202MagicMorning

Wszystko czego potrzebujesz to siła, aby przetrwać do tej chwili…

Ja. Jedna z tych kobiet, o których mówi się silna. Radosna, pomocna i ta, która tak świetnie radzi sobie z życiem. Ta, która uśmiecha się do ludzi i ta, co to zawsze wysłucha… Ta, która Cię rozśmieszy…

Świat nie lubi pesymistów, maruderów, a takich co to prą do przodu, z uśmiechem na ustach.

Świat lubi wesołych ludzi. Tych bezproblemowych, bo przecież problemów i tak mamy za dużo.

Jestem kobietą taką jak Ty. Jak setki kobiet mijanych na ulicy. Tych silnych, które dźwigają ciężar dnia codziennego.  I nikomu o tym nie mówią, że czasami jakoś im za ciężko. I przyklejają na twarz perfekcyjny uśmiech i mówią to, co inni chcą usłyszeć. I udają… Szczęśliwe…

I odpisują na wiadomości okraszone emotikonkami uśmieszków.

 Ktoś: Czy wszystko u Ciebie w porządku?

Ja: Tak 😊  – Tylko ja wiem, że w porządku nie jest, ale niech inni myślą co innego.

Inny Ktoś : Co Ci się stało?

Ja: Nic… No co Ty, nic się nie stało. 😊  – W domyśle, stało się wszystko…

Najprościej. Najszybciej. I do przodu.

I nie słyszeć , że wszystko się ułoży, że to przejściowe, że będzie dobrze…

Uśmiechać się, mówić do ludzi, pracować, gotować.

A potem spać…   I marzyć o tym, by noc się nie kończyła i dzień nie zaczynał.

To wcale nie ja… Już nie.

Pamiętam ten moment rozsypki, kiedy moja koleżanka napisała mi : „Wiesz, naprawdę myślałam, że wszyscy, ale nie Ty. Ty, która góry przenosiłaś.

Tylko ja wtedy pod ciężarem tych gór poległam.

Prawdziwa ja siedzi na podłodze w kuchni i płacze.

Twardzielki też płaczą i to może więcej niż te, które za twardzielki się nie uważają.  Chlipią, gryzą poduszkę, ryczą do utraty tchu, by następnego dnia udawać, że wszystko już dobrze.

Jak to przyszło. Zwyczajnie. Wraz z nowym dniem. Nie mogłam wstać z łóżka, odsłonić rolet. Nie mogłam nawet przełknąć śliny, bo życie mnie bolało.

Ty też wiesz jak czasami boli życie.  Problemy niczym domino zaczęły się na mnie zwalać jedno za drugim… I w końcu nie potrafiłam wstać z łóżka.

Czy były jakieś wcześniejsze oznaki?

Pewnie… To tak jak z grypą.  Tylko, że ignorujemy symptomy.  Pojawiła się taka dusząca gula w gardle, którą przepijałam herbatą, kawą, w sobotę kieliszkiem wina. Tylko ta gula nie chciała spłynąć gdzieś głębiej, ona tkwiła w przełyku.

Ja... Bezgłośnie wołam o pomoc. Pomóż mi, tej , która skrywa ból pod warstwą ciepłych słów, uśmiechów, codzienności...

Wyjdź ze mną na spacer, potrzymaj za rękę.  I powiedz, że nic nie jest w porządku teraz… Ale za jakiś czas to się zmieni. I powiedz, że to przetrwamy, razem… I że czasem najlepszym wyjściem jest położyć się do łózka i to przeczekać… Po prostu wziąć na przeczekanie… – fragment nowej książki…

