Babcia

“Popatrzyłam na babcię z podziwem. Moja silna, kochana babunia. Chwyciłam jej dłoń w swoją rękę. Jej szorstka i spracowana dotykała mojej – młodej i gładkiej. Kiedy byłam małą dziewczynką, babcia najpierw smarowała dłonie kremem cytrynowym, żebym nie czuła szorstkości jej skóry.

Zastanawiałam się nad tym, czy babcia Zosia czasem marzyła. Każda z nas przecież czasami marzy – o tym, żeby było jej lżej, żeby wyjechać na wakacje do innego kraju. Ale jeśli marzyła, to nikt nie wiedział o jej marzeniach i pragnieniach. I może nawet po cichutku w nocy płakała? Miała swoje tęsknoty, a jednak nie roztkliwiała się nad sobą. Pchała wóz z radościami i problemami przed sobą, pod górkę i z górki. Twarda, silna kobieta. Uparta, kochana, wyrozumiała.

Babcia Zosia  od sześćdziesiątki nosiła chustkę na głowie, siwiutkich włosów nie farbowała, zaczesywała je w kok. Nigdy się nie malowała i biegała po zakupy w męskich półbutach. Tuliła nas i rozpieszczała. Zawsze miała schowane w szafce galaretki, obsypane cukrem, których szczerze nie znosiłam, ale przy babci zawsze zachwycałam się ich smakiem. Babcia Marysia wydawała mi się jakaś niepogodzona z losem. Smutna i melancholijna, podczas gdy babcia Zosia była zawsze uśmiechnięta. Nie narzekała na zły los, złych ludzi, chociaż przecież i ją dotknęła wojna. Fakt, że babcia Zosia miała wtedy osiem lat, ale na pewno wojna i na niej odcisnęła piętno.

– Babciu? – zapytałam kiedyś babcię Zosię. – Może zafarbuję ci włosy?

– Po co?

– Żebyś ładnie wyglądała. Kiedyś byłaś taką piękną kobietą.

– Byłam młoda, brylowałam. Teraz przyszła starość i jestem babcią.

Nigdy nie widziałam babci Zosi, by stała przed lustrem i ze smutkiem spoglądała na swoje twarz odbicie, czy też doszukiwała się kolejnych zmarszczek lub narzekała na nadprogramowe kilogramy. Brała brała od życia to, co jej oferowało.

– Usiądź, dziecko – nakazała mi.

Spojrzałam jej w oczy. Była prostą kobietą, ale w jej oczach widziałam mądrość.

– Zygmunt – przeżegnała się – świeć Panie nad jego duszą, był cudownym mężczyzną, który kochał mnie taką, jaką byłam. I może dlatego nigdy nie przywiązywałam takiej wagi do wyglądu. Lubiłam dobrze wyglądać, jak każda kobieta, ale to nie było najważniejsze. Są rzeczy ważne i ważniejsze…

Uśmiechnęła się pod nosem.

– Miałam pięcioro dzieci. Zdajesz sobie sprawy ile przy nich miałam roboty?

Skinęłam twierdząco głową.

