lato 7

Dziś mój świat…

Piszę dla Was książkę… I chciałabym Wam przedstawić dwa fragmenty.

Fragmenty pierwszy:

Kiedyś mój świat miał zapach ciasta drożdżowego z jagodami.

Miał dotyk szorstkich dłoni mojej babci. Miał głos Dziadziusia, który czytał dla mnie książki.

Mój świat był pełen dziecięcych kolorów. Trochę też bolał, kiedy pozdzierałam do krwi kolana.

Wypełniał go zapach bzu, który zerwał tata wracając z pracy.

Spoglądałam na niego przez różowe okulary, bujając się na huśtawce.

Kiedy mój świat zachorował, mama nacierała mnie specjalną maścią z kotkiem.

To była „kotkowa” maść, która pomagała na wszystko.

Potem świat zmienił trochę kontury. Trochę się wyostrzył, ale… Wciąż cieszył.

Były pogaduchy z dziewczynami o chłopakach, pierwsze miłości.

I takie pocałunki, od których usta szczypały.

I złamane serce też było, a miało być na zawsze, a było na trochę. 

Bo w wieku siedemnastu lat, tak po trochu się kosztowało tego życia.

Były wielkie koła w uszach i miniówki, i buty na koturnie, które wyglądały jak żelazka.

Były dyskoteki i piwo w altance i paluszki słone.  Była toplista piosenek z VIVY lub MTV.

I żubrówka z sokiem jabłkowym od której wirował świat.

Wymykanie się przez okno do chłopaka, którego kochało się nad życie. Później to życie zweryfikowało rozwój znajomości.

Później świat pachniał olejkiem bambino, mlekiem, zasypkami. I były zarwane noce, ale już z innych powodów. I Trzeba było dorosnąć.  A potem znów odnaleźć w sobie pasję do zabaw. I pierwsze kroki, pierwsze : „ mamo”.

I miłość, na dobre i na złe, która czasem była powykrzwiana.

Dzisiaj mój świat ma zapach niepodjętych decyzji. 

Dzisiaj mój świat jest bardziej poważny, ale gdzieś tam ja taka niepoważna.

Dzisiaj mój świat czasami boli.  Ale ma też chwile tylko dla mnie. Bo zrozumiałam, że nie warto tak gnać w poszukiwaniu szczęścia.

Dzisiaj mój świat wie, co jest już ważne, a co trzeba sobie włożyć

głęboko w d…

Dzisiaj mój świat ma miłość i przyjaźń, na które człowiek może liczyć.

I jest z różowymi okularami, ale bez nich też jest.

Są trzeźwe osądy. Mrówcza praca i zapieprzanie pod górkę, żeby potem z górki było.

I jest zachwyt i wiara, że będzie dobrze, że to czy tamto się uda.

Dziś mój świat wciąż ma zachwyt łąki pełnej maków i chabrów. I ja cieszę się tak ogromnie, że potrafię tak się zachwycać.

Jest  w nim tyle znaków zapytania, wykrzykników i kropek. Zielonych kropek.

Dzisiaj mogę powiedzieć,  że różnie bywało, ale ważne, że jest… Wciąż  jest…

Fragment drugi :

Lubię mieć pewne sprawy za sobą, a  tyle jeszcze przed sobą.

Lubię tę swoją dojrzałość, choć niektórych zmarszczek nie lubię. Ostatnio dostałam wysypu nowych i nie powiem, ze jakoś  na ich widok tryskam szczęśliwością!

Nauczyłam się z nimi żyć. Ot tak po prostu.

Odchudzam się sukcesywnie, od każdego poniedziałku. A potem mi poniedziałków w kalendarzu brakuje.

A teraz idę wypić wiadro kawy, żeby się obudzić i zjeść dwa tosty z dżemem, coby przypadkiem na wadze nie stracić.

Nie znajdziecie u mnie wypasów, nie dostaję koszów róż, nikt mi nie wysypuje codziennie rano płatków kwiatów na pościel. Nie śpię w satynie a w bawełnie.

Uwielbiam pomidorową, pierogi, placuchy ziemniaczane dobrze wysmażone.

Nie serfuję, nie potrafię jeździć na nartach.

Za pięknymi, wystalizowanymi zdjęciami, czasami kryje się tona fałszu. Nie afiszuję się z moją miłością. Niektórzy sądzą, że mam ich kilka, jeszcze inni, że jestem samotna.  A ja jestem tak szczęśliwa, że głowa mała I nie potrzeba mi do tego neta, żeby o swoich stanach obwieszczać wszystkich dookoła. Nie mam zajebistej zastawy, która z prostokątnej zmienia się w owalną ( wnioskując po cenie, to taka powinna być). Mam swoje cudne filiżaneczki, w kwiatuszki, różyczki, w fiolety i róże, które uwielbiam.

Wypijam dziennie wiadro kawy, a nawet dwa.

Czytam Szymborską, Poświatowską i Kunderę.