10885402_910888718929839_8209434565475157055_n

Gdyby nie Ty, synku…- Wyznania Czytelniczek cz.4

Dla Mateusza Gdyby nie Ty Synku to nie wiem jakby dziś wyglądało moje życie. Czy byłabym tą samą osobą? Pamiętam dzień gdy dowiedziałam się że pojawisz się na świecie. Oprócz stachu przed tym co powiedzą moi rodzice byłam szczęśliwa bo przecież zawsze wiedziałam że chcę mieć dzieci. Na Twojego tatę też mogłam liczyć. Chociaż w tamtym momencie był daleko od nas to wiem że sercem był blisko. Nie, nie było łatwo. Dziadkowie nie stanęli na wysokości zadania. Codziennie musiałam wysłuchać co za wstyd przyniosłam. Ciąża bez ślubu, nie tak to oni widzieli. Zaciskałam zęby i czekałam aż ten koszmar się skończy. Niemal na dwa miesiące trafiłam do szpitala by Ciebie nie stracić. Od początku miałeś pod górkę. Moment gdy pojawiłeś się na tym świecie nie był najpiękniejszym przeżyciem, raczej koszmarem dla mnie i dla Ciebie. Ja traciłam przytomność, Ty dopływ telenu bo nie mogłeś się wydostać. Po trudach tych chwil tylko kilka tygodni było dobrze. Miałeś dwa miesiące jak zadławiłeś się mlekiem i umierałeś na moich rękach. Jak przez mgłę pamiętam karetkę, reanimaję i Ciebie na oiomie podłączonego do miliona kabli. Słów lekarza nie słyszałam albo słyszeć nie chciałam… niedoltlnienie, zagrożenie życia… Miałam 21 lat i świat się mi zawalił. Wypłakałam chyba wszystkie łzy. Tak zaczęła się nasza walka, życie w szpitalnych salach, na oiomach, rehabilitacji, pod salami operacyjnymi. Pamiętam dzień gdy doszło do mnie że zdrowy nigdy nie będziesz i zawsze będziesz mnie potrzebował. Nie chodzisz, nie mówisz, nie widzisz ale masz najpiękniejszy uśmiech na świecie. Nawet gdy ból nie dawał Ci spokoju Ty potrafiłeś się uśmiechać. Jestem twoimi oczami, rękami, nogami… od 21 lat dzień po dniu trwamy. Gdyby nie Ty Synku nie wiem jakby wyglądało moje życie, Wiem jednak że dzięki Tobie poznałam sens życia, nauczyłam się dawać, nie oczekując nic w zamian. Poznałam łzy radości i bezradności… tylko ja wiem że smakują zupełnie inaczej. Nie ma dnia bym nie powiedziała Ci kocham… kiedyś zaklinałam tymi słowami rzeczywistość gdy lekarze rozkładali ręce. Dziś wiem że Ty pomimo wszystko kochasz życie i chcesz tu być. Pamiętaj dopóki Ty chcesz ja chcę dwa razy mocniej i zawsze będę obok. Dla Ciebie Synku i w podziękowaniu dla Taty, Siostry i Brata. Bo nasza rodzina jest silniejsza niż innym się wydaje.

Tekst nadesłała: Ann Sleczka

“Spotkałam Ciebie, gdy cały świat mi się właśnie zawalił w jednej chwili. Ukochany zmarł na ciężką chorobę, straciłam pracę z powodu redukcji etatów i nie wiedziałam jak spłacę kredyt za dom. Usiadłam na kawę w kawiarnii i zaczęłam płakać. Wtedy podeszła do mnie starsza pani i zapytała mnie czy może mi w czymś pomóc. Początkowo nie chciałam się dzielić swoim bólem, ale tak dobrze jej patrzyło z oczu i biła od niej życzliwość i ciepło. Powiedziała, że ma na imię Róża i jest właścielką tej kawiarnii od 50 lat, zaproponowała pyszną szarlotkę na poprawę nastroju i mnie wysłuchała. Bardzo mi współczuła. Zaproponowała mi, póki nie znajdę czegoś lepszego pracę w swojej kawiarnii i w sprawie domu poradę swojego przyjaciela, prawnika. Dzień za dniem mijał, a ja odzyskiwałam spokój i poczucie bezpieczeństwa, a wszystko dzięki mojej “przyszywanej” babci. To ona podała mi pomocną dłoń kiedy jej najbardziej potrzebowałam i odmieniła moje życie”.

Tekst nadesłała: Justyna Radke

Spotkałam Ciebie przypadkiem w Biedronce,
a wraz z Tobą
“Minione chwile” i “Namaluj mi słońce”.
Tak zaczytałam się w Twych powieściach,
że w bibliotece brakuje mi miejsca.
Rok Tobą jestem już zaczytana,
wszystkie powieści czytam do rana.
Pisz dla nas dużo i jeszcze więcej,
ma biblioteczka jeszcze coś zmieści.

