jak ty chwilami odczuwałem, że czegoś mi w tym życiu za mało. Nie zrobiłem oszałamiającej kariery, często brakowało nam do pierwszego, nie zawsze było kolorowo, czasami wręcz nudno, szaro-buro. Tylko, że patrząc na to moje życie z perspektywy czasu stwierdzam, że byłem wielkim szczęściarzem. Może właśnie dzięki tej normalności, zwyczajności było mi dobrze. Kiedy poznałem Martę oszalałem ze szczęścia. Nie mieliśmy wiele. Malutką dwuizbową chatkę. Składane łóżko, stolik, kredens i dwa taborety, to był cały nasz dobytek. – Karol przystanął. Zaczął szperać w kieszeni marynarki. Po chwili wydobył z niej portfel, z którego wyjął pożółkłą, starą fotografię. Na zdjęciu widać uśmiechniętą parę młodą stojąca na tle kosciółka.

– To my. – mężczyzna uśmiechnął sie przez łzy. – Marta sama uszyła sobie suknię ślubną, a ja pożyczyłem garnitur od brata. Ten dzień był najszczęśliwszym dniem w moim życiu. A potem zaczęły się kolejne dni. Na świecie pojawiały się dzieci. Jedno po drugim, cała gromadka. Marta starała się jak mogła. Kochała swoje pociechy nad życie. Dziergała dla nich sweterki , czapeczki i szaliki. Jej miłości nie zabrakło również dla mnie. Kiedy dzieci już spały siadaliśmy w naszym małym ogródku i piliśmy mleko, wtuleni w siebie niczym kociaki. Oczywiście były też gorsze chwile, kłótnie, obrażanki, pyskówki. Ot, życie młodej pary, które nie było jakieś nadzwyczajne, a tym bardziej usłane różami.

Starałem się być dobrym ojcem i mężem, chociaż nie zawsze mi wychodziło. Wstawałem w nocy i przykrywałem dzieci, kiedy się rozkopały, tuliłem do siebie kiedy miały kolkę, rozwieszałem pranie. Od czasu do czasu zrywałem dla Marty kwiatki. Bez w maju, w lipcu maki. Kiedy wracałem do domu, po cieżkim dniu w pracy, ona zawsze była uśmiechnięta, mimo iż wiedziałem, że i ona ciężko pracowała. „ Już jesteś” – mówiła, po czym wtulała się w moje ramiona. Wiesz, że moja żona nigdy się nie skarżyła. „ Dobrze jest. Jesteśmy zdrowi, mamy siebie. Czyż to nie cudowne?” -mawiała. Po czym podsuwała mi pod nos talerz z obiadem. Najbardziej lubiłem pierogi, z kapustą i grzybami. Podsmażane, polane skwareczkami. Wiedziała o tym doskonale, dlatego co sobotę miałem mój przysmak. I wtedy…- jego głos się załamał – kiedy szła do szpitala. – Wtedy też mi narobiła tych pierogów. „Ale nie trzeba”- powiedziałem. Wiedziałem jak bardzo źle się czuła. Machnęła tylko ręką. „ Jutro jest przecież sobota. Zrobię więcej to sobie zamrozisz” To były ostatnie pierogi w jej wykonaniu. – otarł łzy z policzka. – Nasza miłość była zawarta w prostych gestach. Kiedy Marta odeszła, zrozumiałem jakim byłem szczęściarzem, a moje życie było pełne. Powiem ci coś, co jest oczywiste, ale nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę: życie jest krótkie. Każdy żyje swoje życie tak jak chce. Jedni zakładają rodziny, inni podróżują. Najważniejsze w tym wszystkim jest by odnaleźć swoją drogę, nie zatracić siebie. Nie marnować czasu na rzeczy na które nie mamy najmniejszej ochoty. Często nie doceniamy zwyczajnych rzeczy. Może jestem zbyt stary, by zrozumieć dzisiejszy świat, ale pewne rzeczy się nie zmieniają. Pewne wartości wciąż są aktualne. – fragment pochodzi ze zbioru opowiadań:”Każdego dnia”




wspomnienie

Wspomnienie…

Tyle razy odchodziło ode mnie. Czekałam na nie z utęsknieniem. Zapominałam. Tyle razy zapomniałam… A nie powinnam. Powinnam pamiętać cię wyraźnie. Czuć cię. Zapachy, smaki, przeszłe emocje… To wszystko już za mną. Wracasz. Nocą, we snach. Uśmiecham się do ciebie.