Milan Kundera czaruje słowem: „Wystarczy taki mały niedostrzegalny powiew wiatru, by sprawy lekko się przesunęły i to za co jeszcze przed chwilą człowiek gotów był oddać życie, nagle okazuje się  jako pozbawiony treści bezsens”

deszczowo

Czasami…

Czasami… Zamykasz się na cztery spusty. To wtedy, kiedy jest ci naprawdę źle…

Czasami nie masz ochoty  z nikim rozmawiać. To twoja forma na przetrawienie pewnych rzeczy.

Czasami wyganiasz z serca potwory…  Rozganiasz na cztery strony świata.

One tam siedziały i Cię raniły.

Czasami bywa źle.

Czasami chcesz czuć się niewidzialnym.

Innym razem z rozpaczą wołasz, by cię zauważono.

Walisz pięścią w poduszkę. Zagryzasz wargę.

Czasami człowiek staje z szeroko otwartymi oczami, bo usłyszał coś, czego się nie spodziewał usłyszeć.

I ufasz komuś, bo myślisz, że to przyjaźń.

A tu nagle cios z tyłu i padasz na kolana.

Czasami pada diagnoza.

A to nie tak miało być? Nie tak…

Bo inni tak, ale nie ty.

Doświadczasz.

Masz siłę, albo ją tracisz.

Padasz. By jakoś się potem wygramolić.

By powstać.

Bo coś ci pisane, a coś  inne nie jest.

Bo pstrykanie na telefonie.

Bo szklane ekrany, dotykowe…Bez dotyku.

A chcesz, by ktoś za tę rękę stukającą potrzymał.

Bo kurwa mać i ja cię przepraszam.

Ocierasz rękawem oczy.

Wydmuchujesz nos.

I masz w nosie ( tym wydmuchanym)  co ludzie powiedzą.

Bo niektórzy nic mądrego nie powiedzą.

Bo trzeba być dobrym ale nie naiwnym.

Bo między słowami.

Między wierszami…

Bo ciepła… Bo otulających słów potrzebujesz ty, potrzebuję ja…

Bo… Czasem nucę piosenkę:

„Nic nie rozumiem, choć wszystko jest jasne I szukam Cię w tłumie i czuję jak gasnę Ludzie jak duchy latają nad miastem Świat jest zatruty, więc chodzę w tej masce Czasem chciałbym umieć latać, gdy ta pustka za mną chodzi Stoję sam na końcu świata, ślę buziaka na emoji Mała :-*

Opowiem ci pewną historię… To będzie opowieść o kobiecie.

Sypiała na Dworcu Warszawa Centralna. Miała trzydzieści pięć lat, wyglądała na pięćdziesiąt.

 – Kto, by się tym przejmował, powiedziała kiedyś  mężczyźnie, który nalewał jej zupę.

– Przejmujesz się w ogóle czymś?  – zapytał ją mężczyzna, który pracował jako wolontariusz i pomagał bezdomnym.

– Czymś tam się przejmuję, ale niewiele jest już rzeczy, którymi mogłabym się przejmować. Nie warto.  – Kobieta była mądra, bystra i miała jakiś żar w oczach. Czuć też od niej było nieprzyjemny zapach. Swędziało ją niemal całe ciało i co chwila się drapała. Nie chciała dać sobie pomóc. A może tylko tak się jemu wydawało?  Ilekroć przynosił jej jakieś rzeczy, ona je rozdawała. Nawet porcją zupy potrafiła się podzielić, z kimś kto już swoją zjadł.

– On już jadł – nie wytrzymał kiedyś wolontariusz i powiedział o tym kobiecie.

– Może się nie najadł – uśmiechnęła się łobuzersko.

– Ale ty będziesz głodna.

– Może tak a może nie… – Była w niej jakaś przekora, a mężczyzna zastanawiał się, wielokrotnie dlaczego taka kobieta jest bezdomna. Co się w jej życiu stało, że wylądowała na bruku. Nie chciała o tym opowiadać, a on snuł różne scenariusze.

Zawsze była dla niego życzliwa i on też ją polubił. Spotykali się już od roku i dużo ze sobą rozmawiali. Także jakaś więź się między nimi zrodziła.

Kiedyś oblał egzamin, był studentem trzeciego roku medycyny. Nie miał ochoty na gadki. Był po prostu zły i zawiedziony. I wtedy podeszła do niego bezdomna. Po raz pierwszy powiedziała mu, że ma na imię Marika.

– Śliczne imię – skomplementował.  Sam nie wiedział dlaczego, ale poczuł w sercu radość.

– Wiem –  położyła mu swoją brudną dłoń na ramieniu i powiedziała.- Są rzeczy ważniejsze od niezdanego egzaminu.

Spojrzał na nią i wtedy przekonał się, że ma rację…

Gdzie można mnie znaleźć

NOWOŚĆ! Wkrótce do kupienia!

Już do kupienia

Luna” – Gabriela Gargaś

Premiera: 24.02.21

 

Zapisz się do listy i pobierz za darmo opowiadnie Gabrieli Gargaś pt “Będę na Ciebie czekać”

Copyright 2017 - 2021 Gabriela Gargaś © All Rights Reserved