Tekst nadesłała: Katarzyna Kocoł – Frankowska

09897jpg

Musiałam coś zrobić, żeby uratować siebie – Wyznania Czytelniczek cz.3

Spotkałam Cię w trudnym momencie swojego życia. Kiedy myślałam, że wszystko już straciłam i nie ma już dla mnie nadziei. Kiedy myślałam, że już wszystko przegrałam. Musiałam coś zrobić, żeby się uratować i uciekłam – spakowałam torbę i wyjechałam na kilka dni. Nieznane dotąd miasto powitało mnie słońcem i wiosenną temperaturą. Idąc do hotelu gdzie miałam zarezerwowany nocleg przechodziłam przez rynek i wtedy Cię zobaczyłam po raz pierwszy. Postawna sylwetka, kilkudniowy zarost, a dopełnieniem tego był idealnie dobrany garnitur i krawat. Przeszłam tuż obok Ciebie – stałeś wtedy odwrócony tyłem do mnie i gestem pokazywałeś coś swojemu współtowarzyszowi. Poczułam zapach Twoich perfum, usłyszałam Twój głos i już wiedziałam – przepadłam, zakochałam się… Znalazłam hotel, rozpakowałam się i wyruszyłam na zwiedzanie. Gdzieś w mojej podświadomości kryła się nadzieja, że jeszcze kiedyś Cię zobaczę i że to spotkanie coś zmieni w moim życiu. Wieczorem stojąc nad Odrą i patrząc na gmach Uniwersytetu oświetlony blaskiem księżyca i światłem ulicznym usłyszałam nadjeżdżający rower i coś ciężkiego uderzyło w moje nogi. Usłyszałam słowo przepraszam, odwróciłam się i stanęłam twarzą w twarz z Tobą, a tym co uderzyło mnie w nogi była rakieta do tenisa. Nawiązała się między nami rozmowa – o tym co ja robię sama o tej porze w takim miejscu, o tym co tutaj Ty robisz i ani się obejrzeliśmy, a dotarliśmy na Stare Miasto. Stare Miasto – miejsce spotkania zakochanych. I tak – z każdą chwilą byłam coraz bardziej zakochana! Zakochana w mężczyźnie, który szedł obok mnie, którego znałam od kilkunastu minut, a miałam wrażanie jakbym znała od zawsze. Kiedy zegar na wieży wybił 2 w nocy powiedziałeś, że czas wracać bo rano musisz wcześnie wstać, a ja powinnam odpocząć jeśli chcę zobaczyć jak najwięcej atrakcji. Odprowadziłeś mnie pod drzwi do hotelu i pożyczyłeś miłego pobytu w Twoim mieście. Zasypiając tej nocy pod powiekami widziałam Twoją twarz… marzyłam o tym, żeby raz jeszcze Cię spotkać, zobaczyć, porozmawiać… Przez cały kolejny dzień poznawałam uroki nowego miasta, a wieczorem udałam się nad Odrę mając nadzieję, na kolejne spotkanie i … nie pomyliłam się. Tym razem przyszedłeś bez roweru – uśmiechając się podałeś mi rękę i pociągnąłeś w stronę bulwaru nad rzeką. Tam usiedliśmy i ławce i opowiadałeś mi historię miasta, które z każdym dniem uwielbiałam coraz bardziej, które stawało się coraz bliższe memu sercu podobnie jak siedzący obok mnie mężczyzna. Zapytany skąd tak dobrze znasz szczegóły i tajemnicze opowiastki z uśmiechem na twarzy powiedziałeś, że to dlatego, że mieszkasz tutaj od dziecka i dużo czytasz. Nasze spotkanie przeciągnęło się znów do późnych godzin nocnych. Dla Kopciuszka bal kończył się o północy, a dla mnie tą godziną rozstania była 2 w nocy wybijana przez zegar na ratuszu. Powtórzył się scenariusz poprzedniego wieczoru – odprowadziłeś mnie i odszedłeś… Dni spędzone z Tobą, a właściwie wieczory w Twoim towarzystwie pokazały