Pamiętasz ten uśmiech od ucha do ucha i nos nakrapiany piegami i taniec boso na trawie mokrej od porannej rosy? I to jak zrywałam peonie. Kocham te pękate kwiaty o bladoróżowych płatkach. I zapach chałki z samego rana, który wyganiał małą dziewczynkę z łóżka. Zajadała ją ze smakiem, popijając ciepłym mlekiem, z którego mama wcześniej zdjęła tłusty kożuch. I pamiętam tę pościel wykrochamloną na sztywno, która powiewała cały dzień na wietrze.  I ogień  w kominku w zimowe wieczory. Dziadziuś z kosza wyjął suche polana i ułożył na krzyż. Po czym sięgnął po podpałkę, gazetę i zapałki. Ogień rozbłysł w kominku. Palone drewno zasyczało. Ogień trzaskał, a ona wyobrażała sobie, że słyszy głosiki zaczarowanych elfów. Po chwili po pokoju rozlało się przyjemne ciepło. Babcia przyniosła “kakałko” i korzenne pierniczki, oblane grubą warstwą mlecznej, czekoladowej polewy. I mała dziewczynka jadła pierniczki, a polewa trzaskała jej pomiędzy zębami.  I razem z babcią chichotały, bo przecież mama nie pozwalała jeść słodyczy przed kolacją.

I pamiętam pierwsza miłość, burzliwą, słodką, namiętną, która miała wypisane szaleństwo na twarzy.  I  te pocałunki w maju, pod kwitnącym kasztanem. Oburzone spojrzenia nadętych matron, kiedy nie mogliśmy od siebie rąk oderwać. I ten chłopak zrywał tej dziewczynie naręcza bzu.

Pamiętam, choć czasem zapominam. Bo dziś jest inaczej. Też radośnie. Bo słyszę :”mamoooo! Gdzie skarpetki?” Bo mi kwiaty storczyka zakwitły i tak się cieszyłam, a po chwili je szlag trafił, bo piłka w nich wylądowała. Niechcący. 😉

Ja tez robiłam dużo rzeczy niechcący, a inne chcący. Bo chciałam, tle rzeczy chciałam, a może nie powinnam? Ale teraz uśmiecham się na ich wspomnienie.

Odchodzisz i wracasz. Pozwalam Ci odejść. Nie można niczego i nikogo zatrzymywać na siłę. Siedzisz sobie na dnie mojej duszy, w zakamarku serca. Wiem, że kiedy będę chciała, wrócisz. Z dźwiękiem jakiejś melodii, w czyimś uśmiechu, w zapachu bzu.

Moje WSPOMNIENIE. Napisane drukowanymi literami…Bo jesteś warte wielkich liter , ochów i achów! 🙂

klisza

TOP 3 filmy, które mnie wzruszyły

Oglądam różne filmy, różne mnie w danym momencie życia wzruszają. Uwielbiam filmy tzw wyciskacze łez.  Kocham oglądać piękne zdjęcia w filmie. Lubie też, kiedy film wyzwala we mnie różne emocje.

Życie ukryte w słowach

Fot. Kadr z filmu

Platforma wiertnicza na środku morza, o którą rozbija się dwadzieścia pięć milionów fal, i gdzie wydarzył się wypadek. Hanna to samotna kobieta, która skrzę tnie skrywa swój sekret. Na wszystkie sposoby próbuje zapomnieć o przeszłości. Przyjeżdża na platformę aby opiekować się mężczyzną, który w wyniku wypadku przejściowo stracił wzrok. Rodzi się pomiędzy nimi  przyjaźń, więź pełna sekretów, prawdy i kłamstw, bólu i radości, która na zawsze odmieni ich życie. Między okaleczonymi przez los i ludzi Josefem i Hanną zaczyna nawiązywać się nić porozumienia, chociaż oboje mają różne temperamenty i marzenia.

