bede

Pani to ma dobrze, proszę pani…

“Pani to ma dobrze, te książki sobie Pani pisze…” – ano piszę. I mam się dobrze, dziękuję, chociaż niekiedy i mi bywa źle. Spełniam się zawodowo, bo nie tylko piszę, ale także pracuję na pół etatu. Nic mi z nieba nie spadło. Poświęcam mnóstwo czasu na to moje pisanie. Przez dobrych kilka lat więcej wkładałam ( czasu, energii, pracy) niż wyjmowałam ( chodzi o sprawy finansowe, bo bądźmy szczerzy, pisarz też chce na swojej książce zarobić). I denerwują mnie takie przytyki, że ktoś coś ma, a ja nie mam. Też wielu rzeczy nie mam, ale nie wytykam komuś, jeśli ten ktoś to ma. Może sobie na coś zapracował, a może dostał w spadku, a może czekał pół życia, na to, by odchować dzieci i wyruszyć w podróż marzeń, a może z tych podróży zrezygnował, by wybudować sobie swój dom.

Nie czuję się kimś wyjątkowym, ot zwykła kobieta, ze swoimi radościami, problemami, smutkami, która pewnego dnia postanowiła, że napisze książkę. Napisałam jedną, drugą i dziesiątą. Jestem z tego dumna i się tego nie wstydzę.

Kiedy zaczęłam pisać książki, moim marzeniem było wydanie zbioru opowiadań, Każdego dnia. Pamiętam jak się to wszystko zaczęło. Pewnego dnia, kiedy patrzyłam w okno przyszło mi na myśl zdanie, które stało się później początkiem opowiadania: „ Każdego dnia coraz wiecej jest w moim życiu wątpliwości, znaków zapytania”. I właśnie wtedy wpadł mi do głowy pomysł, by zebrać kilku autorów i stworzyć zbiór opowiadań zaczynających się od słów : „Każdego dnia”. Pomyślałam również, że fajnie by było, aby pieniądze z książki przekazać na szczytny cel. Tylu jest wokół nas  ludzi, którzy potrzebują wsparcia a także pomocy finansowej. Nawiązałam kontakt z Markiem Kamińskim, polarnikiem, podróżnikiem, autorem książek a także założycielem Fundacji i tak to się zaczęło… Jednak od pomysłu do wydania antologii minęło dwa lata. A bo Wydawca nie chciał wydać zbioru, a drugi się rozmyślił, a bo jak to tak, bez wynagrodzenia? I trzeba było znaleźć graficzkę, która za darmo zrobi grafiki. Bo to, bo tamto. Dwa lata walczyłam o ten zbiór i w końcu w 2014 roku został wydany.

Za pieniądze z pierwszej książki kupiłam spacerówkę, na tyle mi starczyło. Dziewięć miesięcy mojej pracy i miałam wózek. 😉 Nie narzekałam, nie poddawałam się. Napisałam drugą książkę i kolejną. I czasem jest mi przykro, że ktoś sobie po mnie jedzie, że ktoś inny wysyła anonimowe wiadomości. Wiem, nie tylko ja tak mam, hejt to zjawisko powszechne, którego nie mogę zrozumieć. Rób człowieku swoje, a zapewniam Cię, że i Tobie będzie lepiej. Dlaczego o tym piszę, bo mnie pewne rzeczy wkurzają, pewnych rzeczy wciąż nie mogę pojąć, a inne nieustannie zadziwiają. Ale dość smucenia.

Tak sobie ostatnio pomyślałam, że jestem w fajnym miejscu życia, do którego sobie sama przytruchtałam. Czasami biegłam szalonym pędem, innych razem musiałam przystanąć, by zaczerpnąć tchu. Pisanie, to jest to co kocham i dobrze mi z tym. Ile razy rzucałam je w diabły, by po kilku dniach powrócić do notatek i stworzyć kolejną powieść. Ile razy mówiłam, to moja ostatnia książka, ale potem zrodził się nowy pomysł i kolejny.

Kiedyś pracowałam w dużej korporacji. Nie po drodze mi było z tym, co robiłam, i zrezygnowałam. Rzuciłam tę pracę, bo coś mi w sercu mówiło: „to nie to”. 

Zmiany są w życiu ważne, aby nie skostnieć, nie zmarnieć jak ten kwiat, co to mu susza dokucza. Ale pamiętaj: od nadmiaru wody też zgnije. Na wszystko jest pora i nic nie dzieje się przypadkiem. Czasami trzeba jednak dopomóc losowi. Bardzo dużo zależy od nas samych, od tego, jakie podejmujemy wybory, jakie osoby do siebie przyciągamy, w jaki sposób odbieramy otaczającą nas rzeczywistość. A co, jeśli się nam pomyli? Skręcimy z wyboistą drogą?  Należy dać sobie prawo do pomyłek, a z drogi zawsze można zboczyć. I można sobie popłakać, tupnąć nogą, a nawet wrzasnąć na całe gardło, nie musimy tylko zacieszać, karmić się pozytywną energią . Tak to nie działa, a bynajmniej ja nie wierzę w takie rozpromienione słodko pierdzące wszechobecne szczęście.
Nie ma tak, że jest zawsze dobrze, bo nie jest. Czasami jest tak źle, że mamy ochotę zakopać się pod pierzyną i przeczekać jakąś katastrofę. I nic nam nie pomoże , ani pozytywna energia wysyłana w kosmos, ani sto motywujących słów. Ale tak to już w życiu jest… W życiu musi być zachowana równowaga. 😉


Każdego dnia dziękuję za to co mam! Chociaż są takie dni, że wstaję lewą nogą i jakoś trudno mi czuć wdzięczność. 😉 Wtedy sobie pomarudze, popsiocze pod nosem… Pogadam, jak to mi źle, bo wszystko mi się wali na głowę. A czasami wątpię…

“Każdego dnia, coraz wiecej jest w moim życiu wątpliwości, znaków zapytania. Czy to wszystko ma sens? Czy moje życie jest pełne? A może powinno być pełniejsze? Zabawniejsze? Pozbawione normalności? Bardziej zwariowane? Czy dokonałam dobrych wyborów? Wybrałam właściwą drogę? Czy nie zrobiłam za mało? Bo przecież zawsze można zrobić więcej…

Koniec lata zawsze mnie rozczulał. Słońce już tak nie grzeje, a liście przybierają barwy zardzewiałego złota. Szłam pospiesznie w stronę przytulnej kawiarenki, w której umówiłam się z Karolem. Karol jest moim znajomym. W przyszłym roku kończy osiemdziesiąt lat. Jego żona umarła kilka lat temu. Nie znałam jej, jednak słyszałam o niej tyle opowieści, że czuję się jakbym ją kiedyś poznała.

