Just married couple and senior couple on the beach

Miłość jest wtedy…

Miłość jest wtedy…

Nie tylko na dobre, ale też na złe.

I przyjdą takie dni, kiedy będziecie mieli siebie dość. Przyjdą kryzysy. Mniejsze i większe kłótnie. Mijanie się na przedpokoju.

Upadki i wzloty…

I kiedy będziesz miała wszystkiego dość przypomnij sobie, wszystkie te dobre chwile, bo mieliście ich niezliczoną ilość.

Miłość jest wtedy…

Kiedy na porodówce darłam się na Ciebie, żebyś skołował morfinę, bo w przeciwnym razie wszystkich pozabijam. A Ty leciałeś po położną przez cały oddział, żeby mi pomogła/ulżyła w cierpieniach. Kiedy przyszła, ją też miałam ochotę zabić 😉

Wtedy, kiedy zasypiam na kanapie, a Ty okrywasz mnie kocem.

I też wtedy, kiedy planujemy wspólną przyszłość, choć niekiedy mamy odmienną wizję. Choćby o tym, jak będzie wyglądała nasza kuchnia. Ja chciałabym stary kredens i piec, Ty „zwyczajne” szafki.

I wtedy, kiedy zjadasz moje pierogi, uśmiechasz się i mówisz, że dobre, chociaż ja wiem, że mi nie wyszły.

I kiedy wstajesz w sobotę i mówisz : pośpij, ja zrobię śniadanie. Bo dzień wcześniej krzyczałam, że nie mam chwili dla siebie,  bo ciągle słyszę: „mamo, gdzie moje skarpetki, majtki,  spodnie, albo: „ Gabi, prałaś moją koszulkę, bo się skurczyła”. Ale ja kocham szukać tych skarpetek, majtek, spodni, i wiem, że prosiłeś mnie, bym nastawiła program na 30 stopni, a wyprałam w 40 i się skurczyła. Takie życie .;-)

Miłość jest wtedy, kiedy sobie myślisz: nie zamieniłabym tego życia na żadne inne, na żadne jachty, wille. No może raz, to bym się jachtem przepłynęła…, Ale tak na zawsze? Never!  Wolę posiedzieć sobie w swojej wannie otulona pianką i słyszeć za drzwiami, dziecięce krzyki, piski, i Twoją muzykę…

Miłość jest wtedy, kiedy leżymy na jednym łóżku i czytamy książki i nie musimy nic mówić, jest dobrze, miło… Czujemy swoją bliskość.

Miłość jest  wtedy, kiedy bez skrępowania mogę rozebrać się przy Tobie i wiem, że będziesz patrzył na moje ciało z miłością.  I piersi już nie te, po tylu karmieniach i skóra na brzuchu wiotka. A Ty, przytulisz i przyciągniesz mnie do siebie i powiesz, że mnie kochasz. I czuję, że jestem dla Ciebie najpiękniejsza, mimo, że lata świetności, mam już za sobą.  :-)))) I może łypniesz okiem na jakąś piękną kobietę i ja zahaczę wzrok na przystojnym facecie, ale i tak wiem to, że jestem dla Ciebie tą, która mimo że się starzeje, to w Twoich oczach wciąż jest taka jak dawniej i Ty jesteś dla mnie tym rycerzem, który kiedyś  zdobył me serce. 😉

Miłość ma też dąsy, fochy, gorsze dni. Biegnie po wyboistych drogach, zakręca, zwalnia.

Miłość jest wtedy, kiedy podajesz hot-dogi na obiad i ciastka na kolację, bo taki dzień, bo taką macie ochotę. Kiedy indziej, bulgocząca zupa w garnku, zapach ciasta zrobionego wspólnie z domownikami.

Nasza miłość jest swojska. Kocham to określenie. Taka nasza, zwyczajna, swojska. Bez zbędnych frazesów, płatków róż na łóżku, pozowanych zdjęć, których Ty tak bardzo nie lubisz. Swojska, z pieczonymi  na grillu kiełbaskami , z piwem z sokiem, po którym zawsze nachodzi mnie ochota na taniec i śpiewy, a że słoń na ucho nadepnął… 😉

Może się znudzić?

Nie. Znudzić, nie… Ale może powiać prozą życia. I wtedy… Wtedy trzeba ją podlać, użyźnić ciepłymi uczuciami,  wzbudzić emocje.  Przypomnieć sobie, dlaczego  razem jesteśmy. I po co…

Idziemy przez to życie razem, ciągnąc za sobą wózek, z naszym problemami, troskami, radościami…

Miłość jest wtedy… Ty, jesteś moją miłością.