To film o  przeszłości, która potrafi prześladować,  o przyjaźni. A nade wszystko o sile miłości, także tej która przydarza się w najstraszniejszych życiowych sytuacjach.

Lion. Droga do domu

Fot. Kadr z filmu

To historia oparta na faktach. A ja uwielbiam historię oparte na faktach Ten film zapewnił mi  porządną porcję  wzruszeń. Przez większą część filmu  nie mogłam przestać płakać. Filmwzruszył mnie podwójnie, gdyż jako matka , zadawałam sobie pytanie. A co jeśli moje dziecko, by się zgubiło?

Pięcio letni Saroo gubi się na stacji kolejowej w prowincjonalnym mieście w Indiach. Szukając w panice swojego starszego brata wsiada do pobliskiego pustego wagonu, w którym wycieńczony zasypia. Budzi się setki kilometrów dalej w pędzącym przez góry i lasy, opuszczonym wagonie. Wysiada ponad tysiąc kilometrów od domu w Kalkucie. Nie zna nazwy miasteczka, z którego pochodził, ani dialektu regionu do którego trafił. Szybko znajduje się na ulicy. Trafia do ośrodka a stąd do pary Australijczyków. Dwadzieścia lat później, postanawia odszukać utraconą mamę i rodzeństwo.

Wzruszające, słodko-gorzkie kino.

 

Cudowny chłopak

Fot. Kadr z filmu

“Cudowny chłopak” to wzruszająca opowieść o odmienności i trudnościach, jakie z niej wynikają. Bohaterem filmu jest chłopiec, który od urodzenia ma zdeformowaną twarz. Inność nie pozwala mu normalnie funkcjonować wśród rówieśników, dla których Auggie jest „odmieńcem”.

Film wzrusza do łez, ale udaje mu się to osiągnąć swoją bezpretensjonalnością i szczerą wiarą w to, o czym opowiada.

“Cudowny chłopak” przede wszystkim opowiada o tym, że w gruncie rzeczy ludzie z natury są dobrzy, tylko trzeba umieć to dobro z nich wykrzesać, by mogło ujrzeć światło dzienne. Nawet, jeśli ktoś zachowuje się źle, raniąc przy tym innych, to ma w sobie potencjał, by zmieniać się na lepsze.

Nieważne kim jesteśmy, dokąd zmierzamy, jak wyglądamy, ważne abyśmy potrafili na siebie spojrzeć z życzliwością i szacunkiem. Abyśmy nikogo nie osądzali, nie znając jego historii.

I choćbyśmy uznali film za bajkę, to jednak naładowuje akumulatory i daje wiarę, że życie jest piękne , a my powinniśmy doceniać to co mamy. A mamy naprawdę dużo. Choćby dwie ręce, dwie nogi. Codziennie się budzimy, oddychamy. Możemy podziwiać świat. Delektować się smakiem kawy.

Uważam, że nasze dzieci powinny chodzić do kina na takie filmy.

Kilka cytatów z filmu:

“Wszyscy powinniśmy przynajmniej raz w życiu dostać owację na stojąco, bo przecież każdy z nas zwycięża ten świat”.

Dziwna sprawa, że czasem okropnie się czymś przejmujemy, a okazuje się, że to nic wielkiego”.

”  – …I pamiętaj, nikogo się nie bój
– Tato, dlaczego mówisz szeptem?
– Boje się mamy”

 

A Ciebie jaki film ostatnio wzruszył?

chleb 2jpeg

Lubię kiedy w domu pachnie drożdżowym ciastem

Lubię zapach drożdżowego ciasta. Kojarzy mi się z dzieciństwem.  Pamiętam kiedy, babcia wstawała skoro świt i piekła dla nas drożdżowe ciasto. Dzisiaj ja wstaję o czwartej rano, by zamieszać ciasto na chleb i bułeczki czy chałkę czy inny drożdżowiec, który przyjdzie mi do głowy :-). Nie wstaję tak wcześnie, bo lubię, ale dlatego, że o czwartej piętnaście zaczynam pisać. Ciasto rośnie, ja popijam kawę i piszę , kiedy mam spokój i ciszę , a cały dom jeszcze sobie śpi powstają różne historie.