– Nie było dla mnie taryfy ulgowej. Mieliśmy duże gospodarstwo, którym trzeba było się zająć. Zygmuś sam by nie podołał. Mieliśmy do pomocy dwóch chłopaków ze wsi, ale obrobić takie pole, tyle hektarów, nie było proste. Liczyła się każda para rąk. Pracowałam w polu równo z chłopakami i Zygmusiem, nawet wtedy, kiedy byłam w dziewiątym miesiącu ciąży. A kiedy już wiedziałam, że będę rodzić, poszłam kury nakarmić i prosiaki. Krowy wyprowadziłam na pastwisko i dzieciakom obiad przygotowałam. A kilka godzin potem urodziłam. I znów do roboty z niemowlakiem przy piersi. I nie narzekałam. Byłam szczęśliwa, że powitałam na świecie kolejne dziecko, że dzieciaki najedzone, że Zygmuś w polu popija zimny kompot z mirabelek. Życie mnie doświadczyło, jak każdego, ale nie mam o to pretensji do nikogo. Przeżyłam przecież tyle pięknych chwil. Byliśmy szczęśliwą rodziną. Nawet wtedy, kiedy dotykały nas nieszczęścia, zawsze trzymaliśmy się razem. Właśnie to jest w życiu ważne – rodzina, jaka by ona nie była. Straciliśmy najstarszą córkę, Janinkę. Była dobrą dziewczyną, pomagała w opiece nad dzieciakami, nabijała swojemu tacie, a twojemu dziadkowi fajkę i często wieczorami rozmawiali. Ale pewnego ranka zaczęła kasłać krwią. Zygmuś pojechał z nią do lekarza. Ten stwierdził, że to zapalenie oskrzeli. Podał leki, ale one nic nie pomagały. Pojechaliśmy do innego lekarza, kazał stawiać bańki. Stawialiśmy, ale kaszel nie przechodził, był coraz bardziej uporczywy, a z każdym kaszlnięciem pojawiała się krew. Nie odstępowaliśmy Janeczki na krok. Siedzieliśmy przy jej łóżku na zmianę. Umarła pewnej ciepłej wiosennej nocy. Bardzo przeżyliśmy jej śmierć. Pochować własne dziecko to największa strata, jaka może spotkać człowieka. Wiem, że są rzeczy ważniejsze od pindrzenia się przed lustrem i jest większy dramat niż rozpaczanie nad kolejną zmarszczką. Co swoim bliskim może zaoferować kobieta goniąca za tym, by być piękną? Życie dla urody, podziwu, pieniędzy jest marną egzystencją. Bo czymże są pieniądze? Cyferkami na koncie, wydrukowanymi śmiesznymi papierkami. A uroda? Ona przemija, choćbyś nie wiem ile botoksu sobie wstrzyknęła i ile farb na włosy położyła, młodość przemija. Życie przemija i to jest fakt. A czym jest czas poświęcony bliskim? Wszystkim. Jest wszystkim tym, co najlepsze.” – ” A między nami wspomnienia”

Babcia to  radość. Moja babcia jest zawsze uśmiechnieta. Zaraża wręcz tym śmiechem. Babcia to dobroć. Nie znam drugiej takiej osoby, która miałaby w sobie tyle empatii. Pościel krochmali na sztywno i wywiesza nawet zimą na podwórku „by przeszła wiatrem i świeżym powietrzem”. Zawsze mi powtarza, że ludzie są dobrzy, tylko czasami im się coś pomyli. I ma prawo się pomylić, każdemu z nas”. Nie ocenia, a daje dobre rady :”Zrobisz z nimi co zechcesz, ale ja muszę ci to powiedzieć”. Babcia to piękno. Moja babcia jest piękną kobietą, pięknym człowiekiem.

Dziadziuś zaszczepił we mnie miłość do książek. To on czytał mi baśnie braci Grimm, Andresena czy Brzechwę. To on woził mnie swoim czerwonym  dużym fiatem niczym księżniczkę  ( i nawet z przodu mogłam siedzieć) na różne przejażdżki.  Przebaczał drobne przewinienia i dawał zaskórniaki.

“Moja miłość do twojego dziadka była zwyczajna, ale prawdziwa – opowiadała. – Już pod koniec naszego związku była tak samo stara jak i my. Z potarganymi, siwymi włosami, z pomarszczoną twarzą, bezzębna, ale wciąż uśmiechnięta, w pocerowanych ciuchach, ale wciąż dumnie prężyła pierś. To była miłość złożona z codzienności, garści wspomnień, z tysiąca radości, z kilkudziesięciu smuteczków, z niedopowiedzianych zdań, z bliskości, ze zrozumienia i z kompromisów.” – “Droga do domu”

 

 

Następny Post
Poprzedni Post

Komentarze



Gabrysia

3 lata temu

Pięknie napisane. Moje babcie mieszkają w moim sercu do dziś. Cytat na obrazku jak najbardziej zgodny z prawdą tylko, że niestety, nie każdy… może 🙁 Przez głupi upór ludzi, czasami lata mijają i ani babcia nie ma szans poznać wnuczki , ani odwrotnie… Może kiedyś… a może juz będzie za późno? Kto wie… Pozdrawiam serdecznie.

Gabriela Gargas

3 lata temu

Pani Gabrysiu, ślę mnóstwo uścisków!

Gdzie mnie można znaleźć

Już do kupienia!

Zapisz się do listy i pobierz za darmo najnowsze opowiadnie Gabrieli Gargaś pt “Będę na Ciebie czekać”

Copyright 2017 - 2021 Gabriela Gargaś © All Rights Reserved