Ulica wiła się wśród starych kamienic. Dookoła panowała cisza mimo iż było samo południe. Wydawać by się mogło, że świat na chwilę zmrużył oko. Doszłam do stolików i zobaczyłam Karola. Żółte promienie słońca świeciły mu prosto w twarz. Zmrużył oczy, po czym lekko odchylił się na krześle. Ściągnął okulary, wyjął z kieszeni chusteczkę i zaczął przecierać szkiełka. Podeszłam do niego i go uściskałam.

– Dziadku.

– Tylko nie dziadku. – lubił jak zwracałam się do niego po imieniu.

– Przepraszam – poprawiłam się natychmiast.- Witaj Karolu.

-Masz  jakiś problem? – zapytał, a ja się zaczerwienilam. Ostanio spotykaliśmy się tylko wtedy kiedy ja miałam na to ochotę, albo wpdałam w kolejny dół, albo kiedy miałam kiepski nastrój.

-Tak jakby.

– Przejdźmy się. – zproponował. Niezdarnie odsunął krzesło.

– Nie zamówimy kawy?

-Ja już swoją wypiłem. – łobuzersko się uśmiechnął.

-Będziemy chodzić po cmentarzu? – zapytałam zdziwiona, kiedy przeprowadził mnie przez cmentarną bramę.

– Cmentarz to dobre miejsce na spacery – stwierdził.- Otwarta przestrzeń gdzie panuje niezmącona cisza.

Po ciele przeszły mnie dreszcze.  Zimne posągi, zamiast żywych ludzi i ta cisza lekko mnie przerażały.

– Spójrz na ten grób – Karol wskazał na porośnięty mchem, zaniedbany nagrobek. Płyta była popękana. Widać, że grobu nikt już dawno nie odwiedzał.

– Zapomniane czyjeś istnienie. Jakaś historia, która kiedyś się wydarzyła.  Pozostała tylko wyryta data. Początku i końca.

Szliśmy chwile w milczeniu.

– O co chodzi? – zapytał.

– Sama nie wiem, co mi jest. Chyba  ostatnio wszystko w moim życiu jest takie przewidywalne, normalne.

– A co jest złego w normalności? – zmrużył oczy.

– Tak jakby czegoś mi brakowało, jakiś zawirowań, może więcej ekscytacji.

Zaśmiał się.

– Z czego się śmiejesz?

– Z ciebie.

-Czy twoje życie zawsze było takie jak chciałeś by było?

– Nie. – odparł z rozbrajająca szczerością. – Podobnie jak ty chwilami odczuwałem, że czegoś mi w tym życiu za mało. Nie zrobiłem oszałamiającej kariery, często brakowało nam do pierwszego, nie zawsze było kolorowo, czasami wręcz nudno, szaro-buro. Tylko, że patrząc na to moje życie z perspektywy czasu stwierdzam, że byłem wielkim szczęściarzem. Może właśnie dzięki tej normalności, zwyczajności było mi dobrze. Kiedy poznałem Martę oszalałem ze szczęścia. Nie mieliśmy wiele. Malutką dwuizbową chatkę. Składane łóżko, stolik, kredens i dwa taborety, to był cały nasz dobytek. – Karol przystanął. Zaczął szperać w kieszeni marynarki. Po chwili wydobył z niej portfel, z którego wyjął pożółkłą, starą fotografię. Na zdjęciu widać uśmiechniętą parę młodą stojąca na tle kosciółka.

– To my. – mężczyzna uśmiechnął sie przez łzy. – Marta sama uszyła sobie suknię ślubną, a ja pożyczyłem garnitur od brata. Ten dzień był najszczęśliwszym dniem w moim życiu. A potem zaczęły się kolejne dni. Na świecie pojawiały się dzieci. Jedno po drugim, cała gromadka. Marta starała się jak mogła. Kochała swoje pociechy nad życie. Dziergała dla nich sweterki , czapeczki i szaliki. Jej miłości nie zabrakło również dla mnie. Kiedy dzieci już spały siadaliśmy w naszym małym ogródku i piliśmy mleko, wtuleni w siebie niczym kociaki. Oczywiście były też gorsze chwile, kłótnie, obrażanki, pyskówki. Ot, życie młodej pary, które nie było jakieś nadzwyczajne, a tym bardziej usłane różami.

Starałem się być dobrym ojcem i mężem, chociaż nie zawsze mi wychodziło. Wstawałem w nocy i przykrywałem dzieci, kiedy się rozkopały, tuliłem do siebie kiedy miały kolkę, rozwieszałem pranie. Od czasu do czasu zrywałem dla Marty kwiatki. Bez w maju, w lipcu maki. Kiedy wracałem do domu, po cieżkim dniu w pracy, ona zawsze była uśmiechnięta, mimo iż wiedziałem, że i ona ciężko pracowała. „ Już jesteś” – mówiła, po czym wtulała się w moje ramiona. Wiesz, że moja żona nigdy się nie skarżyła. „ Dobrze jest. Jesteśmy zdrowi, mamy siebie. Czyż to nie cudowne?” -mawiała. Po czym podsuwała mi pod nos talerz z obiadem. Najbardziej lubiłem pierogi, z kapustą i grzybami. Podsmażane, polane skwareczkami. Wiedziała o tym doskonale, dlatego co sobotę miałem mój przysmak. I wtedy…- jego głos się załamał – kiedy szła do szpitala. – Wtedy też mi narobiła tych pierogów. „Ale nie trzeba”- powiedziałem. Wiedziałem jak bardzo źle się czuła. Machnęła tylko ręką. „ Jutro jest przecież sobota. Zrobię więcej to sobie zamrozisz” To były ostatnie pierogi w jej wykonaniu. – otarł łzy z policzka. – Nasza miłość była zawarta w prostych gestach. Kiedy Marta odeszła, zrozumiałem jakim byłem szczęściarzem, a moje życie było pełne. Powiem ci coś, co jest oczywiste, ale nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę: życie jest krótkie. Każdy żyje swoje życie tak jak chce. Jedni zakładają rodziny, inni podróżują. Najważniejsze w tym wszystkim jest by odnaleźć swoją drogę, nie zatracić siebie. Nie marnować czasu na rzeczy na które nie mamy najmniejszej ochoty. Często nie doceniamy zwyczajnych rzeczy. Może jestem zbyt stary, by zrozumieć dzisiejszy świat, ale pewne rzeczy się nie zmieniają. Pewne wartości wciąż są aktualne. – fragment pochodzi ze zbioru opowiadań:”Każdego dnia”




wspomnienie

Wspomnienie…

Tyle razy odchodziło ode mnie. Czekałam na nie z utęsknieniem. Zapominałam. Tyle razy zapomniałam… A nie powinnam. Powinnam pamiętać cię wyraźnie. Czuć cię. Zapachy, smaki, przeszłe emocje… To wszystko już za mną. Wracasz. Nocą, we snach. Uśmiecham się do ciebie.

