“I będą dni, kiedy będziesz chciała zniknąć, i zjawią się na twojej drodze ludzie, którzy będą chcieli ci dokopać, i będą też dni, kiedy ktoś cię zrani, kiedy obrazisz się na cały świat. Pamiętaj, masz mnie. Słyszysz, co do ciebie mówię? Masz mnie. Przyjedź do mnie, albo zadzwoń. Jestem. Dla ciebie o każdej porze dnia i nocy.” – “Wieczór taki jak ten”

Bo są takie dni, kiedy człowiek ma ochotę zakopać się pod pierzyną i udawać, że go nie ma. Dni, kiedy wszystko zwala się na Ciebie.  Dni, kiedy najchętniej wyłabyś do księżyca z watahą wilków, a i to, by Ci nie pomogło. Dni, kiedy „kurwa mać” to za mało, by nazwać swój stan ducha.

Każdy ma takie dni.  I każdy ma swój sposób, by przetrwać, takie słabsze chwile.  Jedni wolą się do nikogo nie odzywać, inni wybeczą smutki, jeszcze inni wypiją kieliszek wina, albo dwa. A jeszcze inni mają potrzebę wygadania się. I fajnie jest móc wtedy do kogoś zadzwonić. Bo są takie osoby, są tacy przyjaciele, do których można dzwonić o każdej porze dnia i nocy.  Takie przyjaźnie są potrzebne…

I po ty złych chwilach, przyjdzie dzień, kiedy zaświeci dla Ciebie słońce. Zawsze przychodzi taki dzień… Niekiedy słońce wstaje bardzo powoli. Ale dla każdego świeci ono tak samo.  Kiedyś przestanie boleć. Na pewno. Może teraz w to nie wierzysz, ale tak będzie.

Zapytasz, skąd to wiem?

Wiem. Też przeżyłam stratę, rozstanie, miałam złamane serce, ktoś powiedział mi zbyt ostre słowo, sama powiedziałam o jedno słowo za dużo. Ktoś odszedł na zawsze, ktoś zapomniał, ktoś się pojawił po niewczasie, bo sobie o mnie przypomniał.

Ktoś nie zadzwonił, a przecież obiecał.

Z pracy mnie wylali, a dzień przedtem szef mnie wkurwił.

Jakaś nawiedzona mamuśka naskoczyła na mnie pod szkołą, że moja córka zrobiła to i tamto jej córeczce, a jej córeczka taka grzeczna. To nic, że moja miała nabitego guza.

I czasami są dni, że życie potrafi sponiewierać, spuścić manto, wepchnąć w dół, a na dodatek ptak będzie

przelatywał akurat nad tym dołem i na ciebie nasra.

Zawiodłam się na bliskiej mi osobie, ale ja też ją kiedyś zraniłam. Może nieumyślnie, a jednak.

I płakałam, bo bolało. Ale przestanie, uwierz mi, zawsze przestaje…

Życzę ci iskierki nadziei na twoim niebie, promyczka szczęścia, wiary, że wszystko jakoś się ułoży…

Wtedy otrzesz łzy, otrzepiesz kolana i ruszysz do przodu. Z podniesioną głową, z wypiętymi do przodu cyckami.

I spojrzysz na świat inaczej. Przestanie boleć.

Oddychasz, budzisz się, oglądasz świat, smakujesz, wąchasz, delektujesz się.

Jest ktoś, dla kogo jesteś całym światem, i ktoś, do kogo możesz

zadzwonić w środku nocy.

Mało?