O szóstej trzydzieści wstawiam ciasto do piekarnika, by  po czterdziestu minutach wyjąć je cieplutkie, świeże, pachnące.

Jeśli ktoś ma ochotę zapraszam do mnie 🙂

Przepis na mojego ulubionego drożdżowca, sprawdzony podaję poniżej.

Nie wiem skąd go mam , pewnie z inetrnetu. Trochę zmodyfikowałam i wychodzi zawsze pyszny;-)

Ciasto jest bardzo delikatne, puszyste i lekko kruszące się. Idealne na śniadanie lub podwieczorek. Można je jeść bez niczego, ale wyśmienicie smakuje z konfiturami. U mnie domowej roboty  ( sliwkowe, jagodowe luz z czarnej porzeczki)

Składniki:

  • 350 g mąki pszennej
  • 110 ml mleka
  • 2 jajka
  • 7 g drożdży instant lub 15 g świeżych
  • 3–5 łyżek cukru
  • 25 g oleju lub masła roztopionego
  • 2/3 szklanki rodzynek
  • 1 szklanka cukru pudru
  • 2 łyżki wody
  • jajko do smarowania

Do miski wsypuję mąkę, dolewam mleko, cukier, drożdże (suszone wrzucam bezpośrednio, świeże rozrabiam w mleku i wlewam). Nastepnie dodaję masło, dwa jajka, i mieszam. Następnie wyrabiam ciasto ręką, aż będzie elastyczne i gładkie  jak plastelina. Niekiedy podsypuję jeszcze mąką.Wkładam do miski i odstawiam w ciepłe miejsce. Przykrywam lnianą ściereczką. Powinno zwiększyć swoją objętość dwa razy, czas wyrastania ciasta to mniej więcej jedna do półtorej godziny.Wyrośnięte ciasto wyjmuję, składam na pół i wkładam do formy keksowej wyłożonej papierem do pieczenia. Ponownie odstawiam, aby podrosło ( pół godziny – 40 min). Smaruję roztrzepanym jajkiem z odrobiną mleka i wstawiam do nagrzanego na 180°C piekarnika, piekę ok. 35–40 minut

_MG_2100

Szkocja z mojej najnowszej powieści

Akcja mojej najnowszej powieści : “Minione chwile” , której premiera będzie 04.04 2017 roku  rozgrywa się w Szkocji.

Szkocja to kraj pełen wrzosowisk, ostrych klifów, wiatrów, zmiennej pogody. To pola, na których pasą się owce i kudłate, brązowe krowy. To surowe krajobrazy, owsianka i haggis. To ponure zamki, w których kiedyś mieszkały całe klany. Monumentalne budowle były świadkami bitew, miłości i zdrad. Uroku szkockim krajobrazom dodają liczne jeziora, o krystalicznie czystej wodzie. Wyobraźnię pobudzają historie o potworach zamieszkujących tamtejsze wody. Szkocja mnie zachwyciła, szczególnie północ. Północna Szkocja wygląda jak z tolkienowskich książek, gdzie czas jakby sie zatrzymał. A kiedy staniesz na szczycie klifu i popatrzysz najpierw w dół, a potem przed siebie masz wrażenie, jakbyś znalazł się na końcu świata.

Klify na południu (zdjęcie z archiwum rodzinnego autorki)

 

Są takie miejsca, tu na północy Szkocji, gdzie zwalnia czas. Miejsca gdzieś na końcu świata, które warto odwiedzić. Warto przejść się po wydeptanych ścieżkach, zapatrzeć się w zburzone morze, poczuć chłodny wiatr we włosach. I mieć nadzieję, że nie przypłynie łódź Wikingów.

na zdjęciu : Autorka, czyli ja 🙂 (zdjęcie z archiwum rodzinnego autorki)

W powieści opisałam zamek Glamis, w którym podobno straszy. W przeszłości odbywały się tam makabryczne sceny, które odbijają się echem do dzisiaj. Duchy cierpiących tu osób nie dają, bowiem o sobie zapomnieć. Lady Glamis – żoną i trucicielką lorda Douglasa została spalona na stosie za uprawianie magii. Lady obecnie ukazuje się pod postacią Szarej Damy, która modli się w zamkowej kapliczce przed ołtarzem. Widywana jest także w pozycji siedzącej w tylniej ławie kapliczki. Co ciekawe, występują w tym miejscu zjawiska, które parapsychologowie uważają za dowód istnienia ducha. Tam gdzie przebywa duch lady powietrze gęstnieje, a odwiedzający zamek ludzie czują duszności.

