Nie jestem święta, ale świetna to już tak 😊 Ze swoją normalnością, zwyczajnością, wadami.

Ze swoim donośnym śmiechem.

Wiem czego na pewno w życiu nie chcę. A czego chcę? Niekiedy wiem, innym razem,  nie wiem. Tak po prostu nie wiem.

Mam dobre serce, ale to nie znaczy, że nie dopada mnie złość. O tak… Jak ja potrafię pięknie stracić kontrolę nad emocjami.

Ale… Potrafię przeprosić, jeśli nawarzyłam piwa.  Nie znoszę  jeśli, ktoś coś spieprzy i nie potrafi się do tego przyznać.  Niektórym ludziom słowo „przepraszam” jakoś nie potrafi przejść przez gardło. Ale to oni mają jakiś problem.

Boksuję się z życiem, ale też biorę je na klatę. Czasami sobie odpuszczam różne rzeczy.

 Zapominam albo przypominam sobie o niewczasie.

Nie jestem poprawna, raczej niepoprawna.

Nauczyłam się, że jeśli chcę coś zrobić, na czym mi naprawdę zależy, to to robię. Serio. Życie jest moje, życie jest jedno.  I mam rodzinę, jestem fajną mamą ( która czasami wydrze się, zezłości) i kocham szalenie, ale też jakaś cześć siebie jest tylko moja.  I  mam swoją przestrzeń życiową…

Jestem lojalną przyjaciółką.  Wierzę w długoletnie przyjaźnie, miłości… Nie zmieniam wokół siebie ludzi jak rękawiczki.  Bo jak kogoś lubię, uwielbiam, kocham, to chcę, by przy mnie był i ja chcę mu towarzyszyć w jego wędrówce przez życie.

Nie pasuję do niektórych miejsc, niektórych ludzi, ale to nie oznacza że ich nie szanuję. Niech oni swoje, a ja swoje.  Bez żadnych animozji.

Nie znoszę pozerstwa, udawania, ściemniania, że jest się kimś kim się nie jest.

Często  „bywam” na proszonych kolacjach ( pracowałam w korporacji i  różne biznesy były/są w moim życiu więc i kolacje na szczycie się odbywały/odbywają)  Niektóre są naprawdę odlotowe, wyluzowane, ale część jest taka, że muszę spinać pośladki. I  tak jak nie cierpię ludzi z kołkami w tyłku, to czasami i ja z tym kołkiem w tyłku siedzę.  I przepiórcze jaja wjeżdżają i jakieś różowe kulki w sosie truflowym, i to i tamto, a ja marzę o placku ziemniaczanym po węgiersku , którego przepiłabym kielichem czegoś mocniejszego, a tu jakieś takie nie wiadomo co do picia.  I zaczynają się rozmowy o ambitnych dziełach, a ja kilka przeczytałam, ale nie wszystkie mi się podobały. O kilku nie mam zielonego pojęcia. Więc milczę, a że głupio tak tylko siedzieć więc  siup kieliszek nie wiadomo czegoś, co smakuje jak kamfora między przepiórczym jajem a różową kulką. Potem temat o malarstwie wchodzi, o którym nie mam zielonego pojęcia. Oooo, „Pocałunek” Klimta mi się podoba,  i „Krzyk” Muncha, taki trochę psychodeliczny jest, ale ma coś w sobie. I mówię jedno zdanie o tym „Krzyku” psychodelicznym. I….. I tyle w temacie, więc potem znowu sobie milczę i siedzę z kołkiem w tyłku i przyklejonym uśmiechem. Taka jak odmieniec doczepiony i myślę sobie, byle dotrwać do końca. Gabrysiu, dasz radę. 😊

I ludzie wspaniali, a jacyś tacy nie moi. I jedzenie okej, ale też nie moje. .. 😊

I chciałam Wam  napisać, że praca pracą, bywanie bywaniem, a życie życiem.  A ze mnie to taki „swojak”, który coś tam w głowie ma i tego sobie nie ujmuję, ale nie spinam się jak czegoś nie wiem, czegoś nie przeczytałam, o czymś nie słyszałam.  I  nie wszystko co robię w życiu mi się podoba. Większość już tak, ale czasami przyjdzie i kolacja z jajem przepiórczym i kulką w truflach, co nie koniecznie lubię.

Mam cudną robotę pisarską, garstkę oddanych ludzi wokół. Ktoś tam mnie kocha. I czego więcej chcieć. 😉

Oto ja, która pisze dla Was prosto z serca.

Ma już trochę zmarszczek, ale to od śmiania się 😉 i życzę ludziom naprawdę dobrze. Kto mnie zna, ten wie.

I notorycznie gubię klucze i nie wiem gdzie położyłam bałagan.

I mam takie dni, że nic w chacie nie ogarniam, a potem znowu mam zrywy, że chata na błysk posprzątane i obiad z dwóch dań i dwa ciasta i pulpeciki w lodówce zamrożone.

I kwiaty polne kocham i wschody słońca, bo jestem wariatką.  Kiedyś Wam już o tym pisałam, że wariaci kochają wschody słońca, a romantycy zachody. Ja zdecydowanie wschody…

Jeden kolega kiedyś mi powiedział , że obłąkana jestem. Miał rację. 😊  Obłąkana w stosunku do życia, bo je lubię, nawet jak czasami daje mi kopa w zad.

Uwielbiam  piękne widoki, brukowane uliczki, kawiarenki, ciekawych ludzi, miejsca, gdzie wchodzisz i sobie myślisz, chciałabym tu zostać. Nie wiesz w sumie dlaczego, bo na stoliku wyszczerbiony kubek, bo starszy kelner z brodą do pasa puszcza do ciebie oko, bo z głośników bałkańska muzyka płynie. Bo magia… Bo powietrze gęste od emocji. Bo wzruszenie.

Wiesz, jak kocham się wzruszać, przeżywać…