Pamiętasz ten uśmiech od ucha do ucha i nos nakrapiany piegami i taniec boso na trawie mokrej od porannej rosy? I to jak zrywałam peonie. Kocham te pękate kwiaty o bladoróżowych płatkach. I zapach chałki z samego rana, który wyganiał małą dziewczynkę z łóżka. Zajadała ją ze smakiem, popijając ciepłym mlekiem, z którego mama wcześniej zdjęła tłusty kożuch. I pamiętam tę pościel wykrochamloną na sztywno, która powiewała cały dzień na wietrze.  I ogień  w kominku w zimowe wieczory. Dziadziuś z kosza wyjął suche polana i ułożył na krzyż. Po czym sięgnął po podpałkę, gazetę i zapałki. Ogień rozbłysł w kominku. Palone drewno zasyczało. Ogień trzaskał, a ona wyobrażała sobie, że słyszy głosiki zaczarowanych elfów. Po chwili po pokoju rozlało się przyjemne ciepło. Babcia przyniosła “kakałko” i korzenne pierniczki, oblane grubą warstwą mlecznej, czekoladowej polewy. I mała dziewczynka jadła pierniczki, a polewa trzaskała jej pomiędzy zębami.  I razem z babcią chichotały, bo przecież mama nie pozwalała jeść słodyczy przed kolacją.

I pamiętam pierwsza miłość, burzliwą, słodką, namiętną, która miała wypisane szaleństwo na twarzy.  I  te pocałunki w maju, pod kwitnącym kasztanem. Oburzone spojrzenia nadętych matron, kiedy nie mogliśmy od siebie rąk oderwać. I ten chłopak zrywał tej dziewczynie naręcza bzu.

Pamiętam, choć czasem zapominam. Bo dziś jest inaczej. Też radośnie. Bo słyszę :”mamoooo! Gdzie skarpetki?” Bo mi kwiaty storczyka zakwitły i tak się cieszyłam, a po chwili je szlag trafił, bo piłka w nich wylądowała. Niechcący. 😉

Ja tez robiłam dużo rzeczy niechcący, a inne chcący. Bo chciałam, tle rzeczy chciałam, a może nie powinnam? Ale teraz uśmiecham się na ich wspomnienie.

Odchodzisz i wracasz. Pozwalam Ci odejść. Nie można niczego i nikogo zatrzymywać na siłę. Siedzisz sobie na dnie mojej duszy, w zakamarku serca. Wiem, że kiedy będę chciała, wrócisz. Z dźwiękiem jakiejś melodii, w czyimś uśmiechu, w zapachu bzu.

Moje WSPOMNIENIE. Napisane drukowanymi literami…Bo jesteś warte wielkich liter , ochów i achów! 🙂

klisza

TOP 3 filmy, które mnie wzruszyły

Oglądam różne filmy, różne mnie w danym momencie życia wzruszają. Uwielbiam filmy tzw wyciskacze łez.  Kocham oglądać piękne zdjęcia w filmie. Lubie też, kiedy film wyzwala we mnie różne emocje.

Życie ukryte w słowach

Fot. Kadr z filmu

Platforma wiertnicza na środku morza, o którą rozbija się dwadzieścia pięć milionów fal, i gdzie wydarzył się wypadek. Hanna to samotna kobieta, która skrzę tnie skrywa swój sekret. Na wszystkie sposoby próbuje zapomnieć o przeszłości. Przyjeżdża na platformę aby opiekować się mężczyzną, który w wyniku wypadku przejściowo stracił wzrok. Rodzi się pomiędzy nimi  przyjaźń, więź pełna sekretów, prawdy i kłamstw, bólu i radości, która na zawsze odmieni ich życie. Między okaleczonymi przez los i ludzi Josefem i Hanną zaczyna nawiązywać się nić porozumienia, chociaż oboje mają różne temperamenty i marzenia.

To film o  przeszłości, która potrafi prześladować,  o przyjaźni. A nade wszystko o sile miłości, także tej która przydarza się w najstraszniejszych życiowych sytuacjach.

Lion. Droga do domu

Fot. Kadr z filmu

To historia oparta na faktach. A ja uwielbiam historię oparte na faktach Ten film zapewnił mi  porządną porcję  wzruszeń. Przez większą część filmu  nie mogłam przestać płakać. Filmwzruszył mnie podwójnie, gdyż jako matka , zadawałam sobie pytanie. A co jeśli moje dziecko, by się zgubiło?

Pięcio letni Saroo gubi się na stacji kolejowej w prowincjonalnym mieście w Indiach. Szukając w panice swojego starszego brata wsiada do pobliskiego pustego wagonu, w którym wycieńczony zasypia. Budzi się setki kilometrów dalej w pędzącym przez góry i lasy, opuszczonym wagonie. Wysiada ponad tysiąc kilometrów od domu w Kalkucie. Nie zna nazwy miasteczka, z którego pochodził, ani dialektu regionu do którego trafił. Szybko znajduje się na ulicy. Trafia do ośrodka a stąd do pary Australijczyków. Dwadzieścia lat później, postanawia odszukać utraconą mamę i rodzeństwo.

Wzruszające, słodko-gorzkie kino.

 

Cudowny chłopak

Fot. Kadr z filmu

“Cudowny chłopak” to wzruszająca opowieść o odmienności i trudnościach, jakie z niej wynikają. Bohaterem filmu jest chłopiec, który od urodzenia ma zdeformowaną twarz. Inność nie pozwala mu normalnie funkcjonować wśród rówieśników, dla których Auggie jest „odmieńcem”.