Zdjęcia : wyszukane w inetrnecie

Zagłębiając się dalej w historię zamku Glamis, natknąć się można na wydarzenie z roku 1486, kiedy to doszło do wyjątkowo makabrycznej sytuacji. Mieszkająca w pobliżu rodzina Ogilvie poprosiła ówcześnie panującego lorda Glamisa o schronienie przed wrogim rodem Lindsayów. Panujący możnowładca rozkazał ulokować swych nowo przybyłych gości w podziemnej komnacie. Rodzina Ogilvie została zamknięta na miesiąc, pozostawiona na łaskę losu i bez pożywienia. Po otwarciu drzwi w pomieszczeniu odnaleziono tylko jedną osobę, która jakimś cudem przeżyła. Jak się później okazało, przetrwała dzięki temu, że pożywiała się pozostałymi członkami rodziny. Jej stan psychiczny także pozostawał wiele do życzenia. Nie ustalono, dlaczego lord Glamis w taki sposób postąpił z  tą rodziną.

Na łąkach okalających zamek pojawia się postać jęczącego mężczyzny uciekającego przed niewidzialnym oprawcą. Według historyków jest to prawdopodobnie duch czarnoskórego służącego, na którego postanowiła zapolować szlachta w XVII stuleciu. Wtedy to panowie Glamis urządzali sobie polowania na ludzi. Służący został rozszarpany przez psy gończe, podczas gdy wysoko postawione damy śmiały się patrząc na dramatyczną sytuację. I nie ma w tym nic dziwnego, bo w tamtych czasach właśnie w taki sposób szlachta urozmaicała sobie wolne chwile.

Szkocja to też kapryśna pogoda. Tutaj niekiedy cztery pory roku często zlewają się w jedną – deszczową. Wybierając sie do Szkocji przygotuj nieprzemakalną kurtkę i dobre buty, chyba że lubisz tańczyć w deszczu.

 


 

Poza tym jest bajecznie pięknie…  Szczególnie tam, na północy. Gdzieś na końcu świata…

Północ Szkocji (zdjęcia z archiwum rodzinnego autorki)

 Książka :”Minione chwile” do nabycia w przedsprzedaży na stronie empik.pl

dzien babci

Babcia

“Popatrzyłam na babcię z podziwem. Moja silna, kochana babunia. Chwyciłam jej dłoń w swoją rękę. Jej szorstka i spracowana dotykała mojej – młodej i gładkiej. Kiedy byłam małą dziewczynką, babcia najpierw smarowała dłonie kremem cytrynowym, żebym nie czuła szorstkości jej skóry.

Zastanawiałam się nad tym, czy babcia Zosia czasem marzyła. Każda z nas przecież czasami marzy – o tym, żeby było jej lżej, żeby wyjechać na wakacje do innego kraju. Ale jeśli marzyła, to nikt nie wiedział o jej marzeniach i pragnieniach. I może nawet po cichutku w nocy płakała? Miała swoje tęsknoty, a jednak nie roztkliwiała się nad sobą. Pchała wóz z radościami i problemami przed sobą, pod górkę i z górki. Twarda, silna kobieta. Uparta, kochana, wyrozumiała.

Babcia Zosia  od sześćdziesiątki nosiła chustkę na głowie, siwiutkich włosów nie farbowała, zaczesywała je w kok. Nigdy się nie malowała i biegała po zakupy w męskich półbutach. Tuliła nas i rozpieszczała. Zawsze miała schowane w szafce galaretki, obsypane cukrem, których szczerze nie znosiłam, ale przy babci zawsze zachwycałam się ich smakiem. Babcia Marysia wydawała mi się jakaś niepogodzona z losem. Smutna i melancholijna, podczas gdy babcia Zosia była zawsze uśmiechnięta. Nie narzekała na zły los, złych ludzi, chociaż przecież i ją dotknęła wojna. Fakt, że babcia Zosia miała wtedy osiem lat, ale na pewno wojna i na niej odcisnęła piętno.

