„Będziemy mijać się bez gestu i bez słowa

Nie pamiętając, że przez krótki czas kochaliśmy się na zawsze.”

W. Szymborska.

Ludzie lubią używać słowa  “na zawsze”… Podobnie jak innych wytartych frazesów.

Nie zdają sobie sprawy, że na zawsze może stracić swój termin przydatności.

A potem zdziwieni, z rozdziawioną buzią stoimy bezradni, chcąc składać reklamację: że na zawsze okazało się na chwilę.

Nie lubiła słów przysięgi małżeńskiej, a szczególnie słów: „ I że cię nie opuszczę aż do śmierci”:

Nie wiemy kiedy nasze drogi z drugą osobą się rozejdą.

Kiedy ona będzie składała słowa przysięgi małżeńskiej powie:  i że cię nie opuszczę dopóki oboje będziemy siebie kochać. Dopóki miłość będzie trwała.

To smutne, kiedy dwoje ludzi żyje z sobą pod jednym dachem bez miłości…

PROLOG

Pogoda była ładna, ale wietrzna. Na Bałtyku tworzyły się spienione fale. Chwilę wcześniej Michał pomyślał, że  taka pogoda bywa zdradliwa. Wiedział, że wtedy trzeba zachować szczególną ostrożność. Wiedział też, że ludzie nie mają pokory do morza i zakładają, że akurat im to nic złego się nie wydarzy.

Kalina była bardzo zmęczona tym, co się ostatnio wokół niej działo. Za dużo napięć, za dużo pracy. Za dużo wszystkiego. I jeszcze Krystian… Odpuścił na jakiś czas, a teraz ponownie powrócił. 

Wszystko w jej życiu zaczęło rozchodzić się w szwach, kiedy uświadomiła sobie, że w to co wierzyła było kłamstwem.  Uwierzyła w kogoś, a ten ktoś zadrwił z jej wiary, z uczuć , z jej zaufania. Była dobrym człowiekiem, ale pamięta co wtedy pomyślała po jego kolejnym kłamstwie. Że chciałaby żeby zniknął… Żeby go nie było. Każdy z nas ma takiego kogoś, o którym choć raz pomyślał, by zniknął i nawet jeśli się tego wypiera, to i tak nad niektórymi emocjami trudno zapanować.

On ją zniszczył. Zniszczył kobietę, którą kiedyś była.  A ona… Ona przecież przez krótką chwilę w swoim życiu tak bardzo go kochała…

Zamknęła oczy. Zrobiłaś w życiu coś, czego w normalnych warunkach byś nie zrobiła? Pod wpływem silnego wzburzenia? Impulsu? Emocji? Rozwścieczenia?  Coś o czym nikomu byś się do tego nie przyznała?

Ona wtedy, te kilka miesięcy temu zrobiła…

A teraz on powrócił. Powrócił , by jej o tym przypomnieć.

Przyjechała nad morze sama. To  miał być  czas tylko dla niej. Musiała poukładać w głowie tyle myśli. To Kaja namówiła ją na ten wyjazd.  

Tego dnia kobieta czuła się słabo. Ostatnio mało jadła. Z nerwów nie mogła nic przełknąć. Kręciło jej się w głowie. Napiła się wody i położyła się na materacu. Lubiła kiedy woda kołysała ją lekko, wtedy najbardziej była odprężona.  Musiała przysnąć, kiedy się obudziła zauważyła, że jest daleko od brzegu. Dźwignęła się na łokciu. Przed oczami pojawiło jej się tysiące gwiazdek. Głowa jej ciążyła, a ona sama opadała z sił. Nie wiedziała jak to się stało, ale nagle znalazła się w wodzie. Ona, która potrafiła zachować zimną krew teraz spanikowała. I w jednej chwili pomyślała, może dobrze, ze tonę. Tak, przeszła jej taka myśl przez głowę. Chora myśl. Ona od dawna tonęła, przez niego. Nie, nie da mu tej satysfakcji, poza tym jest jej syn. Zaczęła wymachiwać rękoma. Próbowała wypłynąć na zewnątrz, ale wszystko dookoła niej zaczęło wirować. Zakrztusiła się wodą. Nie potrafiła opanować paniki. Jej wdechy były coraz płytsze. Czuła, że zaraz straci przytomność. Woda dostawała się do płuc, a ona czuła, się tak jakby jakaś siła rozrywała ją od środka. Demony próbowały ją ściągnąć w dół, one nie wiedziały, ze ona potrafi pooddychać pod wodą.