Film wzrusza do łez, ale udaje mu się to osiągnąć swoją bezpretensjonalnością i szczerą wiarą w to, o czym opowiada.

“Cudowny chłopak” przede wszystkim opowiada o tym, że w gruncie rzeczy ludzie z natury są dobrzy, tylko trzeba umieć to dobro z nich wykrzesać, by mogło ujrzeć światło dzienne. Nawet, jeśli ktoś zachowuje się źle, raniąc przy tym innych, to ma w sobie potencjał, by zmieniać się na lepsze.

Nieważne kim jesteśmy, dokąd zmierzamy, jak wyglądamy, ważne abyśmy potrafili na siebie spojrzeć z życzliwością i szacunkiem. Abyśmy nikogo nie osądzali, nie znając jego historii.

I choćbyśmy uznali film za bajkę, to jednak naładowuje akumulatory i daje wiarę, że życie jest piękne , a my powinniśmy doceniać to co mamy. A mamy naprawdę dużo. Choćby dwie ręce, dwie nogi. Codziennie się budzimy, oddychamy. Możemy podziwiać świat. Delektować się smakiem kawy.

Uważam, że nasze dzieci powinny chodzić do kina na takie filmy.

Kilka cytatów z filmu:

“Wszyscy powinniśmy przynajmniej raz w życiu dostać owację na stojąco, bo przecież każdy z nas zwycięża ten świat”.

Dziwna sprawa, że czasem okropnie się czymś przejmujemy, a okazuje się, że to nic wielkiego”.

”  – …I pamiętaj, nikogo się nie bój
– Tato, dlaczego mówisz szeptem?
– Boje się mamy”

 

A Ciebie jaki film ostatnio wzruszył?

chleb 2jpeg

Lubię kiedy w domu pachnie drożdżowym ciastem

Lubię zapach drożdżowego ciasta. Kojarzy mi się z dzieciństwem.  Pamiętam kiedy, babcia wstawała skoro świt i piekła dla nas drożdżowe ciasto. Dzisiaj ja wstaję o czwartej rano, by zamieszać ciasto na chleb i bułeczki czy chałkę czy inny drożdżowiec, który przyjdzie mi do głowy :-). Nie wstaję tak wcześnie, bo lubię, ale dlatego, że o czwartej piętnaście zaczynam pisać. Ciasto rośnie, ja popijam kawę i piszę , kiedy mam spokój i ciszę , a cały dom jeszcze sobie śpi powstają różne historie.

O szóstej trzydzieści wstawiam ciasto do piekarnika, by  po czterdziestu minutach wyjąć je cieplutkie, świeże, pachnące.

Jeśli ktoś ma ochotę zapraszam do mnie 🙂

Przepis na mojego ulubionego drożdżowca, sprawdzony podaję poniżej.

Nie wiem skąd go mam , pewnie z inetrnetu. Trochę zmodyfikowałam i wychodzi zawsze pyszny;-)

Ciasto jest bardzo delikatne, puszyste i lekko kruszące się. Idealne na śniadanie lub podwieczorek. Można je jeść bez niczego, ale wyśmienicie smakuje z konfiturami. U mnie domowej roboty  ( sliwkowe, jagodowe luz z czarnej porzeczki)

Składniki:

  • 350 g mąki pszennej
  • 110 ml mleka
  • 2 jajka
  • 7 g drożdży instant lub 15 g świeżych
  • 3–5 łyżek cukru
  • 25 g oleju lub masła roztopionego
  • 2/3 szklanki rodzynek
  • 1 szklanka cukru pudru
  • 2 łyżki wody
  • jajko do smarowania

Do miski wsypuję mąkę, dolewam mleko, cukier, drożdże (suszone wrzucam bezpośrednio, świeże rozrabiam w mleku i wlewam). Nastepnie dodaję masło, dwa jajka, i mieszam. Następnie wyrabiam ciasto ręką, aż będzie elastyczne i gładkie  jak plastelina. Niekiedy podsypuję jeszcze mąką.Wkładam do miski i odstawiam w ciepłe miejsce. Przykrywam lnianą ściereczką. Powinno zwiększyć swoją objętość dwa razy, czas wyrastania ciasta to mniej więcej jedna do półtorej godziny.Wyrośnięte ciasto wyjmuję, składam na pół i wkładam do formy keksowej wyłożonej papierem do pieczenia. Ponownie odstawiam, aby podrosło ( pół godziny – 40 min). Smaruję roztrzepanym jajkiem z odrobiną mleka i wstawiam do nagrzanego na 180°C piekarnika, piekę ok. 35–40 minut

_MG_2100

Szkocja z mojej najnowszej powieści

Akcja mojej najnowszej powieści : “Minione chwile” , której premiera będzie 04.04 2017 roku  rozgrywa się w Szkocji.

Szkocja to kraj pełen wrzosowisk, ostrych klifów, wiatrów, zmiennej pogody. To pola, na których pasą się owce i kudłate, brązowe krowy. To surowe krajobrazy, owsianka i haggis. To ponure zamki, w których kiedyś mieszkały całe klany. Monumentalne budowle były świadkami bitew, miłości i zdrad. Uroku szkockim krajobrazom dodają liczne jeziora, o krystalicznie czystej wodzie. Wyobraźnię pobudzają historie o potworach zamieszkujących tamtejsze wody. Szkocja mnie zachwyciła, szczególnie północ. Północna Szkocja wygląda jak z tolkienowskich książek, gdzie czas jakby sie zatrzymał. A kiedy staniesz na szczycie klifu i popatrzysz najpierw w dół, a potem przed siebie masz wrażenie, jakbyś znalazł się na końcu świata.