– Babciu? – zapytałam kiedyś babcię Zosię. – Może zafarbuję ci włosy?

– Po co?

– Żebyś ładnie wyglądała. Kiedyś byłaś taką piękną kobietą.

– Byłam młoda, brylowałam. Teraz przyszła starość i jestem babcią.

Nigdy nie widziałam babci Zosi, by stała przed lustrem i ze smutkiem spoglądała na swoje twarz odbicie, czy też doszukiwała się kolejnych zmarszczek lub narzekała na nadprogramowe kilogramy. Brała brała od życia to, co jej oferowało.

– Usiądź, dziecko – nakazała mi.

Spojrzałam jej w oczy. Była prostą kobietą, ale w jej oczach widziałam mądrość.

– Zygmunt – przeżegnała się – świeć Panie nad jego duszą, był cudownym mężczyzną, który kochał mnie taką, jaką byłam. I może dlatego nigdy nie przywiązywałam takiej wagi do wyglądu. Lubiłam dobrze wyglądać, jak każda kobieta, ale to nie było najważniejsze. Są rzeczy ważne i ważniejsze…

Uśmiechnęła się pod nosem.

– Miałam pięcioro dzieci. Zdajesz sobie sprawy ile przy nich miałam roboty?

Skinęłam twierdząco głową.

– Nie było dla mnie taryfy ulgowej. Mieliśmy duże gospodarstwo, którym trzeba było się zająć. Zygmuś sam by nie podołał. Mieliśmy do pomocy dwóch chłopaków ze wsi, ale obrobić takie pole, tyle hektarów, nie było proste. Liczyła się każda para rąk. Pracowałam w polu równo z chłopakami i Zygmusiem, nawet wtedy, kiedy byłam w dziewiątym miesiącu ciąży. A kiedy już wiedziałam, że będę rodzić, poszłam kury nakarmić i prosiaki. Krowy wyprowadziłam na pastwisko i dzieciakom obiad przygotowałam. A kilka godzin potem urodziłam. I znów do roboty z niemowlakiem przy piersi. I nie narzekałam. Byłam szczęśliwa, że powitałam na świecie kolejne dziecko, że dzieciaki najedzone, że Zygmuś w polu popija zimny kompot z mirabelek. Życie mnie doświadczyło, jak każdego, ale nie mam o to pretensji do nikogo. Przeżyłam przecież tyle pięknych chwil. Byliśmy szczęśliwą rodziną. Nawet wtedy, kiedy dotykały nas nieszczęścia, zawsze trzymaliśmy się razem. Właśnie to jest w życiu ważne – rodzina, jaka by ona nie była. Straciliśmy najstarszą córkę, Janinkę. Była dobrą dziewczyną, pomagała w opiece nad dzieciakami, nabijała swojemu tacie, a twojemu dziadkowi fajkę i często wieczorami rozmawiali. Ale pewnego ranka zaczęła kasłać krwią. Zygmuś pojechał z nią do lekarza. Ten stwierdził, że to zapalenie oskrzeli. Podał leki, ale one nic nie pomagały. Pojechaliśmy do innego lekarza, kazał stawiać bańki. Stawialiśmy, ale kaszel nie przechodził, był coraz bardziej uporczywy, a z każdym kaszlnięciem pojawiała się krew. Nie odstępowaliśmy Janeczki na krok. Siedzieliśmy przy jej łóżku na zmianę. Umarła pewnej ciepłej wiosennej nocy. Bardzo przeżyliśmy jej śmierć. Pochować własne dziecko to największa strata, jaka może spotkać człowieka. Wiem, że są rzeczy ważniejsze od pindrzenia się przed lustrem i jest większy dramat niż rozpaczanie nad kolejną zmarszczką. Co swoim bliskim może zaoferować kobieta goniąca za tym, by być piękną? Życie dla urody, podziwu, pieniędzy jest marną egzystencją. Bo czymże są pieniądze? Cyferkami na koncie, wydrukowanymi śmiesznymi papierkami. A uroda? Ona przemija, choćbyś nie wiem ile botoksu sobie wstrzyknęła i ile farb na włosy położyła, młodość przemija. Życie przemija i to jest fakt. A czym jest czas poświęcony bliskim? Wszystkim. Jest wszystkim tym, co najlepsze.” – ” A między nami wspomnienia”