Michał  od razu zauważył ten niebiesko – biały materac, który niebezpiecznie oddalił się od brzegu. Ludzie często zasypiali na materacach, a prądy morskie i wiatry odpychały materace w głąb morza. Wiedział, że to jest ta chwila. Kiedy płynął w tamtą stronę łódką, materac przechylił się na bok i osoba znajdująca się na nim wpadła do wody. Wiedział, że w tej chwili liczy się każda sekunda. Wiosłował coraz szybciej. Dopłynął do poszkodowanej kilka chwil, po tym jak wpadła w odmęty spienionego morza. Wskoczył do wody, zanurkował , objął kobietę wpół  i wyciągnął na łódź. Była nieprzytomna. Najważniejsze co musiał zrobić to wypompować wodę z płuc i przywrócić akcję serca. Ułożył kobietę w pozycji horyzontalnej, odchylił jej głowę do tyłu, wyjął z jej ust kilka wodorostów. Dotknął jej szyi. Nie mógł wyczuć tętna. Rozpoczął resuscytację krążeniowo – oddechową w normalnym rytmie: trzydzieści  uciśnięć środkowej części mostka na głębokość około  pięć– siedem centymetrów na przemian z dwoma oddechami.

 Przyłożył swoje usta do jej ust. Wpompował powietrze. I wtedy  ona otworzyła oczy.

To niemożliwe…. – pomyślał patrząc w jej zielone oczy.

Te oczy, przemknęło przez myśl kobiecie…

***

Takie rzeczy są niedorzeczne, myślał Michał dwa dni później , kiedy pakował swoje rzeczy. Dlaczego nie mógł przestać myśleć o tej kobiecie? Spotykał na plaży mnóstwo kobiet. Pięknych kobiet, o ponętnych kształtach. Kobiet, które same proponowały mu spotkanie. On jednak odmawiał. Sam nie wiedział dlaczego. Koledzy korzystali z okazji. A on? Jego nie kręciły przygody na jedną noc, seks na wydmach… On chciał od życia czegoś więcej.  Nieważne czego chciał. Ważne, że nie mógł zapomnieć, o kobiecie, którą uratował. Dziewczynie, o długich blond włosach i zielonych oczach, która miała coś w sobie, jakąś magię. Nie, to nie mogła być prawda. Odbiło mu. To były ułamki chwil. Ale kiedy otworzyła oczy…  Naprawdę coś niedobrego się z nim działo. Zachowywał się  nieracjonalnie.

Kalina wyszła ze szpitala trzy dni później. Od razu skierował się na plażę. W pobliskim sklepie kupiła misia i ozdobną torebkę. Teraz czuła się głupio z tym misiem. Może powinnam kupić mu alkohol? Albo czekoladki?  Nic o nim nie wiedziała. Ale chciałaby się dowiedzieć.  W tych jego oczach było coś fantastycznego. Na samo wspomnienie uśmiechnęła się do siebie.

Zdjęła sandały i ruszyła w stronę gdzie znajdowała się wieża ratownicza.  Dwóch ratowników stało odwróconych do niej tyłem.

– Przepraszam  – powiedziała mocnym głosem.

Odwrócili się obaj.

Żaden z nich nie był nim…

– Ja…-   nie mogła zebrać myśli. – Topiłam się kilka dni temu i jeden z ratowników mnie uratował.

– Michał – powiedział ten wyższy z ratowników.

– Chciałabym mu podziękować.

– Wyjechał…

Coś ścisnęło ją w sercu. „Wyjechał”….

Spotkała w swoim życiu mnóstwo fajnych mężczyzn, tych z poczuciem humoru, które tak sobie ceniła. Tych, którzy wiedzą co powiedzieć, i tych których mogłaby słuchać godzinami, bo mówią tak , że od tego, co mówią miękną ci kolana… I tak słowem czarują.

Mężczyzn wrażliwych, ale też takich co, to potrafią przywalić.

Mężczyzn spokojnych i tych jak tsunami…
Cichych, głośnych, małomównych…
Tych, z którymi chcesz się kochać całą noc i też takich z którymi nie chcesz tego robić, a jednak coś cię do nich ciągnie…

Spotkała też psycholi, socjopatów i kłamców, którzy perfidnie ją zranili. Tak, ich też. Wzbudzili zaufanie, rozkochali w sobie, a potem zrobili z życia piekło… Ale takich ona chciała wymazać z pamięci jak najszybciej.

A teraz spotkała jego… A więc ma na imię Michał… To mężczyzna , który ma to “coś” w sobie. Jakieś chochliki w oczach.  Z nim  chciałaby chodzić na spacery i wyjadać palcami nutelę ze słoika. I tańczyć w deszczu.

Kobieta roześmiała się. Coś miała nie tak z tańcem w deszczu, a może to jest tak, że każda kobieta chciałaby zatańczyć w deszczu, z tym właściwym mężczyzną. Mężczyzną , który uratował jej życie. Uratował ją na wiele sposobów. Teraz już o tym wiedziała.

Za pomoc w napisaniu fragmentu tekstu o akcji ratowniczej, dziękuję Michałowi. Gdyby nie jego uwagi, ratownik z książki uciskałby klatkę piersiową na głębokość 40 cm, przebiłby dziewczynę na wylot 🙂 – Jak mi powiedział Michał. No tak… Człowiek uczy się całe życie 😉