Klify na południu (zdjęcie z archiwum rodzinnego autorki)

 

Są takie miejsca, tu na północy Szkocji, gdzie zwalnia czas. Miejsca gdzieś na końcu świata, które warto odwiedzić. Warto przejść się po wydeptanych ścieżkach, zapatrzeć się w zburzone morze, poczuć chłodny wiatr we włosach. I mieć nadzieję, że nie przypłynie łódź Wikingów.

na zdjęciu : Autorka, czyli ja 🙂 (zdjęcie z archiwum rodzinnego autorki)

W powieści opisałam zamek Glamis, w którym podobno straszy. W przeszłości odbywały się tam makabryczne sceny, które odbijają się echem do dzisiaj. Duchy cierpiących tu osób nie dają, bowiem o sobie zapomnieć. Lady Glamis – żoną i trucicielką lorda Douglasa została spalona na stosie za uprawianie magii. Lady obecnie ukazuje się pod postacią Szarej Damy, która modli się w zamkowej kapliczce przed ołtarzem. Widywana jest także w pozycji siedzącej w tylniej ławie kapliczki. Co ciekawe, występują w tym miejscu zjawiska, które parapsychologowie uważają za dowód istnienia ducha. Tam gdzie przebywa duch lady powietrze gęstnieje, a odwiedzający zamek ludzie czują duszności.

Zdjęcia : wyszukane w inetrnecie

Zagłębiając się dalej w historię zamku Glamis, natknąć się można na wydarzenie z roku 1486, kiedy to doszło do wyjątkowo makabrycznej sytuacji. Mieszkająca w pobliżu rodzina Ogilvie poprosiła ówcześnie panującego lorda Glamisa o schronienie przed wrogim rodem Lindsayów. Panujący możnowładca rozkazał ulokować swych nowo przybyłych gości w podziemnej komnacie. Rodzina Ogilvie została zamknięta na miesiąc, pozostawiona na łaskę losu i bez pożywienia. Po otwarciu drzwi w pomieszczeniu odnaleziono tylko jedną osobę, która jakimś cudem przeżyła. Jak się później okazało, przetrwała dzięki temu, że pożywiała się pozostałymi członkami rodziny. Jej stan psychiczny także pozostawał wiele do życzenia. Nie ustalono, dlaczego lord Glamis w taki sposób postąpił z  tą rodziną.

Na łąkach okalających zamek pojawia się postać jęczącego mężczyzny uciekającego przed niewidzialnym oprawcą. Według historyków jest to prawdopodobnie duch czarnoskórego służącego, na którego postanowiła zapolować szlachta w XVII stuleciu. Wtedy to panowie Glamis urządzali sobie polowania na ludzi. Służący został rozszarpany przez psy gończe, podczas gdy wysoko postawione damy śmiały się patrząc na dramatyczną sytuację. I nie ma w tym nic dziwnego, bo w tamtych czasach właśnie w taki sposób szlachta urozmaicała sobie wolne chwile.

Szkocja to też kapryśna pogoda. Tutaj niekiedy cztery pory roku często zlewają się w jedną – deszczową. Wybierając sie do Szkocji przygotuj nieprzemakalną kurtkę i dobre buty, chyba że lubisz tańczyć w deszczu.

 


 

Poza tym jest bajecznie pięknie…  Szczególnie tam, na północy. Gdzieś na końcu świata…

Północ Szkocji (zdjęcia z archiwum rodzinnego autorki)

 Książka :”Minione chwile” do nabycia w przedsprzedaży na stronie empik.pl

dzien babci

Babcia

“Popatrzyłam na babcię z podziwem. Moja silna, kochana babunia. Chwyciłam jej dłoń w swoją rękę. Jej szorstka i spracowana dotykała mojej – młodej i gładkiej. Kiedy byłam małą dziewczynką, babcia najpierw smarowała dłonie kremem cytrynowym, żebym nie czuła szorstkości jej skóry.

Zastanawiałam się nad tym, czy babcia Zosia czasem marzyła. Każda z nas przecież czasami marzy – o tym, żeby było jej lżej, żeby wyjechać na wakacje do innego kraju. Ale jeśli marzyła, to nikt nie wiedział o jej marzeniach i pragnieniach. I może nawet po cichutku w nocy płakała? Miała swoje tęsknoty, a jednak nie roztkliwiała się nad sobą. Pchała wóz z radościami i problemami przed sobą, pod górkę i z górki. Twarda, silna kobieta. Uparta, kochana, wyrozumiała.

Babcia Zosia  od sześćdziesiątki nosiła chustkę na głowie, siwiutkich włosów nie farbowała, zaczesywała je w kok. Nigdy się nie malowała i biegała po zakupy w męskich półbutach. Tuliła nas i rozpieszczała. Zawsze miała schowane w szafce galaretki, obsypane cukrem, których szczerze nie znosiłam, ale przy babci zawsze zachwycałam się ich smakiem. Babcia Marysia wydawała mi się jakaś niepogodzona z losem. Smutna i melancholijna, podczas gdy babcia Zosia była zawsze uśmiechnięta. Nie narzekała na zły los, złych ludzi, chociaż przecież i ją dotknęła wojna. Fakt, że babcia Zosia miała wtedy osiem lat, ale na pewno wojna i na niej odcisnęła piętno.

– Babciu? – zapytałam kiedyś babcię Zosię. – Może zafarbuję ci włosy?

– Po co?

– Żebyś ładnie wyglądała. Kiedyś byłaś taką piękną kobietą.

– Byłam młoda, brylowałam. Teraz przyszła starość i jestem babcią.

Nigdy nie widziałam babci Zosi, by stała przed lustrem i ze smutkiem spoglądała na swoje twarz odbicie, czy też doszukiwała się kolejnych zmarszczek lub narzekała na nadprogramowe kilogramy. Brała brała od życia to, co jej oferowało.

– Usiądź, dziecko – nakazała mi.

Spojrzałam jej w oczy. Była prostą kobietą, ale w jej oczach widziałam mądrość.

– Zygmunt – przeżegnała się – świeć Panie nad jego duszą, był cudownym mężczyzną, który kochał mnie taką, jaką byłam. I może dlatego nigdy nie przywiązywałam takiej wagi do wyglądu. Lubiłam dobrze wyglądać, jak każda kobieta, ale to nie było najważniejsze. Są rzeczy ważne i ważniejsze…

Uśmiechnęła się pod nosem.

– Miałam pięcioro dzieci. Zdajesz sobie sprawy ile przy nich miałam roboty?

Skinęłam twierdząco głową.