Babcia to  radość. Moja babcia jest zawsze uśmiechnieta. Zaraża wręcz tym śmiechem. Babcia to dobroć. Nie znam drugiej takiej osoby, która miałaby w sobie tyle empatii. Pościel krochmali na sztywno i wywiesza nawet zimą na podwórku „by przeszła wiatrem i świeżym powietrzem”. Zawsze mi powtarza, że ludzie są dobrzy, tylko czasami im się coś pomyli. I ma prawo się pomylić, każdemu z nas”. Nie ocenia, a daje dobre rady :”Zrobisz z nimi co zechcesz, ale ja muszę ci to powiedzieć”. Babcia to piękno. Moja babcia jest piękną kobietą, pięknym człowiekiem.

Dziadziuś zaszczepił we mnie miłość do książek. To on czytał mi baśnie braci Grimm, Andresena czy Brzechwę. To on woził mnie swoim czerwonym  dużym fiatem niczym księżniczkę  ( i nawet z przodu mogłam siedzieć) na różne przejażdżki.  Przebaczał drobne przewinienia i dawał zaskórniaki.

“Moja miłość do twojego dziadka była zwyczajna, ale prawdziwa – opowiadała. – Już pod koniec naszego związku była tak samo stara jak i my. Z potarganymi, siwymi włosami, z pomarszczoną twarzą, bezzębna, ale wciąż uśmiechnięta, w pocerowanych ciuchach, ale wciąż dumnie prężyła pierś. To była miłość złożona z codzienności, garści wspomnień, z tysiąca radości, z kilkudziesięciu smuteczków, z niedopowiedzianych zdań, z bliskości, ze zrozumienia i z kompromisów.” – “Droga do domu”

 

 

nikt nie założy

Nie daj sobie wmówić, że coś z Tobą jest nie tak

We współczesnym świecie, każdy gdzieś biegnie, rozpycha się łokciami. Wciąż zmieniają się technologie, modele telefonów, a ludzie zajęci są nieustanną pogonią za tak zwanym szczęściem i sukcesem. Jeśli ty  się zatrzymasz, zostaniesz popchnięty, zepchnięty. Ktoś po Tobie sobie przejedzie. W tej gonitwie jeden chce być lepszy od drugiego, a co najgorsze jeden mówi drugiemu jakie to jego życie powinno wyglądać. Ciotki i pociotki, wujkowie, bliscy i dalecy znajomi, a także nieznajomi dumają nad tym, dlaczego  Marysia ma wspaniałego męża i duży dom, a Zuza gorzej trafiła. Basia ma ciepłą posadkę w biurze, oj i dobrze zarabia, a Gabrysia pisze książki.

Jedni mają swoje życie, a inni żyją cudzym. Wchodzą w to jego życie z brudymi buciorami i udzielają rad.

Epizod pierwszy:

” – A ty, co? Co dzisiaj tak leżysz?

– A, bo chcę poleżeć?

– Ale jak to? Jest sobota, posprzątaj, ogarnij, nagotuj na cały tydzień”

Epizod drugi :

” Bądź zwycięzcą! Walcz!”

” A ja będę sobie dzisiaj przegranym i pobeczę sobie.”

” A dlaczego?”

” Bo jestem człowiekiem”

Porady zawsze są w cenie, ale warto je odpowiednio filtrować czy flirtować z nimi.

Kiedy miałam dwadzieścia lat, pewna Pani powiedziała mi, że sukcesu na pewno nie odniosę, bo za wolno odbieram telefony. Ba, jeśli dalej tak pójdzie to nie zostanę  dobrą asystentką działu obsługi klienta. Odbywałam wówczas staż w pewnym call center. Co ciekawe trzy lata później byłam asystentką działu obsługi klienta w innej firmie, ale fakt, oszałamiającej kariery nie zrobiłam. 🙂 Potem jeszcze wiele razy słyszałam, że coś ze mną jest nie tak. Bo to jestem za wysoka, bo raz za chuda, raz za gruba, za głupia, za bardzo sie wymądrzam, bo to, bo tamto. Do tej pory niekiedy słyszę takie teksty.