mi, że jeszcze mogę być szczęśliwa. Że to, co było złe, pechowe odeszło już i teraz nastał czas uśmiechu, spełnienia i radości. Każdego dnia spacerowaliśmy po innej części miasta. Trzymając się za ręce pokonaliśmy wspólnie wiele kilometrów. Dzięki Tobie poznałam historię ludzi, miejsc, budynków – nie wiem czy były prawdziwe, czy częściowo zmyślone przez Ciebie. Wiem, że dotyczyły życia – tego co mnie przerosło w ostatnim czasie. Opowiadałeś mi o ludziach, sytuacjach i o nietypowych rozwiązaniach jakie zastosowali, aby rozwiązać swoje problemy. Nie zawsze opowieści te miały dobre zakończenie, ale każda pokazywała, że nie wolno się poddawać, że chociażby nie było szans, choćby płonęła ostatnia zapałka, choćby została ostatnia kartka papieru to nie wolno się poddać. Po każdej burzy wychodzi słońce, każda góra ma gdzieś swój szczyt, a każda noc kiedyś się skończy i nastanie nowy dzień. Słuchając tych słów padających z Twoich ust uwierzyłam w siebie, uwierzyłam, że jeśli chcę mogę wszystko. Ostatniego wieczoru umówiliśmy się na wspólną kolację – zaskoczyło mnie trochę to, że nie poszliśmy do restauracji, tylko spotkaliśmy się tam, gdzie miało miejsce nasze pierwsze spotkanie – nad Odrą. Zjedliśmy przygotowane przez Ciebie kanapki, wypiliśmy herbatę z termosu i rozmawialiśmy. Nieubłagany czas płynął tak szybko i ani się obejrzeliśmy usłyszeliśmy dwa charakterystyczne odgłosy zegara. Z każdą mijającą chwilą coraz bardziej bałam się, że to jest ostatni raz kiedy Cię widzę, ostatni raz kiedy jesteś tak blisko, ostatni raz kiedy ze sobą rozmawiamy… Odprowadziłeś mnie do drzwi hotelu, pochyliłeś się w moją stronę, pocałowałeś w policzek i wyszeptałeś do ucha „Trzymaj się, jeszcze będzie pięknie… Do zobaczenia…” Odszedłeś… Wiedziałam to, że więcej Cię nie zobaczę. Mój urlop dobiegał końca i nadeszła pora na powrót. Nie zadzwoniłeś, nie napisałeś, nie było Cię na dworcu chociaż wiedziałeś o której odjeżdża mój pociąg. Byłam świadoma, że nie mogłeś zadzwonić bo nigdy nie zapytałeś o mój numer, nie napisałeś bo znaliśmy tylko swoje imiona, o ile Twoje było prawdziwe. Niczego mi nie obiecywałeś, nie składałeś obietnic. Dawałeś mi lekcje historii połączone z lekcjami życia. Z tej wyprawy wróciłam zakochana – nieszczęśliwe zakochana, zakochana bez wzajemności… Ale z tej wyprawy wróciłam przede wszystkim silniejsza, pełna nadziei na to, że mogę wszystko i nie musi się to podobać ludziom wokół mnie. To nie oni będą decydować o moim życiu. Tylko ja sama… Rozpoczęłam trudną walkę. Uczyłam się mówić „nie” kiedy inni próbowali dołożyć mi kolejne zadania, starałam się uodpornić na ciągłą krytykę, dogadywanie, oczernianie. Przez całe 12 miesięcy nieraz zaciskając zęby, płacząc nocą do poduszki, spacerując samotnie po lesie wmawiałam sobie, że dam radę, że przetrwam, że dokończę to, co zaczęłam i pokażę innym, że jestem warta więcej niż myślą. Chciałam pokazać im, że sama nie oznacza gorsza, ale bardziej samodzielna. A to wszystko dzięki Tobie drogi Znajomy, a może Nieznajomy…? . P.S. Zaplanowałam tegoroczny urlop… – tak dokładnie – wracam nad Odrę. Może znów Cię spotkam…?