– Nie było dla mnie taryfy ulgowej. Mieliśmy duże gospodarstwo, którym trzeba było się zająć. Zygmuś sam by nie podołał. Mieliśmy do pomocy dwóch chłopaków ze wsi, ale obrobić takie pole, tyle hektarów, nie było proste. Liczyła się każda para rąk. Pracowałam w polu równo z chłopakami i Zygmusiem, nawet wtedy, kiedy byłam w dziewiątym miesiącu ciąży. A kiedy już wiedziałam, że będę rodzić, poszłam kury nakarmić i prosiaki. Krowy wyprowadziłam na pastwisko i dzieciakom obiad przygotowałam. A kilka godzin potem urodziłam. I znów do roboty z niemowlakiem przy piersi. I nie narzekałam. Byłam szczęśliwa, że powitałam na świecie kolejne dziecko, że dzieciaki najedzone, że Zygmuś w polu popija zimny kompot z mirabelek. Życie mnie doświadczyło, jak każdego, ale nie mam o to pretensji do nikogo. Przeżyłam przecież tyle pięknych chwil. Byliśmy szczęśliwą rodziną. Nawet wtedy, kiedy dotykały nas nieszczęścia, zawsze trzymaliśmy się razem. Właśnie to jest w życiu ważne – rodzina, jaka by ona nie była. Straciliśmy najstarszą córkę, Janinkę. Była dobrą dziewczyną, pomagała w opiece nad dzieciakami, nabijała swojemu tacie, a twojemu dziadkowi fajkę i często wieczorami rozmawiali. Ale pewnego ranka zaczęła kasłać krwią. Zygmuś pojechał z nią do lekarza. Ten stwierdził, że to zapalenie oskrzeli. Podał leki, ale one nic nie pomagały. Pojechaliśmy do innego lekarza, kazał stawiać bańki. Stawialiśmy, ale kaszel nie przechodził, był coraz bardziej uporczywy, a z każdym kaszlnięciem pojawiała się krew. Nie odstępowaliśmy Janeczki na krok. Siedzieliśmy przy jej łóżku na zmianę. Umarła pewnej ciepłej wiosennej nocy. Bardzo przeżyliśmy jej śmierć. Pochować własne dziecko to największa strata, jaka może spotkać człowieka. Wiem, że są rzeczy ważniejsze od pindrzenia się przed lustrem i jest większy dramat niż rozpaczanie nad kolejną zmarszczką. Co swoim bliskim może zaoferować kobieta goniąca za tym, by być piękną? Życie dla urody, podziwu, pieniędzy jest marną egzystencją. Bo czymże są pieniądze? Cyferkami na koncie, wydrukowanymi śmiesznymi papierkami. A uroda? Ona przemija, choćbyś nie wiem ile botoksu sobie wstrzyknęła i ile farb na włosy położyła, młodość przemija. Życie przemija i to jest fakt. A czym jest czas poświęcony bliskim? Wszystkim. Jest wszystkim tym, co najlepsze.” – ” A między nami wspomnienia”

Babcia to  radość. Moja babcia jest zawsze uśmiechnieta. Zaraża wręcz tym śmiechem. Babcia to dobroć. Nie znam drugiej takiej osoby, która miałaby w sobie tyle empatii. Pościel krochmali na sztywno i wywiesza nawet zimą na podwórku „by przeszła wiatrem i świeżym powietrzem”. Zawsze mi powtarza, że ludzie są dobrzy, tylko czasami im się coś pomyli. I ma prawo się pomylić, każdemu z nas”. Nie ocenia, a daje dobre rady :”Zrobisz z nimi co zechcesz, ale ja muszę ci to powiedzieć”. Babcia to piękno. Moja babcia jest piękną kobietą, pięknym człowiekiem.

Dziadziuś zaszczepił we mnie miłość do książek. To on czytał mi baśnie braci Grimm, Andresena czy Brzechwę. To on woził mnie swoim czerwonym  dużym fiatem niczym księżniczkę  ( i nawet z przodu mogłam siedzieć) na różne przejażdżki.  Przebaczał drobne przewinienia i dawał zaskórniaki.

“Moja miłość do twojego dziadka była zwyczajna, ale prawdziwa – opowiadała. – Już pod koniec naszego związku była tak samo stara jak i my. Z potarganymi, siwymi włosami, z pomarszczoną twarzą, bezzębna, ale wciąż uśmiechnięta, w pocerowanych ciuchach, ale wciąż dumnie prężyła pierś. To była miłość złożona z codzienności, garści wspomnień, z tysiąca radości, z kilkudziesięciu smuteczków, z niedopowiedzianych zdań, z bliskości, ze zrozumienia i z kompromisów.” – “Droga do domu”

 

 

nikt nie założy

Nie daj sobie wmówić, że coś z Tobą jest nie tak

We współczesnym świecie, każdy gdzieś biegnie, rozpycha się łokciami. Wciąż zmieniają się technologie, modele telefonów, a ludzie zajęci są nieustanną pogonią za tak zwanym szczęściem i sukcesem. Jeśli ty  się zatrzymasz, zostaniesz popchnięty, zepchnięty. Ktoś po Tobie sobie przejedzie. W tej gonitwie jeden chce być lepszy od drugiego, a co najgorsze jeden mówi drugiemu jakie to jego życie powinno wyglądać. Ciotki i pociotki, wujkowie, bliscy i dalecy znajomi, a także nieznajomi dumają nad tym, dlaczego  Marysia ma wspaniałego męża i duży dom, a Zuza gorzej trafiła. Basia ma ciepłą posadkę w biurze, oj i dobrze zarabia, a Gabrysia pisze książki.

Jedni mają swoje życie, a inni żyją cudzym. Wchodzą w to jego życie z brudymi buciorami i udzielają rad.

Epizod pierwszy:

” – A ty, co? Co dzisiaj tak leżysz?

– A, bo chcę poleżeć?

– Ale jak to? Jest sobota, posprzątaj, ogarnij, nagotuj na cały tydzień”

Epizod drugi :

” Bądź zwycięzcą! Walcz!”

” A ja będę sobie dzisiaj przegranym i pobeczę sobie.”

” A dlaczego?”

” Bo jestem człowiekiem”

Porady zawsze są w cenie, ale warto je odpowiednio filtrować czy flirtować z nimi.

Kiedy miałam dwadzieścia lat, pewna Pani powiedziała mi, że sukcesu na pewno nie odniosę, bo za wolno odbieram telefony. Ba, jeśli dalej tak pójdzie to nie zostanę  dobrą asystentką działu obsługi klienta. Odbywałam wówczas staż w pewnym call center. Co ciekawe trzy lata później byłam asystentką działu obsługi klienta w innej firmie, ale fakt, oszałamiającej kariery nie zrobiłam. 🙂 Potem jeszcze wiele razy słyszałam, że coś ze mną jest nie tak. Bo to jestem za wysoka, bo raz za chuda, raz za gruba, za głupia, za bardzo sie wymądrzam, bo to, bo tamto. Do tej pory niekiedy słyszę takie teksty.