“- Piszesz książki? Dla kobiet?” – ha ha ha.

” A, to siedzisz sobie cały dzień w domku. Co to za praca?” : – ha ha ha.

” A taka ta książka? Eeeee…Ja bym inną napisała.”

Napisz, nikt Ci nie broni, a nie dumaj, myśl, narzekaj. Przed Tobą tyle dróg, wybierz swoją.

Nie daj sobie wmówić, że coś z Tobą nie tak, a to co robisz nie ma sensu. Nie jesteś zupą pomidorową, żeby Cię wszyscy lubili. Nie muszą Cie lubić, nie muszą uważać, że to co robisz ma sens, ważne, że Ty tak uważasz. A ludzie… Cóż, niektórym sprawia jakąś dziwną satysfakcję, to kiedy wbiją komuś przysłowiową szpilkę.

Nikt w Ciebie nie uwierzy, jeśli Ty w siebie nie uwierzysz.

Ja uwierzyłam. Wierzę, że mogę dużo, chociaż nie zawsze mi to łatwo przychodzi.

Miewam gorsze dni. Wczoraj był jeden z tych dni. Ale  nawet jeśli, ktoś wczoraj by mi powiedział: ” Gabryśka, coś z Tobą jest nie tak”

Odpowiedziałabym :”Odwal się ode mnie”

Niektórzy lubią pisać nie tylko sobie ale i innym scenariusze. Ale to Twoje czy moje życie i nikomu nic do tego. Bo to my mamy być szczęśliwi, a nie sąsiadka obok.

Spójrz za siebie jak wiele dokonałaś, by znaleźć się w tym miejscu, w którym jesteś. Jak wiele musiałaś się nauczyć. Spójrz na te wszystkie wydarzenia, które bolały, ile łez wylałaś, ile razy zaklęłaś w duchu, ile razy wywróciłaś się na zakrętach.

Nie pozwól, by ktokolwiek obniżał Twoją wartość, raniąc Cię słowami. Są słowa, które zabijają marzenia, słowa sztylety, które ranią głęboko. Ale to tylko słowa.  Ulotne słowa.

A Ty jesteś niesamowitą kobietą, jedyną w swoim rodzaju. Kobietą ze swoimi uśmiechami, marzeniami, humorkami, gorszymi dniami. Kobietą, która tańczy  w deszczu i sięga po gwiazdy.

Uwielbiam film : ” W pogoni za szczęściem”. Obejrzałam go kilkanaście razy i zawsze wzrusza mnie tak samo.

Pozwolę sobie zacytować słowa, które zawsze podnoszą mnie na duchu:

Nie ganiaj za ludźmi. Rób swoje i pracuj ciężko.

Odpowiedni ludzie, Ci którzy pasują do Twojego życia, pojawią się sami i zostaną.

Nie daj sobie wmówić, że coś z Toba jest nie tak. Kto może wiedzieć o Tobie więcej niż Ty sam?” – “W pogoni za szczęściem”

 

znak zaptania

Niespodzianka!

Kochani, właśnie pracuję nad nowym projektem. Zostałam przez Was zmotywowana i…. Będzie się działo.

Już wkrótce o nim usłyszycie!

Jeśli jesteście zainteresowani  zostawcie swój adres email w Newsletterze ( dostępny na stronie bloga) , a w swoim czasie otrzymacie maila z powiadomieniem co , gdzie i kiedy 😉

Niespodzianka została już odryta. Więcej na jej temat możecie się dowiedzieć, klikając na TEN LINK.

Gdzie mnie można znaleźć

Już do kupienia!

Zapisz się do listy i pobierz za darmo najnowsze opowiadnie Gabrieli Gargaś pt “Będę na Ciebie czekać”

Copyright 2017 - 2021 Gabriela Gargaś © All Rights Reserved