 

Będzie mi miło jeśli dopiszesz, czym dla Ciebie jest miłość.

Miłość jest wtedy…

Zwyczajnosc 6

Do bólu zwyczajna, żeby nie powiedzieć nudna :-)

W związku z tym, że piszę książki  wypadałoby się trochę popromować, i pokazać swoją codzienność.

Piszecie do mnie: “pokaż trochę swojej codzienności”, ” za mało ciebie”. A ja myślę, że w sam raz. Książka przede mną, ja skromniutko truchtam sobie za książką.  Każdy ma inne spojrzenie świata. Są gwiazdy, celebrytki, które świetnie wykreowały siebie w sieci, i chwała im za to. Ja jakoś nie potrafię i też trochę nie chcę, bo też żadna ze mnie celebrytka ani gwiazda, ot zwykła babeczka, która pisze książki.  I tak już trochę przebiłam się przez ten mój mur niechcenia i pstrykam sobie od czasu do czasu selfie. I to nie jest tak, że wrzucam do sieci to pierwsze lepsze. Bo tu mi coś wisi, tam opada, tu drugi podbrócek, a tam dziwaczna mina.  Wybieram to idealne.;-) Ja z książką na kamyku, a w oddali morze, ja “poranna”, ale ta z lepszej strony, bo na drugim profilu odciśnięta poduszka.

Za każdym razem kiedy mam wstawić post, aby trochę się “pokazać” mam ból.

Jestem tak zwyczajna, że nie wiem co, ja mam w tym poście zamieścić. Czy to, że nie jadam jarmużu,ani chia, lunchów, ani branchów.

A zamiast tego drugie śniadanie i bułę żytnią  popijam kefirem. Nie piekę codziennie ciasta, a nawet jeśli upiekę, to krzywo ukroję i na zdjęciu nie wyjdzie takie piękne jak u innych instagramerek. Rozkruszy się, a połowę wchłonę.

                                                 Pierogasy. Wyrób własny. Uwielbiam. Jeśli ktoś chciałby mnie kiedyś gdzieś zaprosić to tylko na pierogi ewentualnie     placki ziemniaczane. Do tego swoiski kubas kompotu 🙂

 

Czy też to, jak stoję w sklepie między półkami i zastanawiam się czy na obiad to makrela czy może halibut?  Głupio tak wyjmować telefon z kieszeni i trzaskać zdjęcia rybom.

Strzeliłam sobie kilka fotek: typu ja pisząca nad brzegiem morza, przy laptopie w piżamie. Co jeszcze?

Doszłam do wniosku, że jestem bardzo zwyczajna i nie ma co publikować ;-). Piszę, czytam, piorę , gotuję czasami gdzieś pojadę, pójdę. Coś mi się głupiego przydarzy. Coś zepsuję, nic nie naprawię. Palnę jakąś głupotę.

I tak jakoś czasu nie mam, żeby to wszystko ogarniać. Posty na fejsie, instagramie… Zastanawia mnie, dlaczego wszyscy inni mają czas, tylko ja w wiecznym niedoczasie. Z doskoku, przyskoku, w biegu. 😉 Chylę czoła przed moimi Administratorkami. Dziękuję Wam Dziewczyny 🙂

Nie pomstuję tutaj na media społecznościowe. To oczywiście złodzieje czasu, a ja wolę ten czas inaczej spożytkować.  Internet coby nie było łączy ludzi. I gdyby nie “internety”, to może nikt, by nie słyszał o moich książkach i nie spotkałabym w realu tylu cudownych ludzi. Nie spotkałabym Was.  Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

Co do transmisji online. Nie lubię.  Wolę gadać na żywo, albo w radio,bez wizji. Czemu? Po prostu jakoś mi z kamerą nie po drodze.;-) I bym się zacinała, dukała. I  mogłoby być” ” yyyyy…”. Ale nie mówię :”nie”. Może kiedyś. Ponoć praktyka czyni mistrza 😉

Podsumowując moje wywody, kilka moich  zdjęć codzieności, żeby nie było 😉

                                                                   Zwyczajny obiad w zwyczajny dzień : czyli mielone z kaszą jaglaną 🙂

 

Tort świąteczny

                Ja

 

Bez filtrów, dodawania kolorów, układania pieroga tak,żeby na zdjęciu wyszedł ładnie. Tak zwyczajnie, jak to u mnie wygląda 😉

Będzie mi miło jeśli zostawisz komentarz .:-*

Copyright 2017 - 2018 Gabriela Gargaś © All Rights Reserved