“- Piszesz książki? Dla kobiet?” – ha ha ha.

” A, to siedzisz sobie cały dzień w domku. Co to za praca?” : – ha ha ha.

” A taka ta książka? Eeeee…Ja bym inną napisała.”

Napisz, nikt Ci nie broni, a nie dumaj, myśl, narzekaj. Przed Tobą tyle dróg, wybierz swoją.

Nie daj sobie wmówić, że coś z Tobą nie tak, a to co robisz nie ma sensu. Nie jesteś zupą pomidorową, żeby Cię wszyscy lubili. Nie muszą Cie lubić, nie muszą uważać, że to co robisz ma sens, ważne, że Ty tak uważasz. A ludzie… Cóż, niektórym sprawia jakąś dziwną satysfakcję, to kiedy wbiją komuś przysłowiową szpilkę.

Nikt w Ciebie nie uwierzy, jeśli Ty w siebie nie uwierzysz.

Ja uwierzyłam. Wierzę, że mogę dużo, chociaż nie zawsze mi to łatwo przychodzi.

Miewam gorsze dni. Wczoraj był jeden z tych dni. Ale  nawet jeśli, ktoś wczoraj by mi powiedział: ” Gabryśka, coś z Tobą jest nie tak”

Odpowiedziałabym :”Odwal się ode mnie”

Niektórzy lubią pisać nie tylko sobie ale i innym scenariusze. Ale to Twoje czy moje życie i nikomu nic do tego. Bo to my mamy być szczęśliwi, a nie sąsiadka obok.

Spójrz za siebie jak wiele dokonałaś, by znaleźć się w tym miejscu, w którym jesteś. Jak wiele musiałaś się nauczyć. Spójrz na te wszystkie wydarzenia, które bolały, ile łez wylałaś, ile razy zaklęłaś w duchu, ile razy wywróciłaś się na zakrętach.

Nie pozwól, by ktokolwiek obniżał Twoją wartość, raniąc Cię słowami. Są słowa, które zabijają marzenia, słowa sztylety, które ranią głęboko. Ale to tylko słowa.  Ulotne słowa.

A Ty jesteś niesamowitą kobietą, jedyną w swoim rodzaju. Kobietą ze swoimi uśmiechami, marzeniami, humorkami, gorszymi dniami. Kobietą, która tańczy  w deszczu i sięga po gwiazdy.

Uwielbiam film : ” W pogoni za szczęściem”. Obejrzałam go kilkanaście razy i zawsze wzrusza mnie tak samo.

Pozwolę sobie zacytować słowa, które zawsze podnoszą mnie na duchu:

Nie ganiaj za ludźmi. Rób swoje i pracuj ciężko.

Odpowiedni ludzie, Ci którzy pasują do Twojego życia, pojawią się sami i zostaną.

Nie daj sobie wmówić, że coś z Toba jest nie tak. Kto może wiedzieć o Tobie więcej niż Ty sam?” – “W pogoni za szczęściem”

 

znak zaptania

Niespodzianka!

Kochani, właśnie pracuję nad nowym projektem. Zostałam przez Was zmotywowana i…. Będzie się działo.

Już wkrótce o nim usłyszycie!

Jeśli jesteście zainteresowani  zostawcie swój adres email w Newsletterze ( dostępny na stronie bloga) , a w swoim czasie otrzymacie maila z powiadomieniem co , gdzie i kiedy 😉

Niespodzianka została już odryta. Więcej na jej temat możecie się dowiedzieć, klikając na TEN LINK.

image of vintage typewriter with phrase

Robię to, co lubię i dobrze mi z tym. Piszę…

Co robię? Piszę.   Jeszcze osiem lat temu nie miałam w planach napisania książki.   Byłam w ciąży. W pierwszych miesiącach musiałam leżeć, a że nie lubię bezczynności, postanowiłam napisać książkę. Miała być jedna i nigdy więcej kolejnej.  Ale „nigdy nie mów nigdy”. Napisałam drugą i potem kolejną. Oczywiście na początku nie zarobiłam kokosów i do tej pory nie zostałam milionerką. 🙂 Początkowo moje książki nie były na listach bestsellerów empiku, ani żadnych innych listach :-). Stały sobie na półeczkach księgarni. Ale to był mój mały sukces. Samą odpowiedź od Wydawcy uważałam za coś niesamowitego. I tak pomału, pomalutku, machina się kręciła, ja stukałam w klawiaturę komputera i zaczęłam wydawać kolejne książki. Moje książki są w „topce” empiku ich sprzedaż rośnie, współpracuję z dużymi Wydawcami, ale kiedyś tak nie było.

Czy miałam znajomości na rynku wydawniczym? Żadnych. To nieprawda, że Wydawcy wydają tylko książki znanych i poczytnych autorów. Wydają też debiutantów. Co i raz na rynku wydawniczym pojawia się ciekawa debiutancka powieść, którą warto przeczytać. Ja sama uwielbiam czytać “nowe ” nazwiska.

Mój debiut przeszedł bez echa, niezauważony, a jednak pojawił się kolejny pomysł na drugą książkę. Potem napisałam trzecią i kolejną. I jakoś nie mogę przestać. 😉

Zanim napisałam pierwszą książkę, przebrnęłam przez kilka prac. Fajnych i mniej fajnych. Byłam hostesą, sekretarką, pracowałam w biurze, w korporacji, w dziale administracji, jako opiekunka, prowadziłam swoją firmę.  Praca jak praca. Jedna fajna, druga mniej fajna. Miałam jednak to szczęście, że spotkałam wielu interesujących ludzi, z którymi utrzymuję kontakt do dziś. Do dziś pracuję na pół etatu.

Czy mam chwile zwątpienia? Oczywiście. Raz na jakiś czas mam ochotę rzucić pisarstwo. I to nie dlatego, że tego nie lubię, ale dlatego, że ktoś wyleje na mnie wiadro hejtu . Nie wszystkim musi się podobać, to, co robię, a niektórzy są po prostu złośliwi i zawistni. I nikt i nic tego nie zmieni. Ktoś kiedyś fajnie powiedział, aby trzymać się z dala od małych ludzi, którzy zawsze będą starali się pomniejszyć twoje ambicje. Mali ludzie zawsze tak robią, a wielcy sprawiają, że i ty możesz być wielki.

Autor, pisarz, dziennikarz to też człowiek i swoją wrażliwość ma. Jedni większą, drudzy mają grubszą skórę. Grunt to się nie przejmować i robić swoje. I wierzyć w siebie i swoje możliwości . Ja wierzę, w każdą moją książkę. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie wszystkie się spodobają, ale mam już spore grono oddanych Czytelniczek i Czytelników i bardzo Wam  za to dziękuję, że czytacie to co dla was napiszę.

Co mi pomogło w napisaniu  drugiej, trzeciej czy kolejnej książki?

Wytrwałość.  Ponoć nie talent, nie wykształcenie, a wytrwałość jest motorem działania.

Gdzie szukam inspiracji do moich książek?

Widzę inspiracje w otaczającym mnie świecie. Noszę przy sobie notes. Podglądam sobie zachowania innych ludzi, a to w kawiarni, a to w sklepie.  Najlepsze historie przychodzą mi do głowy podczas  gotowania i sprzątania. 🙂

Z perspektywy czasu uważam, że napisanie książki, było najlepszą decyzją, jaką podjęłam.  Na początku było ciężko się przebić, ale teraz dobrze mi z tym moim pisarstwem.  Pisanie książek wymaga na pewno samodyscypliny i samozaparcia. Więc piszę każdego dnia, oprócz niedzieli.  Kiedy naprawdę nie mogę wskrzesać z siebie ani jednego akapitu, to poprawiam to, co już napisałam poprzedniego dnia.

Czy lubię swój fikcyjny literacki świat? Tak, czasami tak bardzo, że zapominam o bożym świecie, nie raz mięso mi się przypaliło, czy mleko wykipiało.  Potrafię się zatracić w tym, co robię. Czy to dobrze? Ponoć każdy pisarz ma trochę z wariata.  I czasami ten literacki fikcyjny świat jest dużo fajniejszy od tego rzeczywistego, bo sama go sobie kreuję.

Czy zawsze mi się chce?

Czasami mi się nie chce. Pewnie, że mi się nie chce.   I czasami mówię sobie, Gabryśka no to chociaż akapit napisz.  Najgorzej jest zacząć , a potem to już leci.

Czy wszystko jest takie cacy? Oczywiście, że nie. Czasami terminy gonią, a tu dziecko zachoruje i zawalasz kilka dni pisania. Czasami ktoś Ci wbije  taką szpilę, że odechciewa Ci się wszystkiego. Czasami trudno jest pogodzić jedną pracę z drugą. Trzeba też promować się w mediach społecznościowych, czego akurat nie lubię.  Machina promocyjna zabiera mnóstwo czasu, ale żeby książka dobrze się sprzedała trzeba poświęcić czas na promocję, chociaż ja osobiście wolałabym sobie pisać. Ale jest też duga strona medalu, dzięki spotkaniom autorskim poznałam wielu ciekawych, sympatycznych , cudownych ludzi.  Więc jednak nie ma tego złego… Ale ogólnie jest fajnie, jestem swoją szefową, w pewnym sensie, bo jednak są umowy, zobowiązania wobec Wydawcy. 🙂

Co robię w wolnym czasie?

No jak to co? Czytam książki  i piję kawę 🙂

Czy czuje się osobą rozpoznawalną?

Zdecydowanie. Niestety najczęściej ludzie rozpoznają we mnie kogoś innego. Około 50% rozpoznających mnie osób twierdzi, że jestem kimś innym, ale nie kojarzą, kim. 😀 Jednej pani przypominałam też sprzedawczynię z warzywniaka. A to chyba dlatego, że moje zdjęcia na okładkach są  deilkatnie, podkreślam delikatnie podrasowane. 🙂  W realu nie wyglądam tak pięknie.

Czy chwalę się swoimi sukcesami?

Jestem dumna ze swoich sukcesów, bo czemu i nie? To moja ciężka praca, to konsekwencja w działaniu, to nieprzespane noce. Nikogo nie okradlam, nikogo nie wykorzystalam. Jest to powód do dumy, bo np. moja najnowsza książka  była w “topce” empiku przez wiele tygodni. A od Czytelniczek dostałam mnóstwo ciepłych wiadomości. I te wiadomości najbardziej cieszą.

Ktoś powie: “no dobra, ale są większe sukcesy w życiu, co tam książka “dla bab”. Pewnie, że są. Są mniejsze i większe sukcesy. Ale dla mnie te moje są moim  promyczkiem. I mam powód, by pękać z dumy. 🙂

Oczywiście nie było by mnie tu, bez moich kochanych Czytelniczek i Czytelników. Dziękuję Wam ślicznie, że czytacie, to co do Was napiszę, za wsparcie i  że po prostu ze mną jesteście. Niekiedy stajecie murem.

Robię to, co lubię i dobrze mi z tym. Mam jeszcze tyle historii do opisania,  mam nadzieję, że Was nie zawiodę.

 

 

_________09897jpg

Podaruj sobie…

Podaruj sobie spokojne sny, kubek dobrej kawy o poranku, kilka chwil szczęścia.

Rozgrzesz się z drobnych grzeszków. Zapomnij o tym, co boli. Nie szukaj dawnych uniesień, słów, które dzisiaj nie mają znaczenia. Daj się porwać ulubionym dźwiękom muzyki.  Niech łzy zmyją cierpienie.

Podaruj sobie chwile z ludźmi, których kochasz. I książkę. Książkę też sobie podaruj.

Przeczytaj, obejrzyj historię, która sprawi, że zadrży Ci serce.

Zacznij następny dzień z przytupem.

Zaczaruj swój świat.

Wychyl kielicha z przyjacielem. Powspominaj stare, dobre czasy. Kiedy procenty krażą we krwi, wtedy są najlepsze “wspominki”.

A potem zaśpiewajcie tą piosenkę, którą tak bardzo lubicie, fałszując przy tym okrutnie.

Podaruj sobie spokój ducha. Wycisz przeszłe emocje.

Krzyknij, roześmiej się, zaklnij.

Podaruj sobie, to o czym tak bardzo zawsze marzyłeś…

 

Copyright 2017 - 2018 Gabriela Gargaś © All Rights Reserved