Tekst nadesłała: A.K

Spotkałam Ciebie i wszystko w co wierzyłam do tej pory straciło sens…
Pochodzę z rodziny , która ma głęboko zakorzenioną tradycję. Wychowano mnie w przekonaniu: jedna kobieta dla jednego mężczyzny , dzieci po ślubie itd…
Oczywiście jako nastolatka buntowałam się i wyśmiewałam taki styl życia , ale po studiach zrobiłam to czego ode mnie oczekiwano, nie chciałam zostać czarną owcą w rodzinie. Wyszłam za mąż – niekoniecznie z wielkiej miłości
Urodziłam dwójkę wspaniałych dzieci , miałam dobrą pracę, dom z ogródkiem i psa.
Myślałam ,że jestem szczęściarą – aż do pewnego styczniowego popołudnia.
Byłam już spóźniona na spotkanie z klientem , biegłam wąską uliczką i nagle jak spod ziemi na mojej drodze pojawił się mężczyzna , potem niewiele już pamiętam… Potężny ból głowy , wkoło leżały dokumenty a ktoś wykrzykiwał jak mam na imię . Okazało się , że rozbiłam głowę o krawężnik kiedy upadłam. Wyglądało groźnie więc ON wezwał pogotowie.
Następnego dnia dostałam SMS z pytaniem jak się czuję ,czy wszystko ok i że za uratowanie życia chciałby napić się ze mną kawy.
Zgodziłam się , przecież wypadało – pozatym pozbierał moje dokumenty które należało odzyskać.
Spojrzałam mu w oczy i stało się…
Zakochałam się w mężczyźnie którego nawet nie znałam.
Zakochałam się w nim , w małej kawiarni na rogu choć wiedziałam że mi nie wolno.
Broniłam się przed tym uczuciem – nie odpowiadałam na telefony , unikałam go jak tylko umiałam.
Jednak tak nie da się żyć! Możemy oszukać każdego… Męża , rodziców nawet najlepszą przyjaciółkę ale własnego serca nie oszukasz nawet najpiękniejszym kłamstwem.
Żyję życiem które ktoś dla mnie wymyślił dawno temu , a dziś wiem że chciałabym żyć inaczej… W innym miejscu z innym mężczyzną.
On na mnie czeka , chce żebyśmy wyjechali i zaczęli żyć normalnie.
Chce ze mną zamieszkać i budować wspólna przyszłość. Oboje nie chcemy żyć jak do tej pory , w tajemnicy… Ograniczając się do potajemnych spotkań, rozmów.
Ale czy ja mogę to zrobić ? Jak miałabym zbudować swoje szczęście na nieszczęściu innych ( w tym przypadku są to moje dzieci , i mąż ? Mąż chyba też nie byłby szczęśliwy ?) Zawsze dla wszystkich miałam gotowe recepty na problemy , a teraz pierwszy raz w życiu nie wiem co robić , nie wiem co będzie dalej ?
Od pewnego czasu mam wrażenie że moje życie toczy się gdzieś obok a ja jestem tylko obserwatorem… Dlaczego więc los nie może zdecydować za mnie co robić ?
Jedno wiem na pewno – tamtego styczniowego dnia rozbiłam głowę by w zamian poskładać swoje serce. I za to dziś chcę Ci podziękować !
Dziękuję, że pojawiłeś się w moim życiu , pokazałeś co to miłość , że taka prawdziwa jak z filmów istnieje.
Nasza historia wciąż trwa … Mam nadzieję że zakończona będzie happy endem.

Tekst nadesłała: D.Sz

“Gdyby nie Ty wciąż miałabym na sercu niewyobrażalny kamień, bo nie umiałam podjąć żadnej decyzji. Wydawało mi się, że gdy powiem nie to Jemu sprawię przykrość, bo nie umiem zaufać do końca. Ale Ty, jak zawsze mnie wysłuchałeś z uwagą i poradziłeś mądrze. Sprawiając znowu, że moje serce było na nowo lekkie, jak piórko. Zawsze umiałeś uszanować moje decyzje i nigdy nie naciskałeś. Przy Tobie odzyskiwałam wolność…”

Tekst nadesłała M.G

Gdyby nie Ty, mój świat wyglądałby zupełnie inaczej.

Pewnie nigdy nie sadziłabym poziomek i truskawek w fizelinie. Nie jadłabym jagód kamczackich prosto z krzaka. Ba, nawet by mi do głowy nie przyszło, żeby taki krzak do mojego ogródka kupić. Nie piekłabym w sezonie ciasta z czarną maliną, która barwi język.
W sklepie raczej takiej nie kupisz. Nie piłabym nalewki z dzikiej róży, tarniny czy głogu i na pewno nie biegałabym po łąkach i polach w poszukiwaniu tychże owoców. Nie chodziłabym na szczudłach i nie wpadła na pomysł, by robić różne cuda z balonów.

Gdy cię poznałam, mój świat nabrał kolorów. Zaczął wręcz mienić się feerią barw, smaków i odczuć, jakich do tej pory nie znałam.

Kto by pomyślał, że zacznie się od zwykłej zaczepki na komunikatorze. Pamiętam, że gdy do mnie napisałeś, dłużą chwilę nie było mnie przy komputerze. Pewnie pomyślałeś, że nie chce z tobą rozmawiać, a ja chciałam. Bardzo chciałam. Do dziś wspominam nasze nocne rozmowy o wszystkim i o niczym. Prosiłeś mnie o spotkanie, a ja bałam się, że wtedy zmienisz zdanie i nie będziesz chciał już ze mną rozmawiać. Lecz ty jesteś inny. Nie z tych, co oceniają po okładce, chociaż jak twierdzisz niczego mi nie brakuje. Owszem wtedy brakowało. Brakowało mi poczucia własnej wartości. Dzięki tobie ją odzyskałam.

Gdyby nie ty, nigdy nie usłyszałabym wzruszających słów z ust naszej córeczki:

– Ten twój tatuś to robi takie cuda.

– Tak, ja jestem :”cudą”

Tekst nadesłała: K.B

Już do kupienia!

Już do kupienia

Zapisz się do listy i pobierz za darmo najnowsze opowiadnie Gabrieli Gargaś pt “Będę na Ciebie czekać”

Copyright 2017 - 2020 Gabriela Gargaś